Skip to main content

Nie mam pojęcia, jak wpadłam na belgijskiego pisarza – Stefana Hertmansa1. Prawdopodobnie przy okazji sprawdzania tegorocznego noblisty László Krasznahorkai na którejś ze stron o książkach pojawiło się to nazwisko z dopiskiem wybitny. Jak to możliwe, że go nie znam, skoro taki znany? Pewnie z tych samych powodów, co węgierski pisarz.

Ale tak naprawdę zainteresowała mnie okładka, żywo w swojej estetyce przypominająca obrazy belgijskiego malarza Luca Tuymansa2.

Niepokojąca, chociaż oszczędna, od razu kojarząca się z pamięcią, strachem, ale i powszechnością. Jak się okazało, skojarzenie z nastrojem było jak najbardziej słuszne, ale obraz, który został wykorzystany na obwolucie jest autorstwa Olina Dowsa i pochodzi z 1945 roku. Wydawnictwo, które jak dotąd mnie nie zawiodło: www.artrage.pl. W 2024 roku wydało „Wejście” przełożone przez Alicję Oczko, wybitną tłumaczkę z języka niderlandzkiego.

Czytanie rozpoczęłam na lotnisku w Rennes.

Pożegnałam siostrę i czekałam na swój samolot. Pierwsze strony zostały przerwane potrzebą wsparcia zagubionego Polaka, który nie potrafił się porozumieć z obsługą, a był częściowo w gipsie, więc musiał przedstawić stosowne dokumenty. Okazało się, że spadł z rusztowania i Francuzi nie chcą się podjąć operacji połamanych części, więc w trybie natychmiastowym pan Stanisław musi wrócić do siebie, a właściwie do szpitala w Polsce. Nie wiem, czy zapamiętałabym tę historię, gdyby nie książka, która doskonale, od pierwszych stron pokazuje, jak nieporozumienie, zła komunikacja mogą transformować się we wstyd, kompleks, a potem już tylko w zło. Książkę pochłonęłam.

Wszystko zaczęło się od domu w Gandawie

Hertmans stworzył dzieło wybitne, splatając fakty historyczne z fikcją literacką w spójną, chociaż wielowarstwową narrację. Wszystko zaczęło się od domu w Gandawie, który on sam, Hertmans, kupuje i zaczyna wchodzić w historię jego poprzednich właścicieli. Przywołując życia splatające się z Willemem Verhulstem3, odsłania przed nami Belgię uwikłaną w mroki II Wojny Światowej, rodzenia się i wzrastania w siłę faszyzmu, nazizmu, i rozrastania się zła poprzez banalność (warto byłoby sięgnąć równocześnie po trudną, ale jakże istotną zwłaszcza dzisiaj lekturę: Hannah Arendt „Eichmann w Jerozolimie. Rzecz o banalności zła”).

Książka jest napisana w taki sposób, że nie można się od niej oderwać

Czytając “Wejście” miałam nieodparte wrażenie, że w jakiś sposób jest to nasza współczesna rzeczywistość przez ludzką naturę i jej słabą pamięć. Obrazy zapadają w pamięć, a dotykane tematy nie są oderwane od współczesnych dylematów, zwłaszcza że wojnę mamy w sąsiedztwie, co podtrzymuje w nas stałe poczucie zagrożenia. Żyjemy też w kraju, w którym temat rozliczeń nie jest zadowalająco uporządkowany, a politykę, także lokalną, często robi się na zasadzie zemsty czy odwetu.

Podczas lektury „Wejścia” stale towarzyszyły mi, oprócz obrazów wspomnianego Tuymansa, dzieła Anselma Kiefera4. Głównie za sprawą nazizmu, od którego Hertmans nie ucieka, ale przybliża i nawet próbuje pokazać, dlaczego mógł być atrakcyjny i dla kogo dzisiaj tego rodzaju nostalgia może być użyteczna. Kiefer, niemiecki artysta, pracuje podobnie. Próbuje przyjrzeć się, co straciliśmy przez te okrutne historie.

Niezwykły jest też obraz kobiet także w kolejnej jego książce, którą pewnie lepiej byłoby przeczytać jako pierwszą: „Wojna i terpentyna”. Hertmans sprawia, że jako kobieta, po tych lekturach, czuję się ważna i obecna w historii wojen. Siła godności, cierpliwości, niezwykła odwaga i miłość ponad stylami zależnymi od epoki, ale jako nasza moc – nasze atrybuty dostrzeżone na ponad ośmiuset stronach obu książek. „Wojna i terpentyna” dostarczyła mi wielu momentów wzruszeń. Zrozumiałam, jak ważne jest docenienie przez matkę starań dziecka. Jaką to daje siłę. Urbain – główny bohater, a dziadek pisarza, dzięki temu nie tylko przeżył wojnę i jej piekło, ale osiągał niemożliwe.

