Kiedyś, idąc Śrutarską, usłyszałem bardzo dziwne połączenie dźwięków: z punktu, gdzie można było kupić żywe karpie, w mroźne wieczorne powietrze sączyły się melodie polskich kolęd, którym towarzyszyły charakterystyczne dźwięki uboju ryb. Może i nie jest to bardzo zaskakujące zestawienie, ale im dłużej się o nim myśli, tym bardziej upiorne się ono wydaje. Często jako ludzie nie zwracamy uwagi na stworzenia inne, niż my sami, dlatego chciałbym dzisiaj opowiedzieć o swoich kontaktach ze zwierzętami i nauce, która z nich płynie.
Po pierwsze: otwartość
Jeden z ważnych momentów, jaki zaszczepił we mnie wrażliwość wobec istot niebędących ludźmi, wydarzył się około dekady temu. Był to okres, gdy do naszego karmnika na balkonie przylatywała cała plejada ptaków: sikory, kowaliki, dzwońce, wróble, kulczyki i – w tej historii najważniejsze – sierpówki.
Przylatująca do nas para na początku należała do tych najbardziej płochliwych ze stałych bywalców, jednakże z biegiem miesięcy, a potem lat, oboje oswoili się z obecnością ludzi. Warto jednak zaznaczyć, że osobniki te mocno różniły się charakterem. Jeden z nich, nazwany później Edwardem, przejawiał zawsze większą ciekawość i odwagę. Jego partnerka – Lalunia – była znacznie bardziej zachowawcza i nieufna.
W pewnym momencie oba ptaki były na tyle oswojone*, że swobodnie zlatywały na podłogę balkonu, nawet w obecności człowieka. Nie zawsze ich wizyty sprowadzały się też do samego jedzenia. Czasami po prostu wygrzewały się na słońcu bądź iskały nawzajem. Ot, wpadały na sąsiedzką wizytę.
Ten stan rzeczy sprawił, że zakwitł w mojej głowie pomysł, aby pójść krok dalej i spróbować zacieśnić nasze międzygatunkowe więzi. Postawiłem więc sobie za cel, aby nauczyć je jeść z mojej dłoni. Najpierw po prostu wysypywałem im nieco ziaren na balustradę, jednocześnie cały czas trzymając dłoń w pobliżu, by przyzwyczajać je do swojej bliskiej obecności. Potem, wraz z kolejnymi wizytami, ustawiałem ścieżkę z ziaren prowadzącą do mojej dłoni. Efekt był dość przewidywalny. Któregoś dnia w końcu się udało i Edward zaczął jeść mi z ręki. Szybko też dokonałem jeszcze większego postępu: mój upierzony kompan szybko nauczył się wskakiwać na moje uniesione przedramię.
Po drugie: ciekawość
Może nie byłoby w tym wszystkim nic nadzwyczajnego, gdyby pewnego dnia nie wydarzyło się coś w rzeczy samej niesamowitego, co prawdopodobnie już na zawsze odmieniło moje podejście do zwierząt innych niż ludzie. Edward po skończonym posiłku nie odfrunął z mojej dłoni, jak miał to w zwyczaju, tylko dalej na niej stał, a nawet zrobił ze dwa kroki w moim kierunku. Zaraz potem zaczął mi się uważnie przyglądać. Paciorkowate, osadzone z boku głowy oko lustrowało mnie, aż w końcu złapaliśmy kontakt wzrokowy..
Staliśmy tak przez dłuższą chwilę wpatrując się w siebie, urzeczeni tym prostym, ale jakże znaczącym momentem. Oto dwie tak różne istoty złapały nić porozumienia. Odlegli potomkowie przedwiecznych gadów, których linie ewolucyjne rozdzieliły się miliony lat temu, patrzyli sobie głęboko w oczy, jakby byli odległymi kuzynami, którzy nareszcie zrozumieli, że w obliczu tego dziwacznego i chaotycznego świata więcej ich łączy niż dzieli.
Zresztą, Edward, jak się niedługo później okazało, był znacznie bardziej ciekawskim ptakiem. Poznaliśmy to po tym, gdy z własnej woli wleciał do naszego mieszkania i usiadł na oparciu fotela, który stał nieopodal otwartych drzwi balkonowych. Najwidoczniej chciał sprawdzić jak żyją ludzie, a kto wie, może po prostu stęsknił się za nami i zamiast czekać na balkonie, wolał złożyć nam niespodziewaną, ale jakże miłą wizytę.
Po trzecie: empatia
Inną ważną osobistością, o której chcę opowiedzieć, a która jeszcze mocniej wpłynęła na moje relacje z innymi gatunkami jest Tosia, moja suczka, która towarzyszy nam od bez mała siedmiu lat.
Jej historia rozpoczęła się tragicznie, bo przyszło jej żyć w Milówce u ludzi, którzy nie byli dobrymi opiekunami. Od początku swojego życia Tosia znała głównie głód i zimno, a kto wie, być może nawet regularną przemoc. Na szczęście z opresji wyciągnęło ją stowarzyszenie AS. Potem był dom tymczasowy, aż w końcu trafiła do nas.
Tosia na początku była pieskiem dość nieufnym, lękliwym, niespecjalnie szukającym kontaktu. Nie potrafiła się bawić, nie umiała witać, trudno z nią było nawiązać jakąkolwiek interakcję. Na szczęście to zaczęło się zmieniać. Tosia zaczęła odżywać i uczyć się nowych rzeczy. Powoli odzyskiwała swój prawdziwy, lekko zadziorny charakter, który był w niej od zawsze, ale poprzednie warunki życia nie pozwalały jej go rozwijać. Nie tylko odzyskała podstawową godność, jaka jej przysługiwała, jak każdej żywej istocie, ale także w końcu mogła nauczyć się, jak wygląda życie w bezpieczeństwie i wśród kochających ją osób.
Po czwarte: uważność
Cały proces pracy z Tosią był dla mnie niesamowitą lekcją. To dzięki niej poznałem wartość cierpliwości. Dowiedziałem się, jak wiele jestem w stanie uzyskać za pomocą czułości, delikatności i wyrozumiałości. Tosia dzięki naszym interakcjom uczyła się nowych zachowań, a ja otrzymywałem kolejne lekcje empatii, dzięki którym stałem się lepszym człowiekiem. Socjalizując Tosię, socjalizowałem też samego siebie.
Oprócz tego mogłem zobaczyć na własne oczy, że Tosia nie jest tylko pupilem, ale pełnoprawną osobą. Ma swoje nastroje, ma swój charakter, potrafi wyznaczać granice, umie się komunikować i rozumie moje komunikaty. Jesteśmy w stanie ze sobą kooperować, współdzielić emocje, a przy tym po prostu cieszyć się swoim towarzystwem.
Po piąte: zrozumienie
Ostatnio czytam książkę Carla Safiny Dzikość. Jak kultury zwierzęce wychowują rodziny, tworzą piękno i osiągają pokój. Autor pokazuje w niej, że ludzie nie mają monopolu na inteligencję i wytwarzanie zaawansowanych społeczności.
Wieloryby posługują się skomplikowanymi kodami, które odróżniają od siebie poszczególne klany i rodziny. Ptaki swoim śpiewem komunikują się ze sobą i oznaczają swoją pozycję w przestrzeni. Krukowate i papugi mają rozwinięte zdolności poznawcze i są w stanie wchodzić ze sobą, a także swoim otoczeniem w złożone interakcje. Ba, świnie, o których często myślimy z pogardą, są tak naprawdę zwierzętami bardzo społecznymi, tworzącymi w stadzie hierarchię, a poza tym różnorodnymi jednostkami zdolnymi nawet do snucia marzeń.
Nie jesteśmy sami we wszechświecie. Inteligentne życie jest tutaj, na Ziemi. Problem polega, jak zwykle, na ignorancji. Dlatego apeluję do nas wszystkich: bądźmy uważni i wrażliwi. Darzmy inne formy życia czułością i szacunkiem, na jakie zasługują. To, że nie do końca je rozumiemy, nie oznacza, że w ptaku, psie, rybie czy nawet insekcie, nie czai się suwerenna i samoświadoma jednostka, która ma swoje cele, potrzeby i pragnienia. Warto je uszanować.
* Trzeba tutaj zaznaczyć, że nie należy oswajać dzikich zwierząt, gdyż długoterminowo przynosi im to więcej szkody niż pożytku.



