Rower to coś więcej niż pedałowanie
To była moja 11. wyprawa rowerowa od ostatniego tygodnia sierpnia, czyli odkąd postanowiłam, że rower będzie mi w jakiś sposób zastępować dom. Skoro w wyniku wybuchu kamienicy w centrum Cieszyna 29 grudnia 2024 straciłam go na jakiś bliżej nieokreślony, ale dłuższy czas, a na nowy nie mogę sobie pozwolić, to ograniczę się do tego, co dostarcza podobnych emocji, a jest możliwe do zrealizowania. Wolność, radość, nabieranie sił, czasami ucieczka, czasami ćwiczenie wytrzymałości. Czyli – jak w domu. I eksploatuję rower ile wlezie, tak jak eksploatujemy nasze mieszkania, domy, gniazda.
Po podsumowaniu wszystkich jedenastu wyjazdów okazało się, że przejechałam już ponad 1000 km od sierpnia tego roku. Sama nie mogę w to uwierzyć. Ogrom obrazów z okolicy, opowieści, spostrzeżeń, metafor, doświadczeń. A to przecież dopiero początek.
Przywracanie równowagi
Po ostatniej wyprawie i dwóch upadkach (poślizg na mokrych liściach i zbyt wysoki krawężnik pod złym kątem przecięty kołem) musiałam oddać rower do przeglądu. Szuwar Bike już po trzech dniach oddał mi moje szczęście w stanie idealnym, jakby nigdy nie było na trasie. Dowiedziałam się, że lepiej smarować łańcuch uniwersalnym smarem SMOOVE.
Polecam (butla starcza na kilka sezonów, jeśli dobrze pamiętam kosztuje ok. 80 zł). Przy okazji chciałam też zamontować uchwyt na telefon, ale akurat do mojego modelu niczego w punkcie nie było i tutaj wydarzyło się coś najpiękniejszego (uczmy się komunikacji od takich przedsiębiorców!) Poradzono mi, żeby podjechać do Totemu, oni na pewno rozwiążą mój problem. I rzeczywiście. Swoją drogą, oba punkty są po prostu najlepsze na świecie, bo poza profesjonalizmem oferują ciepłe słowo, opowieści, porady, wsparcie, zachętę. Tacy są po prostu ludzie kochający rowery, do czego jeszcze wrócę. Uzbrojona w nowy uchwyt oraz wyczyszczony i ustawiony rower, mogłam dzisiaj rano wyruszyć w kolejną trasę. Dodam, że miałam do przetestowania nowe rękawice i skarpety (mam Zespół Raynauda i ochrona dłoni i stóp to poważna sprawa) oraz balsam. Do ich oceny wrócę na końcu.
110 km myślenia, wietrzenia i porządkowania
Trasa mogła mieć mniej kilometrów, ale na wysokości Pszczyny uznałam, że dam radę jeszcze ją wydłużyć. Ostatecznie przejechałam 110 km. Zaczęłam na ul. Głębokiej w Cieszynie o godz. 8:30, skończyłam w tym samym miejscu o 14:30. W Pszczynie miałam półgodzinny postój. Nie pędziłam!
Trasa początkowo jest wymagająca, bo każdy, kto jechał w kierunku Skoczowa tzw. starą drogą wie, że są tam liczne zjazdy i podjazdy. Od Skoczowa w zasadzie cały czas mniej więcej równo. Po drodze znajdziemy parę małych wzniesień, ale nie odczuwa się ich jakoś szczególnie.
Pomiędzy Skoczowem a Strumieniem można podziwiać niezwykłe, wręcz nadzwyczajne pejzaże, żywo przypominające Mazury czy Podlasie. Lasy, stawy, zwierzęta, cisza, kolory. Gęba sama się uśmiecha od tego piękna. Mogłabym tam jeździć na okrągło. Drogi mało uczęszczane. Parę samochodów, jeden biegacz. Wąska droga z licznymi zawijasami jest niczym powidok jakiejś meandrującej rzeki.
W Pszczynie zatrzymałam się w zupełnie mi nieznanej miejscówce:
Ańcla Cafe. I tu coś fenomenalnego. Mało, że książeczki, psy, to jeszcze obsługa bardziej niż empatyczna. Wyszłam z kawą na zewnątrz, a chwilę po mnie dziewczyna, jak się okazało, chyba właścicielka. Zaczęłyśmy rozmawiać. Klaudia podzieliła się ze mną takimi opowieściami, że muszę tam wrócić po więcej. Ustawiła mi całą resztę podróży i połączyła świat literacki, w którym obecnie jestem zanurzona (Stefan Hertmans, o którym w innym tekście) z rzeczywistym. Koniecznie wstąpcie tam, jeśli będziecie w Pszczynie.
Jadąc pomiędzy Pszczyną a Golasowicami miałam sporo przemyśleń o architekturze. Dziwnie wiąże się ona z tymi wszystkimi trudnymi do zaakceptowania kształtami nagrobków. Tak, najpierw (wiele lat temu) uderzyła mnie zmiana estetyczna na cmentarzach (budyniowo miękkie formy, obłe, przypadkowe, ale bogate), a teraz widzę, że to wszystko idzie w parze z domami mieszkalnymi. Generalnie przepych, który ma być widoczny. Ściganie się na płoty, ogrodzenia – kto wyższy, dłuższy, gęstszy. Tu polecam genialną książkę Richarda Sennetta, która pomoże to rozbroić i odczytać z korzyścią dla siebie.
W Golasowicach dogonił mnie przemiły człowiek na gravelu – Mariusz z Jastrzębia i postanowił towarzyszyć mi do Karwiny. Pokazał mi inną traskę niż ta, która była w mojej nawigacji i wdzięczna mu jestem za to, bo było tam po prostu cudnie. Dróżka wijąca się pomiędzy osiedlami domków, czasami drzewostanami. I tu wracam do niezwykle ciekawej kultury rowerzystów_ek. Zaczepiamy się i gadamy. Czasami tylko chwilkę, bo jedziemy równolegle zaledwie kilometr, a czasami, jak dzisiaj, nieco dłużej. Uwielbiam to zaufanie, zainteresowanie, życzliwość.
Z Karwiny pojechałam trasą rowerową ciągnącą się wzdłuż Olzy, przez Chotebuz/Kocobędz. Nie wiedziałam, że nadal jej kawałek jest w remoncie i trzeba przez jakiś kilometr jechać bokiem, w błocie.
Warte uwagi
Ocena testowanych rzeczy.
Wygląda na to, że dam z nimi radę. Dzisiaj nie było mrozu, ale w trakcie poprzednich wyjazdów przy tej samej temperaturze straciłam czucie. Wtedy miałam: Rękawiczki Rowerowe Shimano Windbreak Thermal Neon Yellow.
Skarpety
Skarpety Endura niestety nie zdały egzaminu. Wrócę do znacznie zwyczajniejszych, które jednak bardziej chroniły stopę, i tak zabezpieczoną przez ochraniacze wodoodporne i wiatroszczelne naciągnięte na buty.
Krem przeciwko otarciom ASSOS
Gorąco natomiast polecam krem przeciwko otarciom ASSOS Chamois Woman zamiast sudocremu – naprawdę działa – oraz balsam regeneracyjny RACEBALM i krem do twarzy Ziaja Sport Up Minerały Dla NMF ochronny krem z filtrem SPF50 UVA/UVB 50 ml.
Ostatnie słowo
„No tak człowieku, to jest coś, życie” (S. Hertmans „Wojna i terpentyna”.
Trasa
8:30 start. Ulica Głęboka Cieszyn.



