„Roku 1620, w dzień Popielca przy wschodzie słońca – dokładnie w tym samym dniu, w którym w Skoczowie odbywał się pogrzeb mojego pana teścia – Bóg Wszechmogący przy pięknym, jasnym niebie ukazał straszliwe znaki cudowne: oto bowiem wzeszły trzy jasne światła, niby świecące słońca, a wokół nich ogniste i krwawe kręgi. Następnie od jednego słońca do drugiego biły na krzyż prawdziwie ogniste i krwawe promienie, co trwało kilka godzin. Ponadto na środku nieba ukazała się połowa tęczy, a obok trzech wielkich słońc znów widziano dwa mniejsze, zaś przed połową tęczy znów pewien mały fragment [łuku], lecz nie tak jasny. Te dwa mniejsze słońca również nie były tak jasne jak pozostałe. Miłościwy Bóg niechaj nas wspiera dla imienia Jezusa Chrystusa. Amen.”.
Takimi słowami Jan Tilgner (1574 – po 1635), książęcy burgrabia Strumienia i Skoczowa, opisał w swoim niemieckojęzycznym dzienniku – zachowanym w Książnicy Cieszyńskiej – zjawisko, które miało się ukazać na niebie w Środę Popielcową 1620 roku. Przypadała ona wówczas 4 marca, w dniu pogrzebu teścia autora relacji, 95-letniego Jerzego Kelcza z Rymburku.
Tilgner nie tylko szczegółowo opisał zaobserwowane zjawisko, lecz także opatrzył swój zapis rysunkiem. Współczesnemu odbiorcy może on przywodzić na myśl zarówno schemat astronomiczny, jak i znane z literatury science fiction wyobrażenia obiektów pozaziemskich. Autor nakreślił bowiem kompozycję geometryczną: duży, poziomy owal, przez którego środek przebiega linia z trzema okręgami – jednym centralnym i dwoma bocznymi. Całość przecinają pionowe kreski, a nad strukturą unoszą się dwa łuki, z których niższy sprawia wrażenie promieniującego. Rysunek ten dobitnie pokazuje, jak próbowano wówczas porządkować i „zrozumieć” to, co wymykało się znanym kategoriom.
Fragmenty dziennika Jan Tilgnera. Pod artykułem znajduje się link do źródła w Śląskiej Bibliotece Cyfrowej.
Dla siedemnastowiecznego obserwatora nie było to zjawisko przyrodnicze, lecz komunikat. Można się tylko domyślać trwogi, jaką widok ten budził u ówczesnych świadków. Odczucia te wyraźnie pobrzmiewają zresztą w słowach Tilgnera, który swoją relację sformułował w duchu wręcz apokaliptycznym. Trudno się temu dziwić. Wszystko rozgrywało się w czasie, gdy porządek znanego świata chwiał się w posadach. W krajach Korony św. Wacława trwało antyhabsburskie powstanie; w 1618 roku zdetronizowanego Ferdynanda Habsburga zastąpił na tronie czeskim kalwiński władca Fryderyk V; w marcu 1619 roku zmarł cesarz Maciej; siły protestanckie i katolickie szykowały się do ostatecznej konfrontacji, a na Śląsku Cieszyńskim pojawiły się patrole lisowczyków zmierzających na Węgry. Pachniało końcem świata – przynajmniej tego, jaki znany był współczesnym.
Jan Tilgner, bywały w świecie i spotykający się z gośćmi odwiedzającymi książęcy Cieszyn, nieraz słyszeć musiał zapowiedzi zbliżającego się przełomu. O ile jednak wcześniej – zgodnie z rozpowszechnianymi manifestami religijnymi i politycznymi – spodziewano się nadejścia tysiącletniego królestwa Chrystusa na ziemi, otwierającego erę pokoju, sprawiedliwości i powszechnego szczęścia, do którego prowadzić miało objęcie władzy w chrześcijańskim świecie przez króla-reformatora, utożsamianego z Fryderykiem V, o tyle wybuch wojny, a wraz z nim szerząca się śmierć, niewyobrażalne zniszczenia, głód i epidemie, nadziejom tym położyły kres. Wojnę zaczęto postrzegać jako biblijny Armagedon, zapowiadany licznymi znakami i ostrzeżeniami od Boga, na czele z nieobserwowanymi wcześniej zjawiskami przyrodniczymi i astronomicznymi, w tym także pojawieniem się na niebie trzech słońc, odnotowywanym już od dłuższego czasu w całej Europie.
Świadczy o tym choćby „Theatrum Europeum”, najważniejsze bodaj dzieło historiograficzne XVII wieku, stanowiące monumentalną kronikę wydarzeń politycznych, militarnych i religijnych w Europie. W jego pierwszym tomie (Franckfurt 1633) czytamy: „Śmierć cesarza [Macieja] oraz następujące po niej w niemal całej Europie niepokoje nie zostały zapowiedziane jedynie przez straszliwą kometę [Wielką Kometę, obserwowaną i opisywaną m.in. przez Keplera i Galileusza], o której wcześniej tu wspominaliśmy, lecz także przez wiele innych znaków i cudów, które – jako zwiastuny przyszłej, straszliwej kary Bożej – krótko przedtem pojawiły się i ukazywały się tu i ówdzie”. Długą listę tychże znaków, wśród których znalazły się m.in. przemiana wody w krew po bitwie z Turkami na Węgrzech, pojawienie się słodkiej wody pod powierzchnią morza w okolicach La Rochelle, trzęsienie ziemi w rejonie Frankfurtu nad Menem czy tajemnicze czerwone, żółte i niebieskie znaki na murach domów w Polsce, otwarto informacją, iż… „Najpierw ukazały się trzy tęcze i trzy słońca”.
Cóż jednak owe znaki miały zwiastować? Jakkolwiek autor tego nie wyjaśnił, było dość oczywiste, że są one symbolem rozłamu w chrześcijaństwie (katolicy-luteranie-kalwini), zapowiedzią wojny, a przede wszystkim omenem śmierci monarchy. Są więc w istocie pierwszym z szeregu „Vorbotten der künfftigen grausamen Straffe Gottes” — zapowiedzi Bożej kary, jak ujął to Johann Philipp Abelin, autor tekstów zamieszczonych w pierwszym tomie „Theatrum Europeum”.
Czy, kiedy i gdzie zjawisko to na własne oczy ujrzał Jan Tilgner, nie jest pewne. Nieznane są tymczasem inne źródła, w których odnotowano by wystąpienie trzech słońc na Śląsku Cieszyńskim. Co więcej, autor dziennika miał pewne kłopoty z datacją owego wydarzenia. Jak bowiem pierwotnie zauważył, pogrzeb jego zmarłego 21 stycznia teścia odbyć się miał 10 marca i wtedy też na niebie dało się zauważyć owo niepokojące zjawisko. Nie napisał jednak, gdzie je zaobserwowano, po czym wskazaną datę pogrzebu wykreślił, na marginesie wyjaśniając, że pogrzeb miał miejsce w Środę Popielcową, która w 1620 r. – według wskazań kalendarza – przypadła na 4 marca.
Gdyby autor chciał jedynie ubarwić swój pamiętnik opisem cudownego zjawiska, wiedzy na jego temat nie musiał czerpać z autopsji. W tym czasie w obiegu było już co najmniej kilka publikacji, najczęściej mających formę druków ulotnych, szczegółowo opisujących pojawienie się na niebie trzech słońc w kilku europejskich miastach. W samych tylko latach 1618–1619 miały być one obserwowane w Pradze, Wiedniu, Augsburgu, Lipsku i Krakowie. Tymczasem już w 1580 r. w Strasburgu ukazał się niewielki druczek zatytułowany „Newe Zeittung, Beschreibung des grossen Wunderzeichens, welches den XIII. Jenner dikses 1580. Jars, am Himmel gesehen ist worden, Von den drey Sonnen und drey Regenbogen…” (Nowe doniesienie. Opis wielkiego cudownego znaku, który 13 stycznia tego 1580 roku był widziany na niebie, o trzech słońcach i trzech tęczach…), w którym odnotowano: „Najpierw na wysokim niebie ukazały się znaki: widziano trzy słońca stojące oddzielnie obok siebie. Nad nimi widoczne były trzy jasne tęcze, jedna nad drugą, tak że ich blask się wzajemnie przenikał. Ponad nimi ukazał się Syn Boży z rozpostartymi ramionami; w prawej ręce trzymał wielką, związaną rózgę, a w lewej obnażony, ostry miecz. Po prawej stronie jaśniał obłoczek jasny jak słońce, po lewej zaś czarna, ciemna chmura, z której wydobywał się straszny dym i para. Widziało to wielu ludzi nie tylko w Rzymie, ale i w wielu innych krajach, lecz szybko o tym zapomniano i zlekceważono to, a ludzie stali się jeszcze gorsi i bardziej zatwardziali, podobnie jak w czasach zburzenia Jerozolimy”. Cyfrowe kopie owego druku odnaleźć można obecnie m.in. w Staatsbibliothek zu Berlin.
Druk z 1580 r. Nowe doniesienie. Opis wielkiego cudownego znaku, który 13 stycznia tego 1580 roku był widziany na niebie, o trzech słońcach i trzech tęczach…
Biblioteka Cyfrowa Uniwersytetu Łódzkiego udostępnia z kolei zdigitalizowaną wersję wydanego w 1615 r. w Szczecinie dziełka Dawida Herliciusa zatytułowanego „Kurtze, Natürliche vnd Historische Wiederholung, Von den Pareliis oder dreyen Sonnen, so in diesem 1615. Jahr zu Eysenach, Franckfurt am Meyn, Nürmberg den 22. Martii, Wie auch zu Alten Stettin vnd andern örtern mehr den 30. Augusti etlicher massen sind gesehen worden” (Krótkie, przyrodnicze i historyczne powtórzenie o Pareliis albo trzech słońcach, które w obecnym 1615 roku były widziane: w Eisenach, Frankfurcie nad Menem i Norymberdze dnia 22 marca, jak również w Szczecinie i w wielu innych miejscach dnia 30 sierpnia). Tam również można znaleźć szczegółowy opis ukazania się na niebie trzech słońc, a ich schematyczne wyobrażenie znalazło się na stronie tytułowej druku.
Fragmenty dziełka Dawida Herliciusa „Krótkie, przyrodnicze i historyczne powtórzenie o Pareliis albo trzech słońcach, które w obecnym 1615 roku były widziane: w Eisenach, Frankfurcie nad Menem i Norymberdze dnia 22 marca, jak również w Szczecinie i w wielu innych miejscach dnia 30 sierpnia”
Częstotliwość występowania owego zjawiska, a także towarzyszące mu obawy o przyszłość, musiały być już na tyle duże, iż znany kalwiński teolog Jan Jerzy Gross, notabene uczeń wywodzącego się z Opawy Amanda Polana, zdecydował się objaśnić owo zjawisko na gruncie teologicznym i w 1622 r. w Bazylei wydał: „Christliche Predigt, Von dreyen Sonnen, welche des 5. Hornung des 1622 Jahrs, fürnemlich zu Basel umb Mittag, in einen Regenbogen gesehen worden” (Chrześcijańskie kazanie o trzech słońcach, które dnia 5 lutego roku 1622, głównie w Bazylei około południa, były widziane wewnątrz tęczy), w którym wezwał wiernych do poprawy, widząc w obserwowanym zjawisku widomy znak nadchodzących tragedii.
Jan Jerzy Gross – Chrześcijańskie kazanie o trzech słońcach, które dnia 5 lutego roku 1622, głównie w Bazylei około południa, były widziane wewnątrz tęczy – autor wezwał wiernych do poprawy, widząc w obserwowanym zjawisku widomy znak nadchodzących tragedii.
Jan Tilgner nie musiałby więc na własne oczy oglądać jaśniejących na niebie trzech słońc, by opisać owo zjawisko i poczuć głęboki lęk przed wydarzeniami, jakie wydawało się ono zwiastować. Zważywszy na to, co już wkrótce miało się wydarzyć, modlitewne westchnienie, którym swoją relację zakończył, było całkowicie naturalne. Tragedie, jakie w ciągu trzech wojennych dekad stały się udziałem samego Jana Tilgnera, jego rodziny i wreszcie całego księstwa cieszyńskiego, zdają się wszak potwierdzać zasadność obaw wywołanych widzianymi na niebie znakami. Czy faktycznie miały one jednak nadprzyrodzoną naturę?
Trzy słońca, które ukazały się skoczowskiemu burgrabiemu i jego współczesnym, obserwowane są także obecnie, ale nie wzbudzają już niepokoju. Liczne i efektowne fotografie przedstawiające to zjawisko łatwo znaleźć w sieci. Obrazują one wszechstronnie przeanalizowaną i objaśnioną osobliwość, a mianowicie słoneczne halo, którego jedną z postaci jest parhelium (tzw. słońca poboczne, mock suns). To fascynujące zjawisko objawia się jako barwne plamy światła towarzyszące Słońcu, często wpisane w świetlisty pierścień zwany halo. Za ten podniebny spektakl odpowiadają miliony mikroskopijnych, sześciokątnych kryształków lodu unoszących się w wysokich chmurach; gdy ustawiają się one pionowo, załamują promienie słoneczne w taki sposób, że tworzą iluzję obecności „dodatkowych” słońc na nieboskłonie.
Czy oznacza to jednak, że współcześnie nie mamy powodu do niepokoju o przyszłość naszego świata? Takie pytanie zadaje sobie pewnie wielu z nas, zwłaszcza u progu nowego roku. Ludzka natura pozostaje wszak niezmienna i wbrew pozorom nieustannego postępu zło, podobnie jak przed wiekami, wciąż zagraża światu.
Zapowiedzi tego, co nas czeka, nie musimy już jednak poszukiwać w nadprzyrodzonych znakach czy niewyjaśnionych zjawiskach atmosferycznych. Odnajdziemy je raczej w uważnej analizie cywilizacyjnych i kulturowych przemian, procesów społecznych i decyzji politycznych, a przede wszystkim w utrwalonych na kartach ksiąg doświadczeniach minionych pokoleń, które gromadzimy i udostępniamy w Książnicy Cieszyńskiej. To właśnie w tych źródłach odnajdujemy najpewniejszy punkt odniesienia na niepewne czasy…
Autor: Krzysztof Szelong
Źródła w bibliotekach cyfrowych:
Książnica Cieszyńska:
Od redakcji Kocham Cieszyn:
Artykuł pierwotnie ukazał się na profilu Facebookowym Książnicy Cieszyńskiej oraz zostanie opublikowany drukiem w „Wiadomościach Ratuszowych”. Spodobał nam się wybitnie — za treść, kontekst i sposób opowiadania historii – dlatego, w porozumieniu z Książnicą Cieszyńską, publikujemy go również na naszym portalu. Artykuł został przez nas wzbogacony o fotografie i dodatkowe materiały graficzne, które pozwalają jeszcze lepiej przyjrzeć się opisywanemu zjawisku.



