Sztuka jest nadzieją

Obrazy stworzone słowami w obu książkach dostarczają doznań podobnych jak obrazy malarskie. Szczególnie w „Wojnie i terpentynie”, gdzie ta sztuka zajmuje szczególne miejsce z uwagi na bohatera, który zajmuje się tworzeniem obrazów malarskich i rysunkowych. W tej książce sztuka (jak wspomniana kobieta) zyskuje na sile, jest tym, co w sytuacjach najgorszych (wielomiesięcznym pobycie w błotnistym okopie, w otoczeniu kawałków ciał i odchodów) jest nadzieją.

Obie książki od pierwszych stron dostarczają niezwykłej rozkoszy czytania, objawiają przed czytelni(cz)kami specyficzną metodę pisania opartą na dokumentach i tworzeniu z nich fikcji literackiej. W obu książkach mamy materiał ilustracyjny. Dowiadujemy się również sporo na temat Belgii w czasie wojen. Pierwszy też raz bez przesadnie dosłownych obrazów czytam o okopach pierwszej wojny i prawie czuję w nozdrzach smród i trzęsę się z wilgoci i zimna. To nieprawdopodobnie zmysłowa literatura, z którą chce się zostać dłużej, która wciąga i pozostawia nie tylko trwałe obrazy, ale dostarcza sporo pytań, jakże aktualnych dzisiaj.

I może jeden fragment tu zostawię, trochę dla zmylenia, trochę dla utożsamienia się z drugoplanową, jednocześnie pierwszoplanową bohaterką, kobietą, żoną Złego:

“Modlitwa
Panie, Ty wiesz, że się starzeję i kiedyś będę stara.
Spraw, żebym nie stała się gadatliwa i nie popadła w zgubny nawyk mniemania, że przy każdej okazji i na każdy temat muszę się wypowiedzieć.
Chroń mój umysł przed pokusą opowiadania niekończących się szczegółów, daj mi radość szybkiego przechodzenia do sedna sprawy.
Obdarz mnie wystarczająco dużą życzliwością wysłuchiwania bolączek innych.
Zapieczętuj moje usta na temat własnych bolączek, chęć ich wymieniania staje się coraz silniejsza.
Spraw, żebym pozostała miła; zgorzkniała stara kobieta to jedno z arcydzieł Złego.
Spraw, żebym działała z namysłem i była pomocna, ale nie apodyktyczna.
Kiedy myślę o całej wiedzy, jaką zdobyłam, wydaje się, że szkoda, że nie cała zostanie wykorzystana.
Ty wiesz, Panie, że pod koniec mojej drogi będę potrzebowała jeszcze wielu przyjaciół.”

Stefan Hertmans, „Wejście”(przeł. Alicja Oczko, Wydawnictwo ArtRage, Warszawa 2024, s.324-325.)

Dodam rekomendując:

„Wejście” kupiłam w niezawodnym „Kornel i Przyjaciele” , zaś „Wojnę i terpentynę” w Księgarni Piastowskiej. Tam też znalazłam pierwsze wydanie z 2015 roku Wydawnictwa Marginesy.

O Hertmansie można sporo przeczytać w Internecie. Szczególnie polecam rozmowę Michała Nogasia. z tym autorem.

Warto też wracać do filozofii Hannah Arendt, gdyż czasy współczesne żywo przypominają okres znany nam sprzed wojen.

Jeśli zaś chodzi o przywołaną sztukę, to gorąco polecam zapoznanie się z wybitnymi artystami i ich obrazami, bo pomagają zobaczyć więcej, zwłaszcza tego, co trudno słowami wyrazić, coś, co bardziej do sfery ducha należy. Luc Tuymans (Studio, WikiArt) –  Anselm Kiefer (ArtMajeur, Nowe Horyzonty)

Przypisy:


    1. O Hertmansie można sporo przeczytać w Internecie. Szczególnie polecam rozmowę Michała Nogasia z tym autorem
    2. Belgijski artysta Luc Tuymans (ur. 1958 r. w Mortsel)
    3. Willem Verhulst (1898 – 1975) był flamandzkim faszystą i kolaborantem podczas II wojny światowej. Jako donosiciel doprowadził do śmierci wielu ludzi. Po wojnie spędził osiem lat w więzieniu.
    4. Anselm Kiefer (ur. 8 marca 1945 w Donaueschingen) – niemiecki malarz.