Skip to main content

Cieszyn się wyludnia. Możemy odwracać wzrok i udawać, że problemu nie ma, ale to nie sprawi, że ten magicznie zniknie. Młodzi Cieszyniacy wyjeżdżają, gdy tylko ukończą edukację, a przyjezdni studenci bądź uczniowie szkół średnich nie mają po co tu zostawać. Jednak wciąż możemy odmienić ten trend. Musimy w tym celu wywierać presję na samorządowców, by ci wdrażali w życie zmiany, które mogą pomóc nam wszystkim.

Jest ciężko…

Sytuacja na polskim rynku pracy nie jest różowa. To już nie są te czasy, gdy można było machnąć ręką i powiedzieć, że „najwyżej pójdę pracować w korpo”. Dzisiaj nie wystarczy zapał. Trzeba mieć za sobą lata doświadczenia, nawet na stanowiskach, które oferują słabe pieniądze i mają dopiero wprowadzić nowego pracownika.

Problem ten narasta jeszcze bardziej w mniejszych ośrodkach, takich jak Cieszyn. Albo nie można tu w ogóle znaleźć pracy, albo dostępna jest tylko taka, która zupełnie nie odpowiada naszym życiowym potrzebom. A w końcu mieszkać i żyć za coś trzeba. Tym bardziej, jeżeli planuje się założyć rodzinę.

Sam po sobie widzę, jak jest. Po liceum podjąłem decyzję, żeby zostać w Cieszynie. Przyznaję bez bicia: trochę dla idei, ale też w dużej mierze ze strachu. Obecnie od półtora roku, z drobnymi przerwami, jestem w trakcie poszukiwania pracy. Muszę przyznać, że nie jest to łatwe. Zresztą, w mojej ostatniej pracy słyszałem od moich rówieśniczek bardzo podobne historie.

…ale możemy wywalczyć zmianę na lepsze!

Oczywiste też jest, że jeśli będziemy tylko siedzieć i narzekać, to nic się nie zmieni. Samorządowcy – nie oszukujmy się – są bardzo podobni do polityków na szczeblu parlamentarnym. Jeżeli oczekujemy od nich jakiegoś działania, musimy ich przycisnąć i zaproponować swoje rozwiązania.
Moja odpowiedź na wszystkie opisane tu bolączki jest dosyć prosta: jeżeli chcemy przyciągnąć młodych ludzi, to zaoferujmy im dostęp do tego, czego potrzebują i co trudno jest znaleźć w obecnych czasach.

Mieszkanie i praca to podstawa bezpieczeństwa

Potrzebujemy w Cieszynie mieszkań komunalnych na wynajem, które są szalenie atrakcyjnym, ale wciąż kurczącym się zasobem. Oczywiście tego typu inwestycje nie należą do tanich. Nie są też spektakularne. Przydałoby się więc sporo odwagi politycznej. Nie ulega wątpliwości, że dobra baza lokali na tani wynajem mogłaby efektywnie zachęcać młodych ludzi do osiedlenia się w naszym mieście. Mało kogo stać dzisiaj na kupno nieruchomości, a wynajem na rynku komercyjnym to prawdziwy horror. Szczególnie w realiach najmu okazjonalnego, gdzie można nas wyrzucić niemal z dnia na dzień.

Druga sprawa to praca. Tutaj będzie znacznie trudniej, gdyż musielibyśmy w jakiś sposób zachęcić firmy, aby te zechciały akurat u nas tworzyć swoje zakłady. Być może jest to kwestia preferencyjnych warunków, być może przemyślenia tego, co filia UŚ w Cieszynie ma do zaoferowania, a jakąś szansę pewnie da się także dostrzec w porozumieniu z naszymi sąsiadami zza Olzy. Od razu przychodzi mi do głowy pomysł nauki języka czeskiego, który sprawiłby, że tamtejszy wachlarz ofert nie zawężałby się tylko do pracy przy produkcji.

Istnieje jeszcze inne rozwiązanie: stworzenie przez władze samorządowe miejsc pracy, które będą atrakcyjną i stabilną ofertą dla młodych ludzi. Należałoby przy tym zastanowić się, w jakim charakterze mogłyby one funkcjonować, by stanowiły nie tylko wyrównawczy charakter, ale miały też swoje użyteczne i innowacyjne zastosowanie.

Cieszyn innowacyjny

Powinniśmy także celować w zupełnie inną, bardziej konkurencyjną gałąź rynku niż turystyka. W sektor, który będzie stanowił o atrakcyjności i innowacyjności Cieszyna oraz budował jego strategiczną pozycję. Mogłaby to być kultura, nauka bądź nowe technologie.

Ze względu na mój zawód, najłatwiej wypowiedzieć mi się o tym pierwszym: mamy przecież w mieście festiwale, skupiające wokół siebie rzesze ludzi – zarówno miejscowych, jak i przyjezdnych. Może powinniśmy się zastanowić, jak je ugruntować, a przy tym wejść z nimi we współpracę gwarantującą rozwój regionu. Straciliśmy już Yass Festival, za co obecna ekipa powinna się głęboko wstydzić. Nie możemy sobie pozwolić na kolejny odpływ tego typu imprez, a wręcz przeciwnie: musimy zastanowić się, jak dzięki takim inicjatywom możemy realnie zyskać na co dzień, a nie tylko od święta.

Ostatecznie, możemy też po prostu spróbować zadbać o dobry i szybki transport na kierunku katowickim i bielsko-bialskim, tak żeby nie było potrzeby osiedlać się poza Cieszynem, by mieć dostęp do szerszej palety ofert zatrudnienia. Chociaż, prawdę mówiąc, to jedynie półśrodek, który wymagałby pewnie dużo pracy, a jego potencjalny efekt wydaje się nie aż tak zachęcający.

 

Pozostaje więc nam apelować do naszych samorządowców. Trzeba zacząć coś robić w tym temacie. Inaczej za kilka, kilkanaście lat nie będzie komu grać na nowym stadionie. Dlatego gdy następnym razem spotkacie Gabrielę Staszkiewicz bądź Janinę Żagan, albo inną osobę z samorządu, to wspomnijcie jej o tym. Presja ma sens!