Skip to main content

W gorące czerwcowe popołudnie zawitałem na ulicę Srebrną 1, by porozmawiać z Pauliną Adamską oraz Łucją Cieślar o ich pasji i pracy. Serfenta, zajmująca się szeroko pojętym plecionkarstwem, przeszła ekonomizację, czyli dostosowała się do warunków rynkowych. W ramach tego procesu stworzono Innowacyjny Model Rewitalizacji Rzemiosła, dzięki któremu stowarzyszenie jest w stanie utrzymywać się ze swojej działalności gospodarczej. Moje rozmówczynie pytam o rzemiosło, jego miejsce we współczesnym świecie i realia pracy w duchu łączenia biznesu z dziedzictwem kultury.

Czym jest Serfenta?

Paulina Adamska: To przede wszystkim nasze miejsce pracy. Kiedyś nasza organizacja aplikowała o granty, ale teraz jesteśmy o wiele bardziej niezależne, co wynika z naszej świadomej decyzji. Utrzymujemy Serfentę jako stowarzyszenie i spółkę tworząc pełnoetatowe miejsca pracy dla nas, ale także naszego zespołu. To pozwala nam działać w Cieszynie jako przedsiębiorstwo.

Łucja Cieślar: Doszłyśmy do wniosku, że potrzebujemy znaleźć styk z rynkiem. Dawniej byłyśmy przekonane, że będzie to wyrób przeznaczony na sprzedaż, ale w toku ekonomizacji postawiłyśmy bardziej na usługi – doświadczenie rzemiosła. W ten sposób dalej pracujemy w obszarze dziedzictwa kultury, ale jednocześnie oferujemy warsztaty plecionkarskie, mentoring, autorskie lekcje, doradztwo biznesowe. Często pada pytanie, czy współcześnie można żyć z rzemiosła. My żyjemy z rzemiosła, nie sprzedając wyłącznie samych produktów.

fot. Lucyna Gajda

fot. Michelle Altaner-Frat

A czy nie obawiacie się, że to urynkowienie może być zagrożeniem dla waszych wartości?

Ł.C.: Częścią naszego modelu, opracowanego razem z Urszulą Szwed, jest bazowanie na wiedzy i umiejętnościach przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Jako stowarzyszenie co roku przedstawiamy sprawozdania, gdzie wykazujemy, że cały czas zajmujemy się ideą, która za nami stoi.

P.A.: Same także jesteśmy strażniczkami wartości, bo bardzo się z nimi utożsamiamy. Ważne jest dla nas dziedzictwo kultury, o którym mówimy. Chcemy też być na rynku żeby sprawdzić, na ile przydatna i potrzebna społecznie jest nasza działalność. Wiemy, jak to jest funkcjonować przez granty, a teraz możemy działać bezpośrednio z klientem, który na bieżąco weryfikuje naszą ofertę. Zupełnie inaczej się pracuje, gdy od razu dostajesz wiadomość zwrotną od osoby kupującej usługę. Mam też wrażenie, że mnie takie podejście bardzo rozwija jako człowieka i przyznam szczerze, że dobrze mi jest w tej nowej perspektywie.

Ł.C.: Są firmy, które dopiero muszą sobie zbudować tę warstwę wartości. U nas jest na odwrót: wartości były najpierw i to na ich bazie wyłuskujemy obszary, które mogą być usługami. Dzięki temu nasza działalność jest od początku pełna sensu.

P.A. Nie musimy go szukać, a jedynie połączyć z tym, co aktualnie jest potrzebne współczesnemu człowiekowi. Zamiast sprzedawać kosze, my pokazujemy, co rzemiosło może nam dawać dzisiaj – odpoczynek, integrację, czas spędzony z przyjaciółmi.

fot. Krzysiek Puda

Medal Europa Nostra, fot. Krzysiek Puda

Czy myślicie, że Wasz model może być odpowiedzią na współczesne problemy i niepokoje?

Ł.C.: Tak, myślę, że to może być odpowiedź. Stworzyłyśmy model rozwiązań oparty na dziedzictwie kultury dla NGO-sów, miast czy regionów. Teraz odczuwamy trend, gdzie poszczególne obszary zauważają, że są wyjątkowe i posiadają swoje własne zasoby kulturowe, wokół których można zacząć się promować, przyciągać do siebie turystów czy nawet pracowników. Nasz model jest na tyle uniwersalny, że możesz go wpuścić w inny rodzaj dziedzictwa kulturowego i na tej bazie wypracować swoje rozwiązania

P.A.: Myślę, że jesteśmy teraz w punkcie zwrotnym. Bardzo uciekliśmy od świata natury, wytwórczości ręcznej, w ogóle bycia offline w stronę rzeczywistości cyfrowej. Oczywiście te światy mogą istnieć równolegle, ale jednak coraz częściej zauważamy, że komputer to nie wszystko. Pandemia też to pokazała. Ludzie mówili nam, że zaraz oszaleją sami w domu i muszą coś ze sobą zrobić, uzyskać jakiś wentyl dla głowy. To właśnie udowodniło, że my wciąż potrzebujemy takiej aktywności, również po to, żeby wesprzeć naszą psychikę.

Ł.C.: Praca manualna przez swoją rytmiczność czy nawet mantryczność zatrzymuje nas przy tu i teraz. To jest też bardzo zdrowe dla umysłu, koncentracji i uważności. Dużo tych aspektów zbadałyśmy. Często o nich mówimy, bo to jest ważne w dzisiejszym świecie. Bardzo istotny jest aspekt wspólnoty i współpracy. Widzimy, że w trakcie warsztatów zachodzą takie interakcje między ludźmi, które pozwalają im się wewnętrznie poznać, a przy tym zintegrować z innymi.

Lekcja rzemiosła i przedsiębiorczości – matematyka dla szkół podstawowych

Warsztaty Hawaje, Guam

A jak z podziałem płciowym waszych uczestniczek i uczestników?

ŁC.: Nasze rzemiosło jest bardzo równościowe. Mistrzami są i kobiety, i mężczyźni. Dawniej było tak, że ktoś specjalizował się w jakimś materiale albo wykonywał tylko część pracy. Na przykład to mężczyzna konstruował ramę, a kobieta wyplatała element, który wymagał więcej zręczności, a mniej siły. Teraz mamy dużo przykładów pokazujących, że obie płcie się tym zajmują i to jest świetne.

P.A.: Na pewno kobietom łatwiej jest dołączać do takich grup warsztatowych, ale ten świat nie jest zamknięty na mężczyzn. Myślę, że to pewien trwający proces i oni też będą coraz częściej korzystać z tego typu oferty.

Tłumy przed siedzibą Serfenty podczas Kocia Szajka Fest

Serfenta nagrodzona w Jeonju za promocję niematerialnego dziedzictwa kulturowego z naciskiem na zrównoważony biznes. Fot. Sam Kim

Jakie osoby najczęściej do was przychodzą?

P.A.: Powiedziałabym, że najczęściej są to kobiety w wieku około czterdziestu lat, które chciałyby się jakoś doszkolić. Oczywiście bywają też seniorki, które przychodzą ze względu na swój wolny czas i pasję, ale najbardziej zmotywowane osoby to te, które jeszcze pracują zawodowo, ale szukają u nas czegoś nowego dla siebie. Część z nich chce zdobyć umiejętności, które mogłyby być dla nich alternatywą zawodową, jak na przykład florystki, osoby prowadzące jakieś warsztaty czy edukatorki.

Ł.C.: Dużo jest też osób, które chcą po prostu odpocząć i szukają warsztatów dla siebie. W Polsce zazwyczaj zajęcia z plecionkarstwa są długofalowe, a my dajemy możliwość zrobienia pierwszego kroku, żeby każdy mógł przyjść i sprawdzić czy taka aktywność mu odpowiada. Przychodzą do nas też miksy rodzinne i wielopokoleniowe po to, żeby móc porozmawiać ze sobą przy ciekawym zajęciu.

Badania etnograficzne Serfenty, Mistrz Jan Zogata, fot. Rafał Soliński

Craft Experience – warsztaty w pracowni Serfenty. fot. Michelle Altaner-Frat

A czy czujecie jakąś szczególną relację z Cieszynem?

Ł.C.: Przez długi okres naszej działalności głównie wyjeżdżałyśmy z Cieszyna, a teraz tutaj mamy swoje gniazdo i chcemy przyciągać do niego ludzi. W związku z tym przyjeżdżają do nas goście z bardzo różnych stron, nawet tak odległych jak USA, Kanada czy Australia. Oni są oczywiście różni, ale często łączy ich wątek polskiego pochodzenia i poszukiwania swoich korzeni. Nie zawsze Cieszyn jest ich głównym celem, ale chcąc doświadczyć polskiego rzemiosła, tak planują swoją podróż, żeby zahaczyć też i o nas.

P.A.: To daje nam ogromne poczucie dumy z naszej pracy. Jeśli ktoś przyjeżdża motywowany poszukiwaniem swoich korzeni, to jest to zupełnie inna historia i inna relacja, Komuś takiemu często mocno zależy na poszerzonym zrozumieniu tego, co tu robimy. Można wręcz powiedzieć, że często wprowadzamy takich ludzi do świata polskości.

Wizyta rzemieślnicza dla gości projektu GPS, Jaworzynka, Na Grapie, Niemcy, Polska, Słowacja – nowa droga edukacji w zakresie plecionkarstwa

Wizyta rzemieślnicza dla gości projektu GPS, Jaworzynka, Na Grapie, Niemcy, Polska, Słowacja – nowa droga edukacji w zakresie plecionkarstwa

A co z artystami?

Ł.C.: Mamy kontakty z ASP w Katowicach czy School of Form w Warszawie. Przyjeżdżają też do nas pojedynczy projektanci, projektantki czy studenci i studentki, bo są zainteresowani samym materiałem. U nas uzyskują wiedzę, a potem mogą eksperymentować.

P.A.: Z tym wątkiem artystycznym kojarzy mi się też jedna wzruszająca historia. Podeszła do nas ostatnio dziewczyna, która jako studentka w School of Form uczestniczyła w warsztatach z Łucją i dzięki nim zapałała miłością do naszego rzemiosła. Okazało się, że jej dziadek wyplatał kosze z korzeni sosnowych. Ten materiał jest unikatowy i ciężko znaleźć mistrza, który byłby w stanie poprowadzić taką osobę. Ona była na tyle zdeterminowana, że znalazła sobie nauczyciela i razem ze swoją mamą zaczęły się uczyć od rzemieślnika z Kaszub. Byłam pod wrażeniem, że młody człowiek, który może przecież zająć się milionem różnych innych rzeczy, jednak sięga do tradycji. To jest piękne.

Paulina Adamska, Urszula Szwed, Łucja Cieślar. fot. Katarzyna Skupny

Czy plecionkarstwo nadal jest aktualne?

Ł.C.: Teraz udało się je wpisać na światową listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO. Żeby do tego doszło, trzeba było udowodnić, że to rzemiosło żyje. Mamy poczucie, że od lat pracujemy właśnie nad tym, żeby ono nadal funkcjonowało i nie stało się tylko elementem skansenu.

P.A.: To jest żywa tradycja. My czujemy, że w jakiś sposób wzięłyśmy ją w swoje ręce. Część z tych mistrzów, których poznałyśmy na samym początku, już odeszło. Chcemy być spadkobierczyniami po tych wspaniałych rzemieślnikach. Nauczamy właśnie tych umiejętności, które człowiek kultywuje od setek i tysięcy lat. Tego nie da się nauczyć z książki – ktoś musi dać ci posłuchać szelestu słomy, trzasku rogożyny, pokazać materiał. My mamy to szczęście, że te umiejętności posiadamy, przekazujemy je dalej i możemy czuć się mistrzyniami. To też jest piękne, że osoby, które do nas przyjeżdżają, tę wiedzę mogą kultywować dalej w swoich społecznościach.

Ł.C.: My nie mówimy o plecionkarstwie na zasadzie „ratuj, bo to jest ginące rzemiosło”, tylko „ej, to jest fajne, to ci się przyda, bierz to od nas dalej w świat!”.

Przeczytaj również: