Mahatma Gandhi powiedział kiedyś, że „nasza ludzka wspaniałość nie leży tak bardzo w możliwości zmieniania świata, jak bardzo w byciu zdolnym do zmieniania samego siebie”.
Kiedy myślę o zawodzie nauczyciela, który sama wykonuję już piętnasty rok, te słowa bardzo pasują do moich doświadczeń. Zaczynając pracę w szkolnictwie miałam dosyć idealistyczne wyobrażenie o „niesieniu kaganka oświaty” wśród młodych ludzi. Szybko jednak okazało się, że system bezlitośnie wsysa młodego nauczyciela w wir pisania dokumentacji, uczestnictwa w radach pedagogicznych, analizowania rozkładów materiału – nikt mnie nie uprzedził, że tak to będzie wyglądać! I tu mogłabym zakończyć swoją historię (i karierę też 😉), gdyby nie moja przekorna natura.
Natura ta kazała mi szukać miejsc i ludzi, którzy o edukacji myślą podobnie do mnie. Jako o fascynującej podróży, otwartej na drugiego człowieka i zmieniający się świat. Takimi ludźmi zaczęłam się otaczać. W miejscu, gdzie pracuję dzisiaj, w Polskim Gimnazjum im. Juliusza Słowackiego w Czeskim Cieszynie, poznałam Anitę Czerwińską-Gamon. Polonistkę, która „patrzy szerzej”, jak rapuje Łona.
Posłuchajcie, co Anita ma nam do powiedzenia.

Co robi polonistka w szkole? Zadaje lektury do przeczytania? Męczy gramatyką? Czy może przyświeca ci jakaś inna misja, przewodnia idea, którą realizujesz z uczniami?
W dzisiejszych czasach polonistą zostaje idealista albo ewentualnie naiwniak. Może to brzmi kontrowersyjnie, ale tak uważam. Trzeba być trochę marzycielem, trochę Don Kichotem, żeby się wpakować w taki zawód.
Polonistka robi w szkole to, co każdy nauczyciel – zbliża się do ucznia i towarzyszy mu w procesie kształcenia. Czy i na ile ma wpływ na ten proces, to już inna sprawa. Na tyle, na ile uczeń, sytuacja czy program pozwala, na tyle, na ile nauczyciel ma sił i chęci. Nigdy nie sądziłam, że lektury czy gramatyka są w nauczaniu jakoś szczególnie ważne. Ważny jest uczeń i to, by się rozwijał.
Polonistka stara się też nie oszaleć – bycie polonistą to zazwyczaj bycie od wszystkiego: od listów gratulacyjnych dla rodziców, od apeli okolicznościowych, konkursów, jasełek i tym podobnych. Pracuję na Zaolziu – tam rola języka polskiego jest szczególnie podkreślana i przedmiot ten ma preferencyjną pozycję, co mnie, mówiąc szczerze, nawet początkowo zaskakiwało. Dziś to w mojej pracy doceniam i się z tego cieszę. Szacunek do polskiego jako dla języka jest czymś naturalnym i wynika z potrzeby serca. Dla mnie to piękne.
Jak być atrakcyjnym nauczycielem w XXI wieku? Takim, który ma coś ciekawego do zaoferowania swoim podopiecznym?
Chyba trzeba być po prostu szczęśliwym człowiekiem. Kiedyś słyszałam, jak jakaś psycholog mówiła, że nieszczęśliwa matka zawsze będzie miała nieszczęśliwe dzieci. Tak samo jest z nauczycielami. Sfrustrowany, zamknięty, z wąskimi horyzontami, przestraszony człowiek nigdy nie będzie dobrym nauczycielem. Nauczyciel bez pasji, swoich koników i hobby to moim zdaniem antywzór dla młodzieży. Myślę, że uczniowie nie poszukują u nauczycieli „atrakcyjności”, tylko zrozumienia i rozmowy. Myślę też, że uczniowie powinni rozumieć, że nauczyciel nie jest i nie musi być idealny. Że ma swoje preferencje i czasem nie widzi oczywistych prawd. Że on również potrzebuje akceptacji.
W dzisiejszych czasach nauczyciele mają niezwykle złą prasę. Etykietka człowieka, który przychodzi na 18 godzin do pracy, nieroba i miłośnika wakacji to jest bardzo niesprawiedliwa wizja tego zawodu, który jest odpowiedzialną i angażującą każdy neuron misją. Nie jest to zawód elitarny – ja sama nie miałam w rodzinie ani jednego nauczyciela, ani znajomości, a pracuję od 15 lat i każdego malkontenta z chęcią bym zaprosiła do tych przysłowiowych 18 godzin i na te wakacje dla nierobów. Jakoś nikt się obecnie do tego nie garnie.
Racja czy relacja? Co jest dla Ciebie najważniejsze w tym zawodzie?
Tylko i wyłącznie relacja. Jako osoba roztargniona mam pewną skłonność do przekręcania niektórych faktów i wielką satysfakcją jest dla mnie, gdy uczniowie to wyłapią. Bo to znaczy, że słuchają.
Natomiast mam dosyć staromodne podejście do stosunku uczeń – nauczyciel. Preferuję zdrowy dystans, grzecznościowe zwroty i obustronną uprzejmość. Tego od uczniów i od siebie wymagam. To wiele ułatwia w tym zawodzie.
A uczniowie? Czy mogą coś dać od siebie nauczycielowi z twoim stażem i doświadczeniem?
Mam przez cały czas przeświadczenie, że jestem szczęściarą – ponieważ nic tak człowieka nie utrzymuje w sprawności intelektualnej jak kontakt z lotnym, świeżym spojrzeniem na świat, jakie oferuje młodzież. Zadziwienie światem – to sobie pożyczam od uczniów najczęściej. Niektórzy z nich to też po prostu wspaniali ludzie i zaszczytem jest dla mnie, że przez fragment ich drogi edukacyjnej mogłam im towarzyszyć. Pracując na Zaolziu mam do czynienia z niezwykłymi młodymi ludźmi. Jest to młodzież na swój sposób elitarna – kultywują polską kulturę i język, bo tego chcą. Niezwykle szanują swoich rodziców i dziadków. Jednocześnie nie chcą być postrzegani jako skansen. Doskonale się z nimi rozmawia i dyskutuje. Mają dużo autorefleksji. Uważam, że kontakt z nimi to najmilszy aspekt mojej pracy.
Czego nie lubisz w swoim zawodzie? Jakie są jego cienie? I czy coś z tych rzeczy możesz zmienić, zmieniasz?
A ile mamy czasu? Mogłabym encyklopedię napisać na ten temat. Nie lubię przydługich i przestarzałych lektur. Nie lubię pamięciowego opanowywania wiedzy. Nie wierzę w magię dyktand – nie rozumiem tego, jak udowadnianie komuś, że robi błędy, miałoby mu pomóc. Nie przepadam za przekonaniem, że każdy powinien być idealny. Skuteczny uczeń to dla mnie nie to samo, co zdolny uczeń.
W szkole nie lubię też wzajemnego podcinania sobie skrzydeł przez nauczycieli. Jeśli wyjdziesz z jakąś inicjatywą, zrobisz coś dodatkowego, to nie zawsze spotyka się to z aprobatą innych członków grona. Skoro oni nic nie robią, to ty też powinieneś nic nie robić. Zawsze myślałam, że nauczyciele, jako ludzie światli, nie powinni tak traktować czyjejś kreatywności. Rzeczywistość nauczyła mnie jednak patrzeć z obojętnością na ich skwaszone miny i robić swoje.
Gdybyś miała dać jakieś dobre rady sobie samej sprzed kilkunastu lat, kiedy zaczynałaś pracę w szkolnictwie, co by to było?
Dystans do wykonywanego zawodu jest niezbędny, tak samo jak umiejętność odcięcia się od pracy na rzecz odpoczynku. Dzięki temu wypalenie zawodowe nie atakuje tak drastycznie. Tylko że trudno taką radę wprowadzić w czyn. Ale to już inna historia.
Ambicje, plany, marzenia na najbliższy czas?
Mam ich wiele, ale nie są to górnolotne plany. W pracy tak zupełnie najprościej chciałabym każdego dnia wchodzić na zajęcia z uśmiechem, mieć czas na przygotowanie lekcji i sprawdzenie tych tysięcy wypracowań, które zadaję. Lubię też realizować w szkole swoje kabaretowo-teatralne zainteresowania i przygotowywać najróżniejsze imprezy. Nic mnie tak nie bawi jak praca z uczniami, którzy mają w sobie pasję i potrafią ją wyrażać. Chciałabym też umieć motywować uczniów do samorozwoju.
W czasie wolnym marzę o tym, by mieć chwilę na czytanie, pisanie, rozwój intelektualny. Małe i duże wycieczki oraz radość z przebywania w nowych miejscach zawsze ładują moje akumulatory. Hobbystycznie zawsze uczę się jakiegoś języka albo ćwiczę te, które już opanowałam. To daje mi szczęście.



