Skip to main content

W ostatnich wyborach prezydenckich mieliśmy do czynienia z ucieleśnieniem poglądów większości Polaków, że podatki powinny być jak najniższe.  Oczywiście nie przeszkadza to tym samym obywatelom mieć wysokie oczekiwania wobec ochrony zdrowia, infrastruktury czy bezpieczeństwa. Życzeniem Polaków wyłaniającym się z tegorocznych wyborów jest płacenie podatków jak w Singapurze, a jednocześnie dostępność publicznych usług na poziomie tych z Danii czy Norwegii.

 

Na 13 kandydatów 10 postulowało różne formy obniżenia podatków czy ulg, a na pytanie o źródła finansowania swoich szumnych obietnic, rozpoczynali równie długie, co jałowe wyjaśnienia. Dość powiedzieć, że obaj kandydaci z drugiej tury zgodzili się ze Sławomirem Mentzenem, że jako przyszły prezydent nie będą podpisywać ustaw, których skutkiem będzie wprowadzenie lub podniesienie podatków. Oczywiście bez względu na to, czy chodzi o podatek dla wielkich korporacji czy podatek katastralny od 3. czy 4. mieszkania, bo niuansowanie nie jest medialne i chwytliwe. W swoich programach partie i kandydaci na prezydenta umieszczają takie obietnice jak podniesienie kwoty wolnej od podatku do 60 tys. złotych czy zerowy PIT dla rodzin z dwojgiem dzieci. Obietnice tylko pozornie korzystne dla obywateli, bo uszczuplające budżet państwa i gmin.

Dla nas istotnym jest, czy obniżki podatków mają wpływ na funkcjonowanie samorządu. Mogą mieć, i to spore. Jednym z elementów finansowania gminy jest 39,34% podatku PIT odprowadzanego przez jej mieszkańców i 6,71% podatku CIT płaconego przez firmy działające na jej terenie. W 2024 roku wpływy z podatków od osób fizycznych (podatek PIT) wyniosły 52 mln zł, co stanowiło 22% budżetu, a od osób prawnych (CIT) 12 mln zł, czyli 4,9% budżetu Cieszyna. Pieniądze z PIT mieszkańców naszego miasta zwykle widnieją na pierwszym lub drugim miejscu wpływów do budżetu gminy. Subwencje czy dotacje celowe swoje źródła mają w budżecie państwa, również zasilanym z podatków. Spora część cieszyńskiego budżetu pochodzi więc z podatków ustalanych przez centralny rząd. Resztę stanowią wpływy z podatku od nieruchomości, dotacje, a także wiele różnych, mniejszych podatków czy opłat lokalnych.

Z raportu o stanie miasta możemy dowiedzieć się, na co przeznaczane są te pieniądze. Najwięcej pieniędzy z budżetu trafia na działanie oświaty, cieszyńskich przedszkoli i szkół podstawowych – choć ponad połowa wydatków finansowana jest z subwencji oświatowej, transferowanej z budżetu państwa.  Pieniądze z gminy Cieszyn obsługują także gospodarkę mieszkaniową, utrzymanie czystości w mieście, drogi publiczne czy transport zbiorowy. Z budżetu miasta opłacane są również pensje urzędników odpowiedzialnych za codzienne działanie gminy czy pracowników instytucji kultury podlegających miastu. Wymienione przykłady nie obejmują wszystkich wydatków Cieszyna, ale zamiast je dalej wyliczać, zachęcam do samodzielnego sprawdzenia raportu o stanie gminy.

Ze swojej strony chciałbym zachęcić do przyjęcia bardziej propaństwowej perspektywy, zgodnej z poczuciem wspólnoty i solidarnością. Zamiast ciągłego wałkowania obietnic o “niskich podatkach”, tworzącego pozory równości między pracownikiem fabryki, właścicielem lokalnego sklepu a prezesem banku czy międzynarodową korporacją, potrzeba rzetelnej dyskusji nad zmianą systemu podatkowego, tak żeby był prosty, szczelny i progresywny.

Drogie Cysaroki, jeżeli chcecie dobrej jakości usług publicznych, gładkich dróg, przyjaznych i kompetentnych urzędów oraz edukacji na wysokim poziomie, to musimy zerwać z mentalnością „milionerów z chwilowymi problemami finansowymi” i zaakceptować fakt, że wszystko to finansowane jest z budżetu państwa i samorządów. Narracja nastawiona na obniżanie podatków, tworzenie ulg, wyjątków dla wielkich i bogatych, a w konsekwencji serwowana przez polityków i media destrukcja państwa, jest korzystna jedynie dla garstki uprzywilejowanych, a szkodliwa dla ciężko pracującej, a mniej zarabiającej większości.

3 komentarze

  • Tulczas pisze:

    Problem nie leży w wysokości podatków, ale w sposobie ich wydawania. Jeśli budżety samorządów i państwa są drenowane przez nieefektywność, biurokrację i polityczne „inwestycje”, to naturalnym odruchem obywatela jest bunt przeciwko wyższym podatkom.

    Przeciętny obywatel nie ma nic przeciwko podatkom, które rzeczywiście przekładają się na jakość usług. Ale czy dziś to widać? Mówienie, że każdy, kto chce niższych podatków, działa przeciwko wspólnocie, jest uproszczeniem. Może to wspólnota ma dość płacenia na system, który coraz mniej rozumie i z którego coraz mniej korzysta?

    • Bartosz Frydrychowski pisze:

      Dzięki za ten komentarz. Problem w tym, że ciężko zbadać czy „podatki przekładają się na jakość usług”, kiedy usługi publiczne są niedofinansowane. Jak porównamy obciążenia podatkowe Polski i państw do których jakości usług tęsknie spoglądamy, to zauważymy, że nakłady na te usługi są wyższe (i procentowo i kwotowo), systemy podatkowe mają mniej wyjątków i często są zwyczajnie wyższe.

      Co do niektórych inwestycji rzeczywiście można mieć spore zastrzeżenia, inne są wynikiem zwycięstwa danej opcji politycznej i trzeba je przyjąć na klatę.

      • Tulczas pisze:

        Zanim przekonamy ludzi do płacenia więcej, musimy najpierw pokazać, że każda złotówka jest szanowana i wydawana rozsądnie. Wtedy, i tylko wtedy, będziemy mogli z nadzieją patrzeć na wyższe podatki, które rzeczywiście przełożą się na jakość dróg, służby zdrowia i edukacji.

Skomentuj