Skip to main content

Dzisiejsza perspektywa

Przechadzając się po przepięknym cieszyńskim rynku czy też po ulicy Głębokiej w stronę ikonicznego wręcz Wzgórza Zamkowego, często zapomina się o miejscu, które przez wiele lat wspierało nie tylko gospodarkę tego regionu, ale też lokalną kulturę i tożsamość. Czas na ulicy Przykopa, stanowiącej główną część Cieszyńskiej Wenecji, płynie nieubłaganie i zmienia ją na naszych oczach. Jednak czy na dobre?

Obecnie, stawiając kroki na ułożonej tam brukowej kostce, do naszych uszu dociera szum płynącej z wolna Młynówki, a z otwartych okien słychać dźwięki rozmów i programów telewizyjnych. Zapach tego miejsca można natomiast określić jako nostalgiczny, zabytkowy – za sprawą wilgoci oraz wiekowego drewna, którego tu pod dostatkiem.

Odrobina kontekstu historycznego

Sama Młynówka od wieków stanowiła płynne serce ulicy Przykopa. Już w planach miasta z XVIII wieku można zauważyć ciek, który umiejscowieniem przypominał obecny bieg strumyka. To wokół niej swoje warsztaty zakładali rzemieślnicy, a jej nurt zasilał miejskie młyny. To z kolei stanowiło okazję dla kolejnych ludzi, aby mogli znaleźć swoje miejsce i założyć dom pod murami miasta.

Historia to jednak nie tylko dawne, praktycznie zapomniane przez mieszkańców czasy, których świadkowie już dawno odeszli, pozostawiając po sobie jedynie strzępki wiedzy spisanej w dokumentach i gazetach. To też opowieści naszych przodków – tych, z którymi dane nam jest porozmawiać przy kawie.

W roku 1945 Młynówka przestała płynąć. Spowodowane było to awarią sprzętu w oczyszczalni, co doprowadziło do zaprzestania generowania energii elektrycznej oraz do zatrzymania od dawna działających młynów.

Zagłębiając się w informacje o tym „ukrytym” zakątku miasta, ciężko nie odnieść wrażenia, że tym razem zatrzymuje się tutaj coś innego – z perspektywy tego tekstu ważniejszego niż tylko nurt kanału.

Zatrzymanie kulturalnego nurtu

Obecnie nie zatrzymuje się jednak strumień. Żeby ustalić, co dokładnie dzieje się pod dawnymi murami miasta, udałem się w to miejsce, aby na własne oczy zobaczyć je nie takim, jakim zapisane było w moich wspomnieniach z młodszych lat. Zamiast samodzielnie, z perspektywy kogoś z zewnątrz określać obecny stan rzeczy, postanowiłem sięgnąć po wizję kogoś, kto przez długie lata obserwował zmiany zachodzące w tym środowisku.

Kiedy dowiedziałem się, że ulokowana dotąd przy ulicy Przykopa 20 Świetlica Krytyki Politycznej po kilkunastu latach zamyka się, w mojej głowie pojawiło się pytanie: W jaką stronę zmierza Cieszyn? Ile debat, warsztatów, spotkań autorskich i unikalnych aktywności zawdzięczamy temu wyjątkowemu miejscu? Miejscu, w którym dorośli, ale też dzieci i młodzież, mogli nie tylko konsumować kulturę, ale też brać czynny udział w jej tworzeniu – choćby za sprawą legendarnego już Teatru Młynówka.

Świetlica Krytyki Politycznej działała w Cieszynie od 2009 roku. Na przełomie lat 2016–2017 jej siedziba została przeniesiona na Cieszyńską Wenecję. Po kilkunastu latach działalności, decyzją zarządu Stowarzyszenia im. Stanisława Brzozowskiego (potocznie Krytyki Politycznej), została zamknięta w lipcu tego roku.

Rozmowa miała miejsce w budynku świetlicy – stanowiącym jej siedzibę od 2016 roku – kilka dni po tym, jak wyniesiono z niej większość rekwizytów, mebli i dekoracji. Chłód bił od tego opustoszałego miejsca, nadając mu wręcz brutalistyczny charakter. Ten ponury widok został jednak zniwelowany przez serdeczność rozmówców – Natalii Kałuży, kierowniczki świetlicy i animatorki kultury, oraz reżysera i pedagoga, Bogusława Słupczyńskiego, którzy pomimo frustracji i przykrych okoliczności potrafili rozmawiać, nie skupiając się tylko na samym zamknięciu tego kultowego miejsca. Ich świadomość tego, ile ta przestrzeń uczyniła dla miasta i tutejszej młodzieży, była wyczuwalna w powietrzu, jednak nie towarzyszyły temu samozachwyt czy pycha. Wręcz przeciwnie – widać i słychać było, że ta przestrzeń pozostawała dla nich domem i wiedzieli, że nie są w tym odczuciu osamotnieni. Są to ludzie z ambicjami i pomysłami, którzy przez lata – dzięki grantom i darowiznom od osób prywatnych – mogli nieodpłatnie organizować warsztaty, wydarzenia kulturalne i zajęcia dla dzieci. Niestety, z powodu braku dalszego finansowania i braku zrozumienia ze strony zarządu Stowarzyszenia, dalsza działalność w dotychczasowej formule została przerwana.

Szymon Kaleta: Podczas zbierania informacji o Wenecji Cieszyńskiej dotarłem do wpisu w jednej z książek, że w 1945 roku Młynówka zatrzymała się, a wraz z nią tutejsze młyny. Czy nie mają Państwo wrażenia, że teraz, na naszych oczach, dochodzi do podobnego zatrzymania kulturowego tutaj, na Wenecji?

Natalia Kałuża: Nie wiem, czy to nie jest problem całego Cieszyna. Mamy dużo instytucji kultury, wydarzenia takie jak Kino na Granicy czy festiwale literackie, co jest fajne i przyciąga turystów. Jednak miejsc, w których mieszkańcy i mieszkanki mogą współtworzyć kulturę w pogłębionym procesie jest niewiele. Na samej Cieszyńskiej Wenecji nasza Świetlica funkcjonowała przez 10 lat, teraz kończy swoją działalność. Poza Galerią w Bramie oraz Modelarnią Ceramiczną Kosak właściwie nie ma tu już więcej kulturotwórczych miejsc. Ta ulica jest atrakcją turystyczną, ale nie idzie za tym oferta dla mieszkańców. To zamknięcie świetlicy to symboliczne zatrzymanie tego „prądu kulturotwórczego”.

Bogusław Słupczyński: To porównanie z 1945 rokiem jest dobre, z tą różnicą, że wtedy Młynówka zatrzymała się po wojnie, a teraz żadnej wojny nie było, a mimo to wszystko stanęło i stoi od dłuższego czasu. Sytuacja Przykopy odzwierciedla sytuację całego miasta. Gdy odeszli stąd ostatni rzemieślnicy, ulica zaczęła przypominać „zlepek przypadkowości”, wyobrażeń i marzeń, momentami wręcz kiczowaty. Jedynym elementem ożywiającym to miejsce jest potok Młynówka; bez niego ta ulica byłaby martwa i nie byłoby po co tu zachodzić. Atmosfera tego miejsca powoli wyparowuje i są to procesy w skali makro, być może nieodwracalne.

Szymon: Odnośnie zatrzymania – W 2023 roku, niedaleko, bo na Przykopa 25, w murach zabytkowego budynku otworzono Muzeum Magicznego Realizmu. Minęły trzy lata, a budynek stoi opustoszały. Czy prace wybitnych artystów nie są w stanie zatrzymać odwiedzających? Skoro wielkie nazwiska, jak Dali czy Beksiński, nie zatrzymują ludzi, to co mogłoby to zrobić?

Natalia: Jestem zwolenniczką działań w skali mikro, które budują przywiązanie i wspólnotę. W 2017 roku wymyśliliśmy formułę Święta Cieszyńskiej Wenecji, które na przestrzeni ostatnich lat zorganizowaliśmy kilka razy. W ramach wydarzenia odbywały się spektakle, koncerty plenerowe, warsztaty i spacery. Niektórzy mieszkańcy uczestniczyli z zainteresowaniem, jednak trudno było na początku ich do tego przekonać. To był proces. Dopóki nie zachęcimy ludzi do wspólnego robienia nawet drobnych rzeczy, jak, załóżmy, warsztaty plecionkarskie, to sama galeria na ulicy nic im nie da. Działania muszą być skierowane do mieszkańców, by budować relacje, bo mamy deficyt „bycia razem”.

Bogusław: Żeby coś się zadziało, trzeba postawić na autentyczne środowisko ludzi, którzy coś robią wspólnie, bo to ono nadaje energię miejscu. Ściąganie wielkich nazwisk jest w tym kontekście wtórne. Rolą miasta powinno być przyciąganie inwestorów „z duszą”, ale to wymaga wyczucia. Cieszyn nie ma obecnie grupy ludzi, która wyznaczałaby kierunki i współpracowała z władzami. Bez wizji i wsparcia miasta oddolne inicjatywy nie udźwigną wszystkiego same. Często w tym polu brakuje pokory i szacunku dla ludzi, którzy robią coś dla innych, a zamiast wizji mamy „imprezki”, co zmienia kulturę w targowisko i niszczy czas oraz energię.

Środki trafiają do dużych instytucji, jak filharmonie czy teatry wojewódzkie. Oddolna inicjatywa nie ma szans w starciu z dużymi fundacjami i organizacjami oraz instytucjami. Stajemy się konsumentami tego, co nam zaproponują; to dramat społeczeństwa obywatelskiego.

Natalia: W naszym przypadku nadzieję daje fakt, że w Cieszynie wciąż są osoby, które nas wspierają i rozumieją istotę świetlicy. Połączyliśmy siły z lokalną fundacją Miejski Nurt i chcemy spróbować zbudować coś od podstaw na bazie relacji z dziećmi i młodzieżą z Teatru Młynówka.

Szymon: Mówiąc o Fundacji Miejski Nurt – czy idealnym rozwiązaniem byłoby pozostać na Wenecji Cieszyńskiej, czy jednak jedynym nurtem, jaki tam zostanie, będzie nurt Młynówki?

Natalia: Obawiam się, że zostanie tutaj tylko nurt Młynówki. Nie mając już środków na wynajem lokalu, będziemy musieli niestety go za dwa tygodnie opuścić. Natomiast samo miejsce, ta przestrzeń Cieszyńskiej Wenecji, jest wspaniała do pracy, którą my tutaj wykonywaliśmy. Jest położona troszkę na uboczu. Wiele osób, gdy pierwszy raz trafiało do nas, było zaskoczonych, że w ogóle tu takie miejsce funkcjonuje, bo jesteśmy otoczeni głównie mieszkańcