Tadeusz Stoszek to cieszyński terapeuta TSR (Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniu), coach oraz interwent kryzysowy. Zainicjował w naszym mieście spotkania Męskich Kręgów, a także Festiwal Męskiego Zdrowia Psychicznego, którego druga edycja odbywa się 25-26 października 2025 roku. Informację o działalności naszego gościa, można znaleźć na profilach Racje/Relacje w mediach społecznościowych. Poniższa rozmowa, to zredagowany zapis rozmowy dostępnej w wersji audio.
Posłuchaj rozmowy w Spotify:
Posłuchaj rozmowy:
Bartosz Frydrychowski (BF): Zacznijmy od pytania podstawowego – czym w ogóle są Męskie Kręgi?
Tadeusz Stoszek (TS): Męski Krąg to grupa rozwojowa skierowana do mężczyzn, którzy są gotowi usiąść i rozmawiać z innymi mężczyznami. Tworzymy przestrzeń, w której można zadawać sobie niełatwe pytania i czasem stanąć twarzą w twarz z trudnymi odpowiedziami. Nie jest to grupa terapeutyczna i nie koncentrujemy się na rozwiązywaniu konkretnych problemów. Skupiamy się przede wszystkim na uważności i słuchaniu historii innych mężczyzn.
Okazuje się, że opowiadane historie często są do siebie bardzo podobne. Każdy z nas na różnych etapach życia doświadcza trudności, ale także sukcesów. To właśnie nimi dzielą się mężczyźni podczas naszych comiesięcznych spotkań. Pokazują, co dla nich istotne, co pomaga im zobaczyć, że perspektywa, w której żyją, nie jest ograniczona przez dziurkę od klucza, lecz szeroka i wielowymiarowa. Nie jesteśmy samotnymi wyspami, lecz archipelagiem połączonym dobrymi emocjami i trudnościami. Mężczyźni, którzy siadają ze mną co miesiąc, dzielą się wszystkim, co ich dotyczy.
BF: Jak wygląda takie spotkanie? Czy towarzyszą mu jakieś schematy, rytuały lub reguły?
TS: Siadamy razem na podłodze, w kręgu, a pośrodku często stoi świeca. Męski Krąg nawiązuje do odległej historii mężczyzn, którzy po polowaniach czy walkach siadali wokół ogniska i dzielili się różnego rodzaju opowieściami – stąd obecność świecy jako symbolu tej tradycji.
Ważne jest, że staramy się uważnie słuchać, nie przerywać rozmówcom i mówić z perspektywy „ja”. To miejsce, gdzie mężczyźni słuchają siebie nawzajem, dzielą się własnymi historiami, które często mają wspólne mianowniki z opowieściami innych. Takie dzielenie się może dać uczestnikowi refleksję: „Aha, inni już przez to przechodzili, czuli się podobnie, wybrali takie rozwiązanie”. Jednak to, co wynosimy z kręgu, to przede wszystkim to, co sami usłyszymy i do czego sami dojdziemy.
BF: Jak uczestnicy odbierają te spotkania? Jak reagują na udział w kręgu ich bliscy?
TS: Pierwsze spotkanie to często mieszanka obawy i ekscytacji. Ekscytacji, bo podjęli krok, stanęli na nowej ścieżce i dokonali wyboru. Z drugiej strony pojawia się lekka obawa – a co, jeśli nie zostanę wysłuchany? Co jeśli moje słowa nie zostaną zaakceptowane? Często po kręgu rozmawiam z mężczyznami pojawiającymi się po raz pierwszy lub drugi i słyszę od nich, że jest zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażali. Spotkanie jest spokojne, pełne energii i uważności, co trudno sobie wyobrazić przed przyjściem.
Niektórzy mężczyźni mają doświadczenia terapeutyczne – indywidualne lub grupowe. Czasem Męski Krąg jest dla nich przedłużeniem tych aktywności, sposobem na utrzymanie kontaktu z emocjami po terapii. Dla innych to pierwszy krok, który z czasem otwiera ich na dalszą pracę indywidualną lub udział w grupach o konkretnych tematach. Otwartość grupy pozwala na wybór liczby spotkań wedle potrzeb. Krąg skupia się na relacjach i uważnym słuchaniu, co uważam za jego największy atut.
BF: Czy mężczyzna, który nie ma historii terapeutycznej i nie ma motywacji do rozwoju terapeutycznego, znajdzie miejsce w Kręgu?
TS: To zależy, czy do nas dotrze. Jeśli zdecyduje się na ten krok, to samo podjęcie decyzji jest już krokiem do zmiany. To jest pewien proces samoleczenia, w którym taka osoba jest o krok dalej niż ta, która się nad tym nie zastanawia. Są tacy, którzy pojawiają się raz czy dwa, a są też osoby, które są z nami już prawie trzy lata.
BF: Czy podczas spotkań rozwija się wspólnotowy aspekt, koleżeństwo, przyjaźnie – coś, co wychodzi poza same spotkania Kręgu?
TS: Otrzymuję sygnały od uczestników, że pomagają sobie nawzajem, dzielą się różnymi rzeczami. Sam, gdy potrzebowałem pomocy z transportem, to otrzymałem tę pomoc.
To są te ważne rzeczy, które gdzieś zanikają w atomistycznym społeczeństwie. Żyjemy w małych rodzinach, oderwani od reszty społeczności czy sąsiedztwa. Dlatego dobrze jest mieć kogoś, do kogo można się zwrócić po pomoc. Ta pomoc przybiera różne formy – emocjonalną, fizyczną, a czasem właśnie taką praktyczną, jak wspomniany transport. To ważne, aby takie więzi istniały i były pielęgnowane.
BF: Przejdźmy teraz do tematu Festiwalu Męskiego Zdrowia Psychicznego. Czym on jest, skąd wziął się pomysł i jaki jest cel tego wydarzenia?
TS: Pomysł narodził się w mojej głowie kilka lat temu. Kiedy zacząłem prowadzić pracę grupową z mężczyznami, czułem niedosyt i chęć pogłębienia tematu. Chciałem zaprosić innych mężczyzn zaangażowanych we wspieranie mężczyzn w Polsce, żeby podzielili się swoim doświadczeniem. W zeszłym roku ta idea przybrała realne kształty i odbyła się pierwsza edycja festiwalu. Przybyli nie tylko mężczyźni związani bezpośrednio z naszym kręgiem, ale także ci, którzy usłyszeli o wydarzeniu po raz pierwszy lub po prostu byli go ciekawi.
Warsztaty, które zaproponowaliśmy, dotyczyły zdrowia psychicznego, ojcostwa, uważności, a także tematów lifestylowych. Były otwarte nie tylko dla mężczyzn, ponieważ część z nich skierowana była do obu płci. Podczas tegorocznej edycji również poruszamy w różnorodny sposób temat męskiego zdrowia psychicznego, ponieważ mam wrażenie, że nadal o tym problemie zapominamy. Statystyki, szczególnie dotyczące samobójstw, są bardzo wymowne – aż 80% ofiar to mężczyźni. To jest dla mnie bolesne.
Czasami słyszę, że „mężczyźni są słabsi psychicznie”, ale się z tym nie zgadzam. Uważam, że w XXI wieku pojawiła się potrzeba rozwoju emocjonalnego, której wcześniejsze pokolenia nie musiały realizować. Zadaniem mężczyzn była walka, a w walce – gdzie zdrowie i życie są zagrożone – emocje takie jak strach i lęk bywały ostatnimi potrzebnymi odczuciami. Stąd nauczyliśmy się ignorować emocje. Jednym z gości zeszłorocznej edycji był Wojtek Śmieja, autor książki Po męstwie, w której ten wątek bardzo mocno wybrzmiewa. To, że mężczyźni i męskość przez wieki kojarzyła się ze zwycięstwem. Mężczyzna spełniony to po prostu zwycięzca. Obie wojny światowe pokazały, że nawet w grupie zwycięzców byli ci, którzy doznali ogromnych strat w zdrowiu fizycznym i psychicznym i powstała potrzeba przedefiniowania męskości.
BF: Czym jest uważność, wspomniana wcześniej w naszej rozmowie, a która może wydawać się tajemnicza?
TS: Uważność to polskie tłumaczenie angielskiego terminu mindfulness, które oznacza umiejętność zatrzymania się, wejrzenia w głąb siebie i zauważenia otoczenia. Pracuję z uważnością, ponieważ jest bliska zmysłom – a to na nich możemy się zakotwiczać w rzeczywistości.
Mam wrażenie, że każdy z nas nosi na ramieniu papugę, która ciągle skrzeczy: „Nie jesteś taki, jak powinieneś być. Nie myślisz odpowiednio. Na pewno nie będzie tak, jak sobie wymyśliłeś”. Uważność jest jak strzepnięcie tej papugi – zatrzymanie się „tu i teraz”. Istnieje wiele metod zatrzymywania się w teraźniejszości i uczymy się tego również podczas naszych warsztatów, co jest kluczowe dla regulacji psychiki i emocji.
BF: Wracając do Festiwalu, jak wspominasz jego pierwszą edycję?
TS: Byłem zdenerwowany, zastanawiałem się, czy to w ogóle się uda, zwłaszcza w mniejszym mieście. Rozmawiałem ze znajomymi pracującymi z mężczyznami w dużych miastach i oni zachwalali pomysł festiwalu. Miałem jednak wątpliwości. Obawiałem się, że moje marzenie się nie spełni, rozbije o rzeczywistość. Tymczasem okazało się, że festiwal w zeszłym roku zgromadził ponad 60 osób w różnych aktywnościach, co mnie bardzo ucieszyło.
BF: Organizacja takiego festiwalu to również wyzwanie finansowe. Jak udało się sfinansować to wydarzenie?
TS: W zeszłym roku wsparł mnie Powiat Cieszyński, a w tym roku pozyskaliśmy środki z Narodowego Instytutu Wolności w ramach programu „Moc Małych Społeczności”. Uważam, że gdy przyjeżdża do mnie autorytet, który ma ciekawą wiedzę do przekazania, ale jest z dużego miasta, które nie leży kilka kilometrów od nas, to za ten wkład, przebyte kilometry i zaangażowanie trzeba go wynagrodzić.
Męski Krąg jest grupą nieformalną, a władze polskie nie do końca ufają takim grupom, więc niechętnie przyznają dofinansowania. Moi mężczyźni stwierdzili jednak, że są zadowoleni z obecnego modelu i nie chcą się bardziej organizować, bo cenią sobie tę przestrzeń jako wytchnienie. Chcą przyjechać, usiąść i odpocząć od administracji, papierologii i codziennych obowiązków.
BF: Przejdźmy teraz do tematów bardziej teoretycznych, ale fundamentalnych. Czym jest męskość? Czy da się ją zdefiniować?
TS: To jest dobre i zarazem trudne pytanie. Zastanawiam się, jak na nie odpowiedzieć. Z książek czy słuchowisk poruszających ten temat wynika, że męskość najczęściej jest postrzegana jako energia skierowana na działanie. Odwołując się do symboliki jin-jang, męskość mogłaby oznaczać aktywność, bycie dawcą. Sam rzadko podejmuję próby wprowadzania sztywnych definicji męskości.
BF: Czy można wskazać wartości, które odpowiadają męskości? Kiedyś męskość utożsamiano z dbaniem o byt rodziny, nieustępliwością, opieką czy obroną.
TS: Jeśli pytasz, czy przepuszczam kobiety przodem – to tak. Natomiast nie wszystkie elementy związane z dawnym definiowaniem męskości odpowiadają potrzebom XXI wieku i społecznym oczekiwaniom.
Odnoszę wrażenie, że nasze społeczeństwo znajduje się teraz w sytuacji, w której próbuje się definiować na nowo nie tylko męskość, ale również kobiecość. Przykładowo, wiele lat temu badania wykazały, że kobiety na wysokich stanowiskach zawodowych posiadają cechy osobowości uważane za męskie w większym stopniu, niż mężczyźni na tych samych stanowiskach.
Co w takim razie oznacza męskość, nieustępliwość czy walka? To wartości kojarzone z językiem militarnym. Mieliśmy nadzieję, że w XXI wieku się od tego uwolnimy, ale tak się nie stało. W obliczu działań wojennych dziejących się za naszą granicą, zdrowy rozsądek każe nam się z nimi nie rozstawać.
Często zastanawiam się, czy nie powinniśmy przejść na wyższy poziom definiowania człowieczeństwa i dobrego życia. Taki, który wykracza poza podziały na kobiecość i męskość, bo zarówno w męskości, jak i kobiecości obecne są troska, czułość, uważność, słuchanie i otwartość na innych – a te aspekty nie mają płci.
BF: Czy troska, uważność i opieka są takie same z perspektywy ojca i matki? Dziadkowie i babcie podobnie kochają wnuczęta. Czy istnieje specyficznie męska perspektywa?
TS: Jeżeli zauważamy, że XX wiek to epoka ojca nieobecnego – nie tylko fizycznie, ale też emocjonalnie i psychicznie – to można zapytać, czy w dzisiejszych realiach w ogóle możemy mówić o męstwie, ojcostwie i relacji małżeńskiej w perspektywie przeszłości.
Skoro ojcowie często byli nieobecni, to czy faktycznie byli ojcami? Czy byli mężczyznami w całym wymiarze tego słowa? Męskość obejmuje bycie ojcem, wychowywanie dzieci, bycie blisko nich, słuchanie ich, spędzanie z nimi czasu. Publikacje wielokrotnie poruszają temat nieobecności ojca i mężczyzny w domu, co każe zastanowić się, czy męskość nie tworzy się obecnie na nowych zasadach.
BF: Być może.
TS: Wczoraj szedłem koło placu zabaw i było mi smutno, gdy zobaczyłem bawiące się dzieci, przy których stało pięcioro rodziców – wszyscy ze wzrokiem w smartfonach. Bez względu na płeć. W tej sytuacji płeć nie gra roli – albo jesteś obecnym rodzicem i towarzyszysz dziecku, albo jesteś nieobecny i rozproszony smartfonem.
BF: Z drugiej strony, są rzeczy, które zmieniły się na lepsze. Przedstawicielki środowisk feministycznych często podkreślają, że dzisiejsi mężczyźni są bardziej obecni w rodzinach i przejmują obowiązki dawniej uznawane za kobiece. Ojcowie odprowadzają dzieci do przedszkoli, chodzą z nimi na spacery i na place zabaw – i robią to z przyjemnością. Jestem tego świadkiem i praktykiem.
TS: Jeśli takie opinie słychać ze strony środowisk feministycznych, to bardzo się cieszę. Spójrzmy także na działalność stowarzyszeń ojcowskich, matczynych i rodzicielskich w Polsce – warsztatów dla ojców jest coraz więcej, a organizacje oferują możliwość podnoszenia kompetencji wychowawczych.
To bardzo ważne, bo gdy mężczyzna pracował ciężko fizycznie od świtu do zmierzchu, trudno było mu po pracy zajmować się dziećmi, gdy był zmęczony. Sam był wychowywany bez ojca, który pracował ciężko na polu.
Czy dzisiaj odbieramy sobie tę możliwość przez smartfony i wydłużone godziny pracy? Tego nie wiem. Natomiast świadomość ojcostwa aktywnego, obecnego w życiu dzieci, rośnie i jest zauważalna.
BF: Wrócę jeszcze do prób określenia, czym jest męskość. Mówisz, że to coś, co dziś dopiero się kształtuje. Nie prowadzisz jednak Człowieczego Kręgu, Kręgu Ludzi. W oparciu o co powołałeś akurat Męski Krąg?
TS: Bywa tak, że gdy mężczyzna przychodzi do mojego gabinetu, daję mu takie koło z wypisanymi emocjami. Często jest zaskoczony paletą emocji, które przeżywa, a których nie potrafił nazwać. My dopiero weszliśmy na ścieżkę zmiany i idziemy nią trochę chwiejnym, dziecięcym krokiem. Myślę, że dla mężczyzn jest po prostu łatwiej, gdy tę inicjatywę prowadzi inny mężczyzna. Siadamy ze sobą, czasem równie niepewni w poruszaniu się po przestrzeni emocji, definiowaniu potrzeb. Odkrywamy ten nowy świat wspólnie. Działania kobiet, ich warsztaty to nie niepewne kroki, ale skomplikowany taniec.
Gdyby mężczyźni weszli na taki otwarty krąg, mogliby odczuwać dyskomfort – bo może nie wszystko byłoby jeszcze dla nich jasne. Męski Krąg to miejsce, w którym tłumaczymy sobie podstawowe pojęcia: czym jest stres, emocje, potrzeby, granice i ojcostwo.
BF: Mówiąc o męskości, odnosisz się do terminów kojarzących się militarnie. Z drugiej strony, u młodych mężczyzn możemy zaobserwować zjawisko tworzenia grup. Charakteryzuje je zarówno stanie w opozycji wobec czegoś lub kogoś, rywalizacja, jak i wewnętrzne braterstwo, żarty, droczenie się.
Czy te przejawy męskości u młodych nie mogłyby stanowić dla nas drogowskazu wskazującego bardziej pierwotną formę bycia mężczyzną, jeszcze nieugładzoną przez system, edukację, pracę czy rodzinę?
TS: Może problemem jest mój wiek, ale ja jako nastolatek spędzałem całe dnie w takich grupach chłopców. Wystarczył kawałek skóry, kamień czy puszka i mieliśmy gotowe zajęcie. Dziś takich band już nie ma. Przypominam sobie słowa mojego syna: pewnego letniego dnia chciałem go wypchnąć z piłką na dwór, a on sięgnął po telefon i zaczął pisać do kolegów. Zapytałem: „Młody, co robisz?” Odpowiedział mi, że umawia się z chłopakami, żeby zagrać w piłkę. Ja mówię: ale idź na dwór, no przecież musi tam ktoś być. Po 15 minutach przyszedł i mówi, że nie ma nikogo. Dziś, żeby się spotkać, musi się najpierw z kimś umówić. To pokazała nam też pandemia, że możemy wychowywać się w społeczeństwie, w którym nie ma wspólnoty.
BF: Czy rzeczywiście możemy sobie na to pozwolić? Brak wspólnoty zdaje się drogo nas wszystkich kosztować.
TS: Nie bardzo. Jak wspomniałem, w latach 80. i 90. biegaliśmy za piłką, czasem się popychaliśmy i zamienialiśmy w stado szympansów. Była jakaś wspólnota, której współcześnie brakuje. Dziś prowadzimy trening umiejętności społecznych, bo dzieci tych umiejętności nie mają. Kiedyś każde dziecko w domu coś tworzyło, bawiło się manualnie, a dziś mamy pedagogiczny trening ręki, bo dzieci straciły umiejętność łapania pęsetą czy wycinania nożyczkami.
Być może przydałyby się takie naturalne i spontaniczne aktywności, ale ich nie ma. Jest strach i obawa, które pandemia tylko pogłębiła, jest świat elektroniczny. Dr Kaczmarzyk uważa, że potrzeby kontaktu realizowane w latach 80. i 90. przez spontaniczną zabawę, teraz są spełniane przez granie w gry online czy media społecznościowe. Problem pojawia się, gdy dzieci mają pójść samodzielnie do sklepu po bułkę, a nie wiedzą, jak to zrobić. To niepokojące zmiany.
Męskość również musi odnaleźć się w tych zmianach. Z jednej strony ta jej część, która ciągnie za sobą militarność, rywalizację, brak lęku, z drugiej delikatność bycia ojcem, uważność na drugiego człowieka. To często wydaje się sprzeczne, a jednak musimy to ze sobą skleić.
Pojawia się też myśl, że kobiety wiedzą, jakiego mężczyzny poszukują. Trzeba jednak zapytać, czy mężczyźni chcą tacy być, spełniać oczekiwania, które są przed nimi stawiane. Czy będziemy się z tym dobrze czuć?
Nasza sytuacja jest taka, że jedna i druga strona muszą zaakceptować, że mężczyzna odpowiadający współczesnemu światu i jego wyzwaniom dopiero się kształtuje. Może pachnący ładnie, brodaty, potrafiący obsługiwać scyzoryk, ale równocześnie znający zabezpieczenia internetowe, żeby chronić swoje dziecko. Świat wygląda inaczej i mężczyzna musi za nim nadążyć.
BF: Nadal postrzegasz ten proces jako budowę czegoś nowego, czy uważasz, że nadejdzie moment, kiedy trzeba będzie zrobić krok wstecz?
TS: W funkcjonalizmie mówi się, że każda struktura musi mieć zdolność do zmiany, żeby przetrwać. Jeśli coś jest zbyt skostniałe i nie podlega zmienności, musi odpaść i zostać zastąpione czymś innym. Trudno określić, czy obecny kierunek jest dobry, bo jesteśmy w trakcie podróży. Możemy oceniać mężczyzn żyjących w XIX czy XX wieku i mówić, co było dobre, a co nie. Jednak będąc w środku tego procesu możemy jedynie przypuszczać, dokąd nas to doprowadzi.
BF: Na początku rozmowy wspomniałeś, że na spotkaniach Męskich Kręgów siadacie wokół ognia. To można by określić jako pewien powrót do źródeł – forma spotkania wokół ognia nasuwa skojarzenia plemienne. W literaturze dotyczącej męskości pojawia się też temat kultury inicjacji, rytuału przejścia od chłopca do mężczyzny, którego dziś brakuje. Czy według Ciebie jest to obecne i potrzebne? Czy we współczesnych zachowaniach mężczyzn dostrzegasz próby powrotu do czegoś pierwotnego? Może istnieje pierwotny element męskości, który jest nam niezbędny, a jego brak przyczynia się do obecnego kryzysu?
TS: Jako praktyk terapii skoncentrowanej na rozwiązaniu (TSR), którą charakteryzują dwa podstawowe hasła, odpowiem, odwołując się do tych zasad. Pierwsza głosi, że jeśli coś nie działa, należy przestać to robić. Jeśli nie działa ukrywanie emocji, tłumienie ich alkoholem czy innymi substancjami, jeśli kontrola nie funkcjonuje i w końcu wybuchamy, to zacznijmy robić coś innego. Druga zasada mówi, że jeśli coś działa, trzeba robić tego więcej. Okazuje się, że skuteczne są elementy, które można określić jako plemienne – mężczyźni siadają razem i rozmawiają.
Na naszych kręgach pojawiają się młodzi mężczyźni, dwudziestoparoletni, którzy słuchają starszych, a jeśli czują się dobrze i wynoszą stamtąd pewną męską energię, jakkolwiek ją rozumieją, to chcą tych spotkań więcej.
BF: To można nazwać stereotypowo męskim, praktycznym podejściem.
TS: Być może. Steve de Shazer, twórca TSR, budował tę terapię właśnie w taki sposób. Mnóstwo rzeczy w tradycyjnej męskości po prostu nie działa. Na przykład brak dbałości o zdrowie, bo kiedyś to nie było mężczyźnie potrzebne. Ta mentalność pokutuje do dziś – mężczyźni rzadziej uczestniczą w programach diagnostycznych, zdrowie psychiczne pozostaje zaniedbane.
BF: Skąd te opory współczesnego mężczyzny przed szukaniem pomocy – medycznej, psychicznej czy praktycznej?
TS: Kultura popularna przekazuje nam, że chłopaki nie płaczą, że trzeba być twardym, niewrażliwym na emocje, zdrowie czy samopoczucie. Mężczyzna ma iść do przodu i być człowiekiem sukcesu. Tymczasem często taki „człowiek sukcesu” dzień wcześniej robi zakupy, rano przygotowuje kanapki, a wieczorem popełnia samobójstwo.
Misiek Koterski w jednym z wywiadów powiedział coś, co zapamiętałem: uczymy się geografii, biologii i mnóstwa niepotrzebnych rzeczy, a temat emocji i zdrowia psychicznego jest zaniedbany. Do szkół wprowadzony został nowy przedmiot, który ma zawierać elementy różnego rodzaju informacji również o zdrowiu psychicznym, bezpieczeństwie, emocjach. W odpowiedzi pojawiła się fala deklaracji o wypisaniu dzieci z tego przedmiotu.
Boimy się pozwolić naszym dzieciom nauczyć się zarządzać stresem i emocjami, bo sami nie umiemy tego zrobić. Nasi rodzice i dziadkowie nie mieli takiej wiedzy, i jej brak przekazywany jest kolejnym pokoleniom. Mam nadzieję, że z każdą generacją to zjawisko będzie maleć, ale proces trwający setki lat prędko się nie zmieni. Widzę, że mój syn inaczej podchodzi do wielu spraw, dba o swoje granice, i być może jego syn będzie jeszcze bardziej świadomy.
BF: Czy jako praktyk obserwujący rzeczywistość, nie masz wrażenia, że spora część młodych mężczyzn wciąż nie przyjmuje narracji, iż mogą być wrażliwi, płakać czy że nie muszą osiągać sukcesu? Często ciągnie ich raczej ku stereotypowej męskości, czyli trwałości emocjonalnej i sukcesowi.
Mówię to, zauważając popularność pewnych środowisk, zachowań i partii politycznych, przy czym chciałbym skupić się na tych młodych mężczyznach i ich postawach.
TS: Uważam, że prawdziwa zmiana jest niesterowalna i będzie się odbywać poprzez różne ścieżki. Część zwróci się ku biegunowo różnym ideologiom, zakładając na przykład brunatne koszule jako znak obrońców narodu i wiary, inni spróbują pójść w tęczową alternatywę. Podjęcie tych wszystkich prób i ich efekt da nam dopiero końcowy wynik.
Świat mediów pokazuje influencerów, którzy zarabiają miliony na tym, że jedzą kebaby lub komentują świat, a młodzi chłopcy chcą mieć podobne życie – pieniądze, stabilność.
BF: Z drugiej strony, radykalizm to cecha ludzi młodych. Może to i dobrze, bo idzie z tym jakaś energia.
TS: Tak, ale mam wrażenie, że to są także mechanizmy obronne przeciw globalizacji. Próbujemy w jakiś sposób przeciwstawiać się temu, że czy to w Cieszynie, Las Vegas, czy Buenos Aires, wchodzimy do tego samego McDonalda. To może być pewna forma ochrony. Czasem lepiej nam to wychodzi, czasem gorzej.
Ciągle coś tworzymy. Mam wrażenie, że nigdy nie usiądziemy i nie powiemy: „Teraz jestem nowym mężczyzną, który odpowiada potrzebom wszystkich”. Nim skończymy to zdanie, już jesteśmy gdzie indziej. Często mówi się, że dzieci, które dziś chodzą do szkoły podstawowej, w dorosłym życiu będą pracować w zawodach, które jeszcze nie istnieją. Cały czas musimy się do tego dostosowywać. W bazowych aspektach męskości, kobiecości, ojcostwa czy macierzyństwa musimy wprowadzić komponent elastyczności, inaczej nigdy nie będziemy nadążać.
To jednak nie oznacza, że nie możemy czerpać z tego, co w tradycji było dobre. Powinniśmy usiąść przy ogniu, skoro on nas ogrzewa i dobrze się przy nim czujemy.
BF: Myślę, że niemożliwe jest nieczerpanie z przeszłości. Być może mamy do czynienia z rdzeniem – nie tylko męskości czy kobiecości, ale ogólnie człowieczeństwa. Wydaje mi się, że można by pokusić się o odnalezienie rdzenia męskości jako fundamentu zbudowanego na cechach biologicznych, kulturowych i cywilizacyjnych. Może dzisiaj, kiedy – jak mówisz – nie tworzymy całkiem od zera czy tylko z tego, co otrzymujemy od współczesnego świata, lecz mamy solidną bazę, której część można przekształcać, a część jest nie do ruszenia.
TS: Mówimy o przetrwaniu, o przedłużaniu cywilizacji człowieka, kiedy mówimy o rdzeniu?
BF: Niezupełnie. Jeśli weźmiemy pod uwagę cechy biologiczne – jesteśmy mężczyznami między innymi dlatego, że nasze ciało wytwarza testosteron, który wpływa na zachowanie. Niemożliwe jest odcięcie tego biologicznego wpływu. To, jak kształtowano mężczyzn przez tysiąclecia, wpływało też na wzorce męskości w różnych okresach historycznych.
Fizyczne funkcje można porównać do korzeni drzewa, a to, co kulturowo-cywilizacyjne, do pnia. Drzewo to przez wieki doznawało rozmaitych doświadczeń – gdzieś urwała się gałąź, gdzieś zerwano trochę kory. Dalej rośnie, reaguje na wiatry historii, zmienia się i wytwarza nowe elementy korony.
Twierdzę, że trudno mówić o współczesnym mężczyźnie jako tworzonym w oderwaniu od tych korzeni i pnia.
TS: Zgadzam się z tym. Nie uciekam w stronę unifikacji człowieka jako jednostki pozbawionej płci, cech damskich czy męskich, istoty biologicznej, chemicznej, a więc i emocjonalnej. Myślę, że czasem zbyt mocno chcemy unifikować człowieka i pozbawiać go męskich cech. Kulturowo próbujemy uciec od definiowania tego w ten sposób.
Gdybyśmy nauczyli się czerpać z różnic i korzystać z zasobów, które biologia, fizyczność i historia nam dały – z tych dobrych cech, które pozwoliły nam przetrwać zawieruchę, niedźwiedzie i inne przeciwności – być może mielibyśmy mniej zamieszania wokół kwestii płci, konstruowania męskości czy kobiecości w obecnych czasach.
BF: Chciałbym jeszcze zapytać o wagę relacji w życiu mężczyzny, zaczynając od relacji między mężczyznami. Jak ważne jest to, żebyśmy przebywali z innymi mężczyznami, mieli wspólne pasje i je realizowali? Czy to jest istotne?
TS: Myślę, że leży to u podstaw męskiego kręgu – mamy potrzebę bycia razem w męskim towarzystwie, usłyszenia się nawzajem i poczucia wspólnoty. Potrzebujemy męskiego kontaktu, także dotyku. Być może wynika to z tego, że nasi ojcowie byli mniej obecni i nie mieliśmy tego w swoim życiu, ale mimo to mamy potrzebę przebywania w tych relacjach, które gdzieś nam zabrano.
To jest jeden z elementów, który przyciąga mężczyzn do Męskich Kręgów – możliwość siedzenia razem i po prostu pobycia w tym gronie. Nie mamy już wujków, dziadków, ojców – być może to jest filar tych męskich grup, ta potrzeba poczucia wspólnoty.
BF: Mówiąc o nieobecnych ojcach i informacji zwrotnej, nasuwa się pytanie: czego mężczyźni oczekują od życia? Czego pragną?
TS: Chyba trzeba zapytać samych mężczyzn.
BF: Pytam jednego z nich.
TS: Moja żona od razu by powiedziała, że świętego spokoju, ale…
BF: Często mówi się, że relacja ojca z synem była kiedyś szorstka. Świętem dla wielu synów było usłyszenie pochwały od ojca. Twoja żona na spotkaniach w OCKiR też podkreśla, by kobiety chwaliły swoich mężczyzn, niekoniecznie za coś wielkiego. Ta pochwała wydaje się jedną z rzeczy, których potrzebują mężczyźni, bo sami siebie nie pochwalą. Stereotypowo uważa się, że zrobienie czegoś dobrze to obowiązek mężczyzny i nawet dobre słowo mu się nie należy. Czy widzisz coś jeszcze?
TS: Myślę, że mężczyźni pragną przede wszystkim wewnętrznej zmiany postrzegania siebie. Nie chodzi o spektakularne sukcesy i codzienne przybijanie sobie “piątki”. Mam wrażenie, że nauczyli się nie dostrzegać drobnych rzeczy, uważając je za błahostki, nad którymi nie warto się pochylać. Nie zdobywamy szczytów każdego dnia, a jeśli tego nie robimy, możemy czuć niedosyt.
Czasem dzielimy się drobiazgami z najbliższymi – kiedy doceniamy syna za to, że po prostu jest, że spędziliśmy razem dobrze dzień, że opowiedział coś o sobie, że zjedliśmy razem kebab albo złapaliśmy pokemony na mieście. Myślę, że tego potrzebujemy: obecności. Nie chodzi o to, że ja znowu przyniosłem zwierzynę, odrzuciłem dzidę i teraz ty, kobieto, masz ją upichcić, a ja będę słuchał, jak ty rozwodzisz się nad tym, jaki jestem odważny i dzielny. Bo nie zawsze mamy taką zdobycz, ale możemy być obecni, akceptując siebie takimi, jakimi jesteśmy, z tymi wszystkimi drobnostkami codziennego życia.
O tym często mówię na kręgach i indywidualnie z klientami – o docenianiu drobiazgów, które pozwalają przetrwać trudny dzień, o patrzeniu na siebie trochę łaskawszym okiem, nie tylko przez pryzmat sukcesu czy porażki.
Kiedyś usłyszałem w podcaście, że problemem w zdefiniowaniu męskości jest oś sukces-porażka, a między nimi nic nie ma. Gdy jesteśmy bliżej porażki, jej konsekwencją jest wstyd, z którym trudno sobie poradzić. Często próbujemy zakrywać ten wstyd alkoholem czy ryzykownymi zachowaniami, by poczuć się lepiej. Nie potrafimy powiedzieć sobie: „Dziś mi nie wyszło, ale to zdarza się każdemu”. Nie zostawiamy porażki za sobą, tylko ciągniemy ją dalej.
Jeśli takich porażek i wstydów nazbiera się za dużo, zaczynamy przez ich pryzmat odbierać siebie – i możemy dojść do wniosku, że nie jesteśmy mężczyznami, bo nie osiągamy sukcesu. To niebezpieczna równia pochyła, prowadząca do tragicznych decyzji i rozwiązań.
BF: Jedną z popularnych postaci w popkulturze jest Ted Lasso, trener futbolu amerykańskiego, który został trenerem klubu piłkarskiego w Anglii. Jedna z jego rad dla trenowanych zawodników mówi, by w kwestii porażek mieli pamięć złotej rybki. Czyli szybko o nich zapominać. Porażki są częścią życia, ale nie warto ich rozpamiętywać. Polecam serial, ponieważ główny bohater jest pełen pozytywnej energii.
A skoro przy poleceniach jesteśmy, to na sam koniec chciałem Cię zapytać, co mógłbyś polecić mężczyznom, którzy chcieliby rozpocząć wpatrywanie się w głąb siebie, ale niekoniecznie przekonani są do takich inicjatyw jak Męski Krąg? Może to być książka, słuchowisko, aktywność.
TS: Bliskie są mi koncepcje rodzicielstwa i ojcostwa Jaspera Juula, które spokojnie mogę polecić. Jego podejście to droga środka – myśli o ojcostwie i męskości są akceptowane, dają otwarcie, a nie walą łopatą w twarz, mówiąc „w zasadzie wszystko robiłeś źle”. To daje do myślenia i otwiera na więcej.
Formularz zgłoszeniowy na Festiwal Męskiego Zdrowia Psychicznego cz. II jest dostępny na profilu facebookowym Racje/Relacje.
Wydarzenie jest bezpłatne i odbędzie się 25 i 26 października na ul. Hajduka 17 w Cieszynie.



