Leniwie przetaczaliśmy się między scenami z książkami pod pachą, kiedy słońce grzało nas po głowach. Gdzieś w tle toczyły się niezobowiązujące rozmowy nieznajomych. Leżaki fantastycznie wpisywały się w klimat imprezy. Naturalne flow rozmów panelistów dobrze współgrało z atmosferą, która niosła się po całym festiwalu – wśród ludzi i w powietrzu.
Pomiędzy czterema scenami, na których toczyły się dyskusje, stało kilka stoisk. Sprzedawano tam książki, reklamowano koła naukowe, swoje miejsce miały też Śląski Festiwal Nauki czy Radio Katowice. Dwie ze scen znajdowały się na świeżym powietrzu, trzecia w miejskiej bibliotece, a czwarta – Granatowe Pagórki – pod dużym namiotem. Odbywały się na niej wydarzenia skierowane przede wszystkim dla najmłodszych, dzięki czemu rodzice mogli równolegle brać udział w innych spotkaniach. Poza tym atrakcje towarzyszące, które poprzedzały i następowały po panelach, takie jak koncerty, pub quizy, literacki speed dating z pisarzami czy tematyczne spacery po okolicy.
POGODA
Pogoda zdecydowanie była aktorem pierwszoplanowym festiwalu. W piątek padało cały dzień, co poskutkowało nieco niższą frekwencją. Ja sam, zamiast pójść na te mniej interesujące mnie wydarzenia, wolałem trochę posiedzieć w Zdrojowej, popijając kawę i zimnego browara. Przyglądałem się wtedy pracy kelnerki, która w pojedynkę przez cały dzień musiała obsługiwać tłumy w tym najbardziej newralgicznym i centralnym punkcie festiwalu.
Za to w sobotę i niedzielę przedpołudnia były bardzo słonecznie. Nikt nie spodziewał się deszczu, który przychodził znienacka. W trakcie któregoś z paneli niebo nagle błyskawicznie szarzało i nim ktokolwiek zdążył zorientować się w sytuacji, dopadała nas ulewa.
TEMATYKA
Organizatorzy festiwalu na stronie granatowegory.pl podają:
W chaosie współczesności i natłoku informacji odpowiedzialność za to, co piszemy, jak mówimy, w jaki sposób opowiadamy świat, jest może nawet ważniejsza niż kiedyś. Jerzy Pilch był mistrzem słowa, ironicznym i czułym obserwatorem rzeczywistości. Misją festiwalu Słowa Granatowe Góry jest zachować to, co najlepsze w twórczości Pilcha. I wciąż na nowo zadawać pytania, na które on szukał odpowiedzi.
Choć proza Pilcha jest motywem przewodnim Granatowych Gór, tematy festiwalu znacznie wykraczają poza literaturę. Pojawiały się tu panele poruszające wątki polityczne, społeczne, artystyczne, kulturalne, religijne oraz reporterskie. Mnie najbardziej zainteresowały rozmowy, w których poruszano współczesne problemy globalnego świata, takie jak szerzenie się dezinformacji czy rosnący wpływ wielkich korporacji na nasze codzienne życie.
Goście paneli byli bardzo różni: od biskupa luterańskiego Adriana Korczago, przez żonę byłego prezydenta Jolantę Kwaśniewską, po podcastera-reportażystę Macieja Okraszewskiego, znanego z popularnego podcastu Dział Zagraniczny. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie.
Ku mojemu zdziwieniu, na imprezę zjeżdżają się również ludzie z dalsza, nie tylko – jak zakładałem – z najbliższych okolic. W niedzielę jeden z koordynatorów wydarzeń na scenie nad wodą zapytał o to, kto jest stela, a kto z innych regionów. Okazało się, że większość uczestników przyjechała spoza Śląska Cieszyńskiego. Festiwal ewidentnie zatacza więc szerokie kręgi. Dochodzą mnie nawet głosy, że Granatowe Góry wyrastają na jeden z ważniejszych literackich festiwali w Polsce.
PODSUMOWANIE
Pilch – jakkolwiek dla Wisły ważny – stanowi tutaj pewien pretekst do opowiedzenia o jej kulturalnym czy literackim bogactwie. I to właśnie uświadomiły mi Granatowe Góry.
Góry, które otaczają Wisłę z każdej strony, faktycznie widzę teraz na granatowo. Były one nie tylko tłem – dodawały wydarzeniu unikatowego klimatu.
Festiwal przypomniał mi, że słowo – w dobrej atmosferze i z odpowiednimi ludźmi – wciąż potrafi poruszyć. I że Wisła to nie tylko kurort wakacyjny, ale coś więcej: żywe miejsce spotkań i wymiany myśli.
Źródła:



