Skip to main content

Kino na Granicy to taki czas, który jeszcze od czasów liceum, od moich pierwszych zetknięć z festiwalem, kojarzy mi się z zatrzymaniem i totalnym zanurzeniem w magii kina. W tej chwili, kiedy jestem tylko ja i świat wymyślony przez reżysera. Moment, w którym, nie spiesząc się, mogę dać się ponieść interpretacjom, wizjom, wyobrażeniom. Taki kinowy slow life w małym miasteczku nad rzeką.

Nie przypadkiem podczas tegorocznej edycji festiwalu wybrałam się na film Joachima Triera „Wartość sentymentalna”. Specjalnie nie czytałam wcześniej żadnych recenzji, nie słuchałam żadnych podcastów, na nic się nie nastawiałam. Wiedziałam jednak, podskórnie przeczuwałam, że będzie to coś wielkiego. Nie zawiodłam się.

Podróż przez „Wartość sentymentalną” to podróż przez liczne motywy i symbole, wielokrotnie używane w dziełach znanych filmowców, jednak nie tracące nic ze swej aktualności i głębi. Może dlatego, że są na wskroś ludzkie? Dzieje się tak również za sprawą wspaniałych kreacji aktorskich w wykonaniu Renate Reinsve (grającej Norę), Ingi Ibsdotter Lilleaas (Agnes) oraz Stellana Skarsgårda (w roli Gustava Borga).

Opowieść zaczyna się od domu. To on stanowi ramę i sens życia bohaterów, wokół niego i niejako przez niego toczą się ich losy. Wypracowanie, które Nora, jedna z sióstr, głównych bohaterek, napisała w szóstej klasie, opisuje dom jako niemal żyjący organizm, wypełniony różnymi odgłosami jego domowników. Czasami jest to śmiech, innym razem rozmowy, kłótnie, lecz najgorszym z nich jest cisza. Taka cisza nastaje wraz z rozwodem rodziców i odejściem ojca. Widzimy też wyraźnie pęknięcie w ścianie domu, które było tam zawsze, stanowi jakby wrodzoną wadę konstrukcyjną budynku. Tak samo, czego dowiadujemy się już wkrótce w kolejnych scenach, pęknięta jest rodzina Borgów – bohaterów tego filmu.

Rodzina to motyw tak powszechnie zgłębiany i analizowany w sztuce w ogóle, iż mogłoby się wydawać, że nie pozostawia już wiele pola do interpretacji. Jednak z każdą kolejną historią możemy się doszukiwać nowych znaczeń lub reinterpretacji tych już dobrze znanych, w zależności od tego, w jakim miejscu w życiu my sami aktualnie się znajdujemy.

Borgowie pokazują nam, jak walczą ze sobą dwie siły w rodzinie: bliskość i niewypowiedziane cierpienie. Z jednej strony widzimy niezwykle zżytą i ciepłą relację sióstr: Nory i Agnes, które prowadzą szczere rozmowy i realnie troszczą się o siebie. Z drugiej obserwujemy dystans, żal i wzajemne pretensje, które narastają pomiędzy starszą z sióstr, Norą, i jej ojcem Gustavem. Nora, możemy przypuszczać, że słusznie, nie potrafi wybaczyć ojcu jego odejścia w czasie, kiedy obie z siostrą były małymi dziewczynkami. Ta rana jest w niej wciąż żywa i bolesna. Ojciec zaś, mając świadomość krzywdy, jaką wyrządził swoim córkom, nie potrafi znaleźć słów zadośćuczynienia. Zamiast tego pisze scenariusz filmowy z główną rolą dedykowaną Norze. To jego środek wyrazu, by nie tylko odnaleźć u córki przebaczenie i pojednanie, ale także by powiedzieć, że mimo wielu straconych lat zna ją, widzi i rozumie. Bowiem, jak sam przyznaje w jednej ze scen, ich dusze są tak samo wrażliwe, są do siebie bardzo podobni. Nora początkowo nie zgadza się zagrać w filmie ojca, jednak ostatecznie widzimy ją w finałowej scenie wcielającą się w postać inspirowaną matką Gustava, swoją babcią. Scena ta kończy się bardzo wymownie. Nora i Gustav po zakończeniu ostatniego ujęcia nie rozmawiają ze sobą. Widoczne jest tylko ogromne wzruszenie po obu stronach. Ojciec i córka uśmiechają się do siebie tak, jakby ten delikatny gest był ich momentem pojednania i przebaczenia. Albo przynajmniej początkiem odnajdywania drogi do siebie nawzajem.

W rodzinie Borgów pracuje też mocno motyw traumy transgeneracyjnej, inaczej zwanej genetyką cierpienia. To cierpienie jest mocno powiązane z budynkiem domu. To w nim przed wieloma laty matka Gustava popełniła samobójstwo. Nie znamy konkretnych powodów, ale możemy wnioskować, iż była to konsekwencja pobytu w obozie koncentracyjnym oraz licznych tortur, którym była poddawana w trakcie wojny. Dowiadujemy się o jej losie dzięki Agnes, która z zawodu jest historyczką i zgłębia historię swojej babki, co pozwala nam również sądzić, że dzięki temu jest ona w stanie w jakiś sposób zrozumieć swojego ojca, być może nawet trochę go rozgrzeszyć z decyzji o opuszczeniu swojej rodziny, skoro sam, jako mały chłopiec, doświadczył porzucenia przez najbliższą mu osobę – swoją mamę.

Agnes, młodsza z sióstr, jest przedstawiona jako ta bardziej racjonalna, mocniej stąpająca po ziemi. Założyła rodzinę, jest oddaną i kochającą matką i żoną. W kilku scenach widzimy, że jej relacja z mężem jest stabilna, oparta na zaufaniu. Agnes wiele bolesnych wątków związanych z historią rodziny racjonalizuje, co pozwala jej nie dać ponieść się emocjom. Dopiero we wzruszającej scenie, w której przynosi siostrze scenariusz ojca i prosi o przeczytanie na głos fragmentu o Norze widzimy, jak język sztuki Gustava otwiera w niej nowe, zablokowane emocje. Od tej pory nie musi już sobie wszystkiego tłumaczyć.

Nora zdecydowanie gorzej (a może po prostu na swój sposób?) radzi sobie z ponowną obecnością ojca w swoim życiu i konsekwencjami jego odejścia sprzed 20 lat. Wiemy, że ma za sobą próbę samobójczą, nie była w stanie stworzyć do tej pory trwałej relacji z mężczyzną, romansuje z żonatym kolegą z pracy, miewa ataki paniki. Również jej praca aktorki teatralnej pokazuje nam, że zamiast konfrontacji z życiem wybiera raczej ucieczkę od niego, przybiera różne role, by tylko nie poczuć, kim jest naprawdę. Jak się dowiadujemy, wynika to po części z tego, że to ona przejęła opiekę nad młodszą siostrą, kiedy ojciec odszedł, a mama przeżywała głęboki kryzys. W jednej z rozmów widzimy, jak Agnes uświadamia Norze, że nie jest tak „popieprzona”, jak uważa, że jest zdolna kochać i troszczyć się o innych, bo właśnie te cechy okazała siostrze, opiekując się nią w dzieciństwie. Jest to jeden z przełomowych momentów w całym filmie, po którym Nora decyduje się jednak przeczytać scenariusz ojca z rolą napisaną dla niej i, jak już wiemy, postanawia zagrać w filmie Gustava.

Sztuka staje się drogą do nawiązania i podtrzymania relacji w rodzinie nie tylko na osi Nora-Gustav. Dla samego ojca jest to tak naprawdę jedyny język, jaki umożliwia mu komunikowanie swoich uczuć. Dzięki filmowi, który chce nakręcić, jest w stanie zmierzyć się ze swoją własną, niezwykle trudną historią bycia porzuconym przez matkę. To jego autoterapia.

Jego filmowa pasja pozwala mu także być blisko swojego wnuka, syna Agnes, z którym nagrywa krótkie filmiki ze wspólnie spędzonych chwil i którego również angażuje do swojego filmu, by zagrał jego samego jako małego chłopca. Widzimy też, jak pojawia się na urodzinach wnuka, przynosząc mu w prezencie filmy na DVD, wśród nich np. „Pianistkę” Hanekego. Gustav nie jest wylewny, być może nawet nie potrafi otwarcie rozmawiać na trudne tematy. Kiedy próbuje nagrać wiadomość głosową dla Nory, w jego telefonie nagle rozładowuje się bateria. Tak jakby mówienie nie było mu pisane. Staje się to jasne w obliczu znanej sentencji Triera: „Czasem zrobienie czegoś razem, jak rodzina, ma większą wartość niż głęboka rozmowa, która miałaby wszystko wyjaśnić.”

Paradoksalnie i jakby w kontraście do postaci Gustava, tym właśnie zajmowała się matka sióstr, nieobecna w tym filmie (otwiera go scena jej pogrzebu) – rozmawianiem, bowiem pracowała jako terapeutka, która przyjmowała swoich pacjentów w domu. Nora często podsłuchiwała jej rozmowy przez piecyk zainstalowany w dziecięcym pokoju. Wydawać by się mogło, że Trier celowo trochę deprecjonuje znaczenie głębokich rozmów terapeutycznych na rzecz tego, co można znaleźć w gestach, spojrzeniach lub wspólnych aktywnościach. Pokazuje widzowi, że życie i jego zawiłości nie zawsze muszą być „przegadane”, by zostały „przerobione”, że użyję tutaj żargonu terapeutów. Czasami musimy po prostu zaryzykować ponowne zaufanie, by utracone więzi mogły się odbudować.

Czym jest więc tytułowa wartość sentymentalna w filmie Triera?

Czy jest nią dom sam w sobie? Świadek losów rodziny Borgów, który widział i zniósł tak wiele trudnych, ale i szczęśliwych chwil?

A może różne przedmioty? Pamiątki po matce, które Agnes porządkuje i pakuje po jej pogrzebie? Stary wazon, notatniki, fotel, na którym siadali pacjenci mamy, zanurzając się w niekończących się rozmowach o swoich życiowych traumach?

Być może wspomnienia sióstr z ich dzieciństwa, szczególnie to, w którym widzimy małą Agnes grającą w filmie taty – przeżycie, o którym mówi, że jest jej najpiękniejszym wspomnieniem wspólnego czasu, w którym czuła się naprawdę dostrzeżona przez ojca.

Bez względu na to, co przykuje naszą uwagę najbardziej, tym, co dla mnie osobiście najmocniej wybrzmiewa w tym filmie, jest prosta prawda, do której chyba dojrzewamy z wiekiem: rodzina jest jak żywy organizm, nie jest jakimś oderwanym konstruktem społecznym. Zmienia się, przechodzi różne momenty, czasami jest źródłem dotkliwego cierpienia emocjonalnego, a czasami sentymentalnych wspomnień chwil, które już nie powrócą, ale które na stałe zapisały się w naszej pamięci i w dużym stopniu nas ukształtowały. To przestrzeń, o którą warto zawalczyć, mimo, że jest to wysiłek niełatwy, czasami trwający całe życie.

Obrazek w nagłówku wpisu przedstawia fragment plakatu do filmu autorstwa reelstore.