Ilustracja tytułowa: Anna Tereszkiewicz
Za tydzień kończy się zrzutka na projekt nowego zbioru bajek ze Śląska Cieszyńskiego. Jak czytamy na stronie zbiórki:
Cześć, jestem Patrycjusz z Ustronia. Cierpię na fiziu-miziu na punkcie Śląska Cieszyńskiego. Marzę, by naszą unikalną kulturę, język i tożsamość przekazać swoim dzieciom – i Waszym też. Dlatego napisałem książkę: „Bajki Księstwa Cieszyńskiego”.
Patrycjusz Miazgowski postanowił stworzyć zbiór bajek „stela”, które rodzice będą mogli czytać swoim pociechom. Książkę wzbogacą unikatowe ilustracje cieszyńskiej ilustratorki Anny Tereszkiewicz, a każda z bajek dostępna będzie w dwóch wersjach językowych – po polsku i „po naszymu”.
Patrycjusz Miazgowski – Wersję „po naszymu” opracował Andrzej Pasterny, mój dawny nauczyciel angielskiego i wychowawca z gimnazjum. Andrzej jest „nativem” naszego języka, jego gwara jest dużo bogatsza niż moja. I lubi zrobić robotę do porządku, dlatego zajęło to trochę czasu, wymagało dyskusji i konsultacji. Bo nie mamy ustandaryzowanej wersji języka – każdy Cieszyński Ślązak jest ekspertem. Każdy wie, jak jest dobrze, a jak źle, bo jego dziadek mówił inaczej. Coś czuję, że i przy naszej książce będzie heca, będzie pole do sporów. I bardzo dobrze. Dopóki możemy się o niego posprzeczać, dopóty ten język żyje.
Zbiór będzie obejmował m.in. bajkę o utopcu, który się przeprowadza, o szewczyku i olbrzymie, o dwugłowej złotej rybce czy bajkę o muzykantach z Brennej. Dla Patrycjusza wydanie książki ma wymiar przede wszystkim osobisty. Napisał ją, żeby naszą lokalną kulturą i folklorem zainteresować swoją córkę, tak jak kiedyś sam zachwycił się opowieściami dziadka – Jana Myrmusa.
Ilustracje: Anna Tereszkiewicz
P.M. – Mój dziadek był takim stuprocentowym chłopem stela, ze wszystkimi przypadłościami. Moja rodzina jest mieszana – część pochodzi z Polski, część jest ze Śląska Cieszyńskiego. A dziadek był takim najprawdziwszym prawdziwkiem: mówił po naszymu, wszystko musiał mieć zrobione do porządku i wtedy był zadowolony. Robota była dla niego najważniejsza, ale znajdywał czas, żeby siedzieć przed domem, patrzeć z zadowoleniem na góry, obserwować ptaki, no i czasem opowiedzieć nam bajkę.
– Wspominałeś, że napisałeś książkę, żeby twoja córka również tego bakcyla złapała, żeby tę tożsamość na nią przenieść, zainteresować ją korzeniami…
P.M. – Tak, żeby dać jej poczucie swojego miejsca na ziemi, bo to jest świetne – wiedzieć, skąd jesteś i znać tego wartość. Moja córka ma bardziej skomplikowaną sytuację, bo jej mama jest z Nigerii. Wygląda więc trochę inaczej, połowę rodziny ma tam. Pierwsze trzy lata mieszkaliśmy w Anglii i angielski był jej pierwszym językiem. Chciałem jednak, żeby w tym całym zamieszaniu miała jakąś taką kotwicę, poczucie miejsca, z którego pochodzi, do którego może przynależeć, jeśli chce, jeśli jej się to spodoba. Wiedzieć, że jest takie miejsce, które jest jej i taka kultura, którą zna.
Poza bajkami, które zasłyszał w dzieciństwie, Patrycjusz czerpał z kilku źródeł etnograficznych, takich jak zbiory prof. Karola Kadłubca, Józefa Ondrusza, Lucjana Malinowskiego czy Bogumiła Hoffa. Nie omieszkał również samemu pobawić się konwencją.
– Podoba mi się, że jest w tym jakaś twoja inwencja twórcza, że coś tam sobie dokładasz, zmieniasz czasami. W końcu bajki były przekazywane ustnie, więc zawsze ktoś coś dodawał.
P.M. – Tak, zawsze ktoś coś dokładał, coś zmieniał, w zależności od miejsca, czasu i tego, kto słuchał. W książce oczywiście opowiadam bajki, które na naszej ziemi były opowiadane od wieków, ale, zgodnie z tą konwencją, pozwalam sobie na nieco kreatywności. Na przykład, ta symboliczna złota rybka, której jedna głowa mówi po polsku, druga po czesku, a między sobą dogadują się po naszymu – to akurat w 100% mój wymysł. Wrzuciłem go do tradycyjnej bajki o stolarzu, który próbował dostać się na cieszyński zamek. I z tej ryby jestem całkiem dumny. Od zawsze było właśnie tak: w opowieściach ludzie dokładali coś nowego do tego, co pamiętali, to, co akurat im się zgadzało w głowie, to, co myśleli, że najbardziej spasuje na daną okazję i danej publiczności. Mam nadzieję, że moje bajki spasują współczesnym Cieszyniakom. Mojej córce już spasowały.
Ilustracje: Anna Tereszkiewicz
Zbiórka na wydanie książki trwa jeszcze tylko 7 dni. Za wsparcie w wysokości 70 zł otrzymacie egzemplarz książki prosto z drukarni, zaraz po jej wydaniu, z możliwością darmowej wysyłki pod podany adres. Wyższe progi finansowe oferują poza książką dodatkowe bonusy, takie jak ścienna mapa Księstwa Cieszyńskiego czy podpis z dedykacją. Jednakże każda, dowolna kwota wsparcia będzie z pewnością bardzo pomocna.
Patrycjusz za cel stawia sobie wydanie „Bajek” w październiku bądź początkiem listopada, najpóźniej przed świętami.
– Jak myślisz, kiedy uda ci się wydać książkę?
P. M. – W październiku, najpóźniej w listopadzie. Tak, żeby wyszła przed świętami. Jesteśmy już blisko, skład jest prawie zakończony, a wtedy pozostanie tylko zlecić drukarni wydruk.
Jako prezent na święta bajki „stela” z pewnością sprawdzą się doskonale.
Zbiórkę można wesprzeć pod tym linkiem.
Wesprzyj zbiórkę:
Wydaj z nami „Bajki Księstwa Cieszyńskiego” po naszymu!
–



