Na czele szła motylarnia a pochód tradycyjnie zamykał djobeł. Traktory były przyozdobione kwieciem, bibułą oraz bardziej lub mniej dowcipnymi hasłami („Piwo w dzień upalny wzmaga popęd seksualny”). Był na wozie chłop przebrany za babę, regionalny śpiew estrady Równica mieszał się z „Hej sokoły” puszczanym z głośników na ciągniku, były konie i ptaki drapieżne z Leśnego Parku Niespodzianek oraz orkiestra dęta odziana na galowo. W celu zdobycia dobrego miejsca obserwacyjnego wzdłuż trasy parady należało ustawić się zawczasu, a zaparkowanie w centrum Ustronia wymagało nadludzkiego zaparcia i sprytu.
Tak, było przaśnie i było disco polo. Nikt nie narzekał. Głosy krytyki, jeśli już się pojawiały, to dotyczyły udziału zwierząt w głośnym korowodzie, czy ewentualnie klasycznego „Kiedyś były lepsze, kiedyś były większe”.
Pochód gminno-powiatowych dożynek 2026, wbrew starszej tradycji, odbywał się w tym roku w sobotę zamiast w niedzielę. Zmiana ta jest wynikiem odwiecznego przeciągania liny w trójkącie ratusz-parafia-Stowarzyszenie „Ustrońskie dożynki”. Zdecydowana większość mieszkańców ze zmiany terminu zadowolona jest z przyczyn prozaicznych: „Sklepy otwarte”, „Można się normalnie pobawić i wyspać na następny dzień” czy „W poniedziałek będę miał w firmie pracowników, a jak były w niedzielę, to wszyscy zgłaszali chorobowe”. Odosobniona w swej opinii Ustronioczka żaliła się, że „W sobotę jednak ludzie załatwiają inne sprawy i nastrój jest mniej odświętny”.
Dożynki są super, od małego wiemy o tym wszyscy. 22 sierpnia w Ustroniu próbowałem dowiedzieć się, dlaczego właściwie tak je kochamy. Teoretycznie proste pytanie okazało się jednak nieoczywiste, a nawet nie na miejscu. Jedynie dzieci nie miały z nim problemu: „To święto, a ja lubię wszystkie święta”, „Sypią cukierkami!”, „Traktory!”, „Straż leje wodą!”, „Traktory!”… Dorośli uczestnicy uroczystości, zapytani o to samo, patrzeli zdziwieni na siebie, a dziwnie na mnie: „Nie wiem… bo to jest nasza tradycja?”, „Bo chodzimy od zawsze”, „No… maszyny rolnicze!”
Po dłuższym namyśle, introspekcji i racjonalizacji, niektórzy dodawali coś o: „budowaniu poczucia wspólnoty lokalnej społeczności” (lub i prościej „spotykaniu znajomych twarzy”), „okazywaniu wdzięczności rolnikom w czasach, gdy bezpieczeństwo żywnościowe jest coraz mniej oczywiste”, a także „pokazywaniu lufciorzóm naszej kultury” i oczywiście „okazji do imprezy”.
Cóż, tradycja jest wartością samą w sobie i być może nie trzeba dywagować nad tym na siłę. Powiedzmy to sobie wprost i bez wstydu: w większości dożynki lubimy nie zastanawiając się nad tym. Stąd i podejrzliwe spojrzenia przepytanych – bo spytać: „dlaczego lubimy dożynki” to trochę jak spytać: „dlaczego kochasz swoją mamę?”. Kochamy je, bo tak. No i bo są nasze.



