Pewnie wszyscy wielbiciele Wieczorynki z lat jej świetności, a więc głównie osoby urodzone w czasach PRL-u pamiętają Filipa, przyjaciela pszczółki Mai. Co o nim wiemy? Pewnie wydaje się Wam, że był on konikiem polnym, ewentualnie, co już bliższe prawdy, pasikonikiem (i do tego zielonym!). Fakty są bowiem szokujące.
Konik polny nie istnieje
W rzeczywistości owady potocznie nazywane “konikami polnymi” należą do rzędu owadów prostoskrzydłych, na które składają się między innymi pasikonikowate (Filip!), szarańczowate, turkuciowate i świerszczowate. Pozostałe są w Polsce skrajnie rzadkie lub wcale nie występują.
Brak owada o nazwie “konik polny” nie oznacza oczywiście, że te małe skaczące stworzenia, których pełno na łąkach późnym latem nie mają zbliżonych nazw – spotkamy bowiem np. konika łąkowego, brunatnego, ba, osiodłanego! Warto przy tej okazji zwrócić uwagę na piękno i pomysłowość polskich nazw. Bogactwo nazw dorównuje bowiem różnorodności owadów w terenie, choć owa różnorodność na naszych oczach drastycznie maleje.
Rzadki, lokalnie liczny
Dwa lata temu nie miałam pojęcia o tym, co opisuję, ale zmieniło się to dzięki mojej kotce, która odkryła “konika polnego” w pustej konewce na balkonie. Zdążyłam mu jedynie zrobić szybkie i słabe zdjęcie, gdy wylądował na krzaku pomidora i tyle go widziałyśmy. Jakież było moje zdziwienie, gdy zachęcona do wrzucenia na internetową grupę Prostoskrzydłe (Orthoptera) Polski dowiedziałam się, że odwiedził nas napierśnik torfowiskowy i jest to zjawisko o tyle dziwne, że raczej nie lubi takich miejsc jak ludzkie domostwa. Jak bowiem sugeruje nazwa, lubi mieć mokro. Być może do podróży skłoniła go przedłużająca się susza.
Czerwone uda
Nie, bynajmniej nie chodzi o nadmiar słońca i przypieczone nogi. To napierśnik torfowiskowy, Stethophyma grossum, posiada charakterystyczne czerwone ubarwienie na udach, dzięki czemu po jakimś czasie, spędzonym już na pewnej bobreckiej łące, nauczyłam się go prawie bezbłędnie rozpoznawać (dotyczy to głównie osobników dorosłych, z larwami jest “trochę” trudniej). Nie muszę chyba dodawać, że zachwyciłam się tym dużym, ładnie ubarwionym “konikiem”.
I Czerwona Księga
A właściwie Czerwona lista zwierząt ginących i zagrożonych w Polsce opracowana przez Instytut Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk, gdzie już ponad 20 lat temu stwierdzono, że napierśnik torfowiskowy nam znika. Powodów tego zjawiska należy pewnie upatrywać w tych samych procesach, które postrzegamy jako niosące rozwój i dobrobyt – zabudowie terenów podmokłych, chemizacji i intensyfikacji rolnictwa itd. Rozwiązania są więc proste i trudne zarazem – trzeba chronić to, co jeszcze mamy. A ochrona gatunków oznacza przede wszystkim ochronę siedlisk, dbałość o korytarze ekologiczne, a także, co może nie jest takie oczywiste, poznawanie ich, co zazwyczaj przekłada się na większe zrozumienie, mniejszy strach i być może też większy szacunek do otaczającej przyrody. Trudniej rozdeptać to, czego nazwę znasz, prawda?



