Szczęśliwy ten, komu dane było oglądać cieszyńskie targowisko w dniach jego chwały. Ruch zaczynał się długo przed świtem; w świetle żarówek sprzedawcy rozstawiali stragany, a pierwsze zorganizowane wycieczki docierały autobusami z głębi Czech przed 4 rano. W godzinach szczytu przebycie kilkuset metrów w panującym tłoku mogło trwać pół godziny. Z kilku punktów gastro unosił się dym, kręciły się wielkie wieprzowe szaszłyki i kiełbasy, a najlepszy gyros na północ od Aten sprzedawano tam, zanim ktokolwiek w Polsce słyszał o kebabie. Z pirackich stoisk leciały wypalane na domowych nagrywarkach CD z czeskimi dechovkami („Jede jede mašinka, kouří se jí z komínka…”). Przez lata wracający z bazaru Czesi dźwigający karnisze, wiklinę i sztuczne kwiatki byli obrazkiem niemal tak cieszyńskim, jak Wieża Piastowska i śledziowe kanapki.
Dziś targ przy Katowickiej jest ledwie cieniem swej dawnej potęgi. Przyczyn intuicyjnie można dopatrywać w gospodarczych przemianach i ewoluujących wzorcach konsumenckich. Jednak to nie one doprowadziły miejski bazar na skraj upadku – przynajmniej nie według pracujących tam sprzedawców.
Kiedy pytam o sytuację, szybko gromadzi się kilkoro. Wszyscy mają podobne opinie:
„Należy podkreślić jedno: chętni są. Kupujący i sprzedający. Są, byli i będą. Nie ma w Polsce przygranicznego miasta, gdzie nie odbywałby się handel na targowiskach. To wciąż się opłaca”.
„Komuś zależy na tym, żeby to zlikwidować. Władze miasta wciąż podnoszą opłaty. A potem przyjeżdżają, jakby specjalnie, w ponurą środę, kiedy rzeczywiście prawie nikogo tu nie ma. Robią zdjęcia, a potem piszą w lokalnej prasie artykuł o tym, że nic się tu nie dzieje”.
„Niech władze miasta zajadą sobie na bielską giełdę w Wapienicy albo do Zabełkowa: tam wszystko się rozwija, opłaty są znacznie niższe, klienci jeżdżą, zarząd dba o ludzi i reklamuje się w Czechach. Biznes kwitnie”.
„Mamy tu opłaty miesięczne i dzienne. To już jest ewenement. Jaka wysokość? To najdroższe (dla sprzedawców) targowisko na Śląsku, jeśli nie jeszcze dalej”.
„To błędne koło: coraz wyższe opłaty to wyższe ceny i coraz mniej sprzedawców. Mniej sprzedawców i wyższe ceny to mniej kupujących. I tak ten targ jest wykańczany”.
Kto ustala opłaty?
„Rada miejska”.
Dlaczego władze chcą według nich zamknąć targ?
„Nie wiem, pewnie chodzi o atrakcyjny teren. Pewnie chcieliby tu mieć coś innego”.
„Napisali ostatnio w tym artykule, że sprzedajemy tu tandetę. Proszę zobaczyć na te wyroby z drewna i wikliny: to lokalne rękodzieło, żaden plastik. Te skóry tutaj: wszystko polska produkcja, kożuchy z Podkarpacia. W galeriach kosztują dwa razy tyle. Tutaj to wszystko sprzedaje się normalnie, z gwarancją, jak w sklepie”.
Pytam sprzedawców, ile tu pracują:
„Ze dwadzieścia pięć lat”.
„Dostałbym na to dowód”.
„Od wczesnych dziewięćdziesiątych”.
„Nie ma tutaj nowych sprzedających. Sami weterani. Nowi są, tak, ale przy tych opłatach wolą pojechać gdzie indziej”.
„Jeździmy tutaj od trzydziestu trzech lat. Dzisiaj był ostatni raz. Tak, na poważnie”.
„Jeśli targowisko zniknie, będzie to ze szkodą dla miasta i klientów z Czeskiego Cieszyna. A oni są. Po prostu pojadą gdzieś dalej”.



