Skip to main content

Mimo widocznych gołym okiem zmian, które zaszły w naszym środowisku w ostatnich dziesięcioleciach, wciąż jeszcze jedną z najważniejszych oznak fenologicznego przedwiośnia i wczesnej wiosny jest pojawienie się pierwszych kwiatów. Ręka w górę, kto na nie nie czeka!

Specyficznym rodzajem owych kwiatów są geofity, czyli rośliny zimujące w postaci podziemnych cebul, bulw i kłączy. Wiele z nich spotkamy w jasnych o tej porze roku lasach liściastych, gdzie korzystają z wynikającego z braku liści na drzewach dostępu do światła. Zakwitają, przeprowadzają fotosyntezę w liściach, aby odżywić swoje formy podziemne i… znikają, choć tylko pozornie. Taką mają strategię przetrwania.

Najsłynniejszym cieszyńskim kwiatem tego typu jest oczywiście nasza królowa, cieszynianka wiosenna, którą znajdziemy nie tylko w rezerwatach, ale także w miejscach obsadzonych ludzką ręką – np. w Parku Św. Trójcy czy na zieleńcu u zbiegu ulic Bielskiej i Wyższej Bramy. Inne geofity to m.in. ranniki, przebiśniegi, przylaszczki, cebulice, ziarnopłony, zawilce, śledziennice, czosnki (w tym niedźwiedzi), kokorycze, a także tak chętnie sadzone w ogrodach i na trawnikach krokusy czy narcyzy (tu mała uwaga: trawniki z krokusami można kosić dopiero po zaniku liści, inaczej mogą się już nie odrodzić; niestety, są one też bardzo lubiane przez gryzonie).

Obok kwitnących wierzb, geofity stanowią ważny, pierwszy pokarm dla budzących się królowych trzmieli i innych zapylaczy. Można im trochę pomóc, zapewniając dostęp do pyłku i nektaru, a jednocześnie, jak to nazywam, robiąc sobie wiosnę jesienią. Sama co roku kupuję kilkaset cebulek, które, z braku własnego ogrodu, sadzę w przestrzeni publicznej. Sprawia to radość zarówno mnie, jak i owadom i… przypadkowym przechodniom.