Skip to main content

Ilustracja: Hubert Tereszkiwicz

Od redakcji:

W Cieszynie trwa ożywiona dyskusja o jakości lokalnej władzy, roli mieszkańców i kierunku, w jakim powinno zmierzać nasze miasto. Ten moment budzi emocje, ale też otwiera przestrzeń do poważnej, merytorycznej rozmowy o mechanizmach demokracji. Dlatego oddajemy dziś głos naukowcowi, który bada samorządność z dystansu i bez lokalnych uwikłań.

dr hab. Adam Gendźwiłł prof. ucz. – socjolog i badacz systemów wyborczych – tłumaczy, czym w ogóle jest referendum odwoławcze, po co istnieje i jak działa w praktyce. Wyjaśnia także, co każdy z nas powinien przemyśleć, zanim podejmie decyzję o udziale lub nieuczestniczeniu w głosowaniu.

Jako redakcji portalu KochamCieszyn.pl zależy nam na tym, by decyzje – niezależnie od tego, jakie będą – były świadome, oparte na faktach i zrozumieniu istoty tego narzędzia.

Cieszyn zasługuje na debatę uczciwą, opartą na wiedzy, a nie na strachu i uproszczeniach. Dlatego publikujemy tę rozmowę – jako wkład w spokojniejsze, dojrzalsze myślenie o przyszłości miasta i odpowiedzialności każdego z nas za wspólnotę, w której żyjemy.

Nagranie wideo:

Posłuchaj w Spotify:

dr hab. Adam Gendźwiłł prof. ucz.

Polski socjolog, politolog i geograf, profesor uczelni na Uniwersytecie Warszawskim, kierujący Centrum Studiów Wyborczych. Zajmuje się badaniem systemów wyborczych i zachowań wyborczych (ze szczególnym uwzględnieniem wyborów lokalnych i głosowania preferencyjnego), funkcjonowaniem samorządów lokalnych, strukturami partii politycznych, a także reformami terytorialnymi i metodologią ilościowych badań społecznych.

Transkrypcja:

Transkrypcja rozmowy została zredagowana i wygładzona stylistycznie, aby oddać jej treść w formie spójnego i czytelnego tekstu.

Dlaczego referendum jest ważnym elementem demokracji i kontroli jakości władzy?

Referendum lokalne w sprawie odwołania wójta, burmistrza, prezydenta miasta czy rady gminy to narzędzie – można powiedzieć – ostateczne, oddane do dyspozycji mieszkańców. Wyposaża lokalną wspólnotę w możliwość odwołania swoich przedstawicieli w trakcie kadencji. Chodzi o to, by ludzie mieli instrument, który może rządzących „postraszyć”: sprawić, że w trakcie wykonywania mandatu będą się liczyć z tym, iż niepopularne lub sprzeczne z wolą mieszkańców decyzje mogą doprowadzić do ich odwołania.

W tym sensie referendum działa jak straszak. W polskiej demokracji używa się go rzadko – przypadków referendów odwoławczych nie ma wiele. Jednak, zwłaszcza po 2002 roku, kiedy wprowadzono bezpośrednie wybory wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, stało się ono bardzo ważnym elementem kontroli, ponieważ rada gminy nie może odwołać burmistrza czy prezydenta. Mogą to zrobić wyłącznie mieszkańcy, bo ich mandat pochodzi z wyboru bezpośredniego – a skoro tak, to może być odebrany tylko w bezpośrednim referendum odwoławczym.

Wiemy, że częstą praktyką władz lokalnych jest aktywne zniechęcanie do głosowania w referendum. Jakie są tego konsekwencje dla demokracji?

W Polsce referenda odwoławcze mają próg frekwencyjny. Żeby były ważne, musi zagłosować odpowiednio wiele osób – nie wystarczy sama większość głosów za odwołaniem. Ponieważ ludzie ogólnie są wobec polityków nieufni i krytyczni, to z perspektywy władz lokalnych racjonalną strategią staje się zniechęcanie do udziału w referendum. Łatwiej bowiem sprawić, by osoby niezdecydowane lub słabo zmotywowane zostały w domu, niż by aktywnie poparły władzę przy urnie – bo generalnie ludzie są raczej sceptyczni wobec rządzących.

To prowadzi do pewnej perwersyjnej zachęty: z jednej strony polityk powinien być zainteresowany aktywnością mieszkańców i ich troską o sprawy gminy, a z drugiej – w tym jednym, konkretnym przypadku ma bardzo wyraźną motywację do demobilizowania wyborców.

W praktyce wiele polskich referendów odwoławczych tak właśnie wyglądało: zawiązywał się komitet referendalny, a władze robiły bardzo dużo, by ludzie zostali w domu. Nie informowały o referendum, stosowały retoryczne uniki, próbowały zmienić temat dyskusji i przedstawiać referendum jako dotyczące czegoś innego niż w rzeczywistości.

To działanie szkodzi lokalnej demokracji – zaciemnia obraz problemu, odwraca uwagę, sprawia, że kwestia, którą mieszkańcy mają rozstrzygnąć, staje się bardziej mglista, niż jest w rzeczywistości.

Jako mieszkaniec – jakie pytania powinienem sobie zadać, by zdecydować, czy iść na referendum?

Obywatele, którzy stają przed możliwością wypowiedzenia się w referendum, muszą odpowiedzieć sobie przede wszystkim na pytanie, czy władza wybrana w ostatnich wyborach sprawuje urząd tak źle, że powinna dostać czerwoną kartkę. Czy to jest moment, w którym kadencja powinna zakończyć się przed czasem.

Trzeba pamiętać, że referendum odwoławcze – czy dotyczy burmistrza, czy rady gminy – nie rozstrzyga o tym, kto będzie rządził dalej. Ono tylko decyduje, czy przerwać kadencję obecnych władz. To nie jest jak konstruktywne wotum nieufności w parlamencie, gdzie od razu pojawia się nowy premier. Tutaj decyzja dotyczy wyłącznie tego, czy obecne władze powinny zakończyć pracę przedterminowo.

Innymi słowy – trzeba sobie szczerze odpowiedzieć: Czy naprawdę jesteśmy na tyle niezadowoleni, że warto zakończyć tę kadencję tu i teraz?