Przeciętny obserwator przyrody bez zainteresowań entomologicznych rozróżnia następujące owady w paski: pszczoła (miodna), osa, trzmiel i szerszeń. Być może zauważy też bzyga (to taka mucha, która „udaje” pszczołę bądź osę), ale niekoniecznie potrafi go nazwać.
Tak było też ze mną, do momentu, gdy trafiłam w internecie na strony (i osoby) zajmujące się dzikimi zapylaczami. Jakież było moje zdziwienie, że mamy w Polsce już prawie 500 gatunków dzikich pszczół! Niektóre są maleńkie, mają kilka milimetrów długości, inne ogromne – np. trzmiel ziemny (tak, trzmiele to też pszczoły, tylko bardziej włochate) czy zadrzechnia fioletowa.
Gniazdują przeważnie w ziemi (lubią nagrzewające się „kamieni kupy” zmieszane z piaskiem, a nawet bruk miejski), a czasem w martwym drewnie. Nie lecą na noc do ula i nie unikają niszczącego wpływu oprysków pestycydami. Nie produkują miodu i bardzo rzadko żądlą.
Wiele z nich żywi się tylko jednym gatunkiem roślin. Na nic im dalie i róże, jeśli mogą jeść wyłącznie pyłek komonicy… W większości są więc zależne od roślin, które my, ludzie, uporczywie i wytrwale zwalczamy, nazywając chwastami.
Trudno oczywiście stwierdzić, ile dokładnie różnych pszczół występuje w samym Cieszynie, bo nikt tego nie policzył, ale wiemy już na pewno, że najpóźniej w zeszłym roku zawitał do nas nowy w Polsce gatunek – smuklik szerokopasy, zidentyfikowany przez melitolożkę (wyspecjalizowaną entomolożkę).
Zaobserwowałam go na dzikich roślinach przy targowisku miejskim i podziwiałam niemal codziennie do momentu… tak, oczywiście, skoszenia kwiatów. Jak się jednak okazało, nie było to jedyne stanowisko, bo już w tym roku smukliki zaczęłam zauważać dosłownie wszędzie. Jednocześnie przestały być nowością w Polsce, bo zaczęto je obserwować w całym kraju. Skąd się wzięły? Jak wiele gatunków w dobie ocieplenia klimatu poszerzyły swój zasięg i dobrze się u nas czują.
A teraz czekam na kolejny ciekawy gatunek – lepiarkę bluszczówkę. Czekają też rozpoczynające kwitnienie liczne cieszyńskie bluszcze.



