Skip to main content

Wstęp od redakcji KochamCieszyn.pl:

Ochrona dzikiej przyrody (w tym gatunków chronionych, takich jak jeż)  jest w Polsce obowiązkiem władz publicznych, zapisanym w Konstytucji RP (art. 74). Konstytucja gwarantuje prawo do wsparcia władz publicznych dla inicjatyw obywatelskich na rzecz jego ochrony środowiska. A jak to wygląda w praktyce?

Poniżej publikujemy relację pani Ilony Buczek, która od lat pomaga chorym i osieroconym jeżom, a obecnie stara się stworzyć własny ośrodka rehabilitacji. Będziemy informować o dalszych losach tej sprawy.

Moja przygoda z jeżami zaczęła się 20 lat temu, kiedy zimą trafił do mnie pierwszy jeż. Był zbyt mały, by samodzielnie przetrwać hibernację. Na szczęście w Internecie znalazłam Pana Andrzeja Kuziomskiego, jednego z pierwszych ludzi w Polsce, którzy zajmowali się ratowaniem jeży. Uczył mnie wszystkiego przez telefon. Dzięki niemu udało nam się wspólnie uratować kilka zwierząt. Nie miałam wtedy pojęcia, że taka pomoc wymaga specjalnego pozwolenia z RDOŚ. 

Od zawsze otaczam się zwierzętami – zarówno domowymi, jak i gospodarskimi, którym zapewniam dożywotnią opiekę. Dzięki temu znam wielu weterynarzy, co bardzo ułatwia leczenie jeży. Od lat działam też jako inspektorka Fundacji “Lepszy Świat” w Cieszynie.

Po przeprowadzce do Kończyc Małych w moim ogrodzie zaczęły pojawiać się kolejne jeże wymagające pomocy. Jednej jesieni znalazłam aż siedem maluchów w ciągu kilku dni. Obdzwoniłam wtedy chyba całą południową Polskę, szukając ośrodka, który mógłby je przyjąć. Nigdzie nie było miejsca. W końcu trafiłam na Śląską Fundację „Życie dla Jeży”. Pani Joanna Suwała nauczyła mnie wszystkiego – zarówno w teorii, jak i w praktyce. Miałam też wiele godzin praktyki w ich ośrodku i poznałam tę pracę od podstaw.

Prowadzenie ośrodka rehabilitacji to zajęcie trudne, często fizycznie nieprzyjemne. To nie jest lekka ani pachnąca praca. Zdarzają się dni, kiedy nie udaje się pomóc. Ale są też piękne chwile – kiedy zdrowy jeż wraca do natury w bezpieczne miejsce.

Na początku tego roku złożyłam wniosek do RDOŚ w Katowicach o uzyskanie statusu tzw. „opiekuna jeżowego”. Po kontroli i weryfikacji moich kompetencji otrzymałam zgodę. Mogę teraz legalnie opiekować się 20 jeżami jako osoba współpracująca z Ośrodkiem Rehabilitacji w Stanowicach.

Mam czas, chęci i przestrzeń – mogę udostępnić większą część mojego domu jeżom w potrzebie. Dlatego postanowiłam złożyć wniosek o utworzenie własnego Ośrodka Rehabilitacji Dzikich Zwierząt, który zajmowałby się wyłącznie jeżami. Kolejnym krokiem miało być złożenie wniosku Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Warszawie. Do jego rozpatrzenia potrzebna była m.in. uchwała z opinią Rady Gminy Zebrzydowice.

Po dwóch miesiącach otrzymałam odpowiedź – niestety, negatywną. Dla mnie to całkowicie niezrozumiałe. Co może przeszkadzać radnym w tym, że chcę za własne pieniądze prowadzić ośrodek, karmić zwierzęta, opłacać leczenie, wykonywać codziennie ciężką, brudną i niedocenianą pracę?

Argumenty przedstawione w uzasadnieniu decyzji były dla mnie nie tylko zaskakujące, ale wręcz oburzające. Do tego stopnia, że po raz pierwszy w życiu opublikowałam pismo urzędowe w internecie – żeby każdy mógł zobaczyć skalę niezrozumienia i niekompetencji urzędników.

Opinia koła łowieckiego

  • Koło łowieckie nie posiada kompetencji merytorycznych do oceny funkcjonowania ośrodków rehabilitacji.
  • Ich zadania dotyczą gospodarki łowieckiej, a nie rehabilitacji gatunków chronionych – jak jeż.

Teren mieszkaniowy i rekreacyjny – spokój i bezpieczeństwo

  • Wszystkie jeże przebywające w ośrodku są w trakcie leczenia i znajdują się wewnątrz mojego domu.
  • Nie mają kontaktu z innymi zwierzętami ani z ludźmi.
  • Woliery zewnętrzne są całkowicie zabezpieczone:
    • od dołu – siatką wkopaną w ziemię,
    • od góry – również siatką.
  • Wszystkie warunki są kontrolowane przez RDOŚ.
  • Na posesji mogę legalnie trzymać zwierzęta gospodarskie, jak krowy, świnie czy głośne perliczki – które są znacznie bardziej uciążliwe.
  • Ośrodek nie wypuszcza zdrowych jeży na terenie posesji – zwierzęta wracają tam, skąd zostały odłowione.

Zagrożenie kunami i lisami

  • Na posesji już są kury – a to one dużo silniej przyciągają drapieżniki.
  • Szczur nie jest drapieżnikiem – to gryzoń o wszystkożernych nawykach, nie stanowi specjalnego zagrożenia.

Zarzut, że jeże przenoszą choroby i pasożyty

  • Ten argument jest szczególnie szkodliwy i nieprawdziwy.
  • Rozpowszechnianie takich informacji szkodzi jeżom i utrudnia ich ochronę.
  • Jeż jest gatunkiem objętym ochroną w Polsce – sugerowanie, że stanowi zagrożenie biologiczne, jest nieodpowiedzialne.
  • Wszystkie jeże trafiające do ośrodka przechodzą kontrolę weterynaryjną i – jeśli to konieczne – leczenie.

Argument, że inne ośrodki są z dala od zabudowań

To nieprawda. Przykłady:

  • Mysikrólik – ośrodek funkcjonujący w zabudowie jednorodzinnej, dom przy domu. Od początku przyjmuje różne gatunki zwierząt.
  • Ośrodek w Stanowicach – odwiedzam regularnie. W bezpośrednim sąsiedztwie znajduje się szkoła podstawowa, przedszkole oraz domki jednorodzinne.
  • Jerzy dla Jeży w Kłodzku – również zlokalizowany w terenie zamieszkałym.
  • Wszystko to można łatwo sprawdzić na Geoportalu – wiele ośrodków rehabilitacji działa skutecznie w otoczeniu zabudowy mieszkalnej.

autorka: Ilona Buczek

Jeden komentarz

  • Sagrada pisze:

    Czy ludzkość zdąży się opamiętać?
    W dobie niszczenia wszystkiego, co naturalne w imię „ładu”, „regulowania” i krótkowzrocznego „zabezpieczania interesów ludzi” posuwamy się niebezpiecznie daleko. Perfekcyjnie harmonijną, samoregulującą się przyrodę zmieniamy w chaos tylko dlatego, że jesteśmy głupi. Nazywamy siebie homo sapiens a jesteśmy idiotami nie potrafiącymi spojrzeć dalej, niż kilka lat w przód. Nie umiemy grać w życiowe szachy, co najwyżej w domino.
    Więc językiem domino powiem tak: jeże zjadają jaja i młode ślimaki nagie (tak, te których nikt nie lubi). Czy naprawdę nie chcemy ratować jeży i dążyć do tego by ten sprzymierzeniec naturalnie pomagał nam regulować populację śliskich konkurentów o sałatę?

Skomentuj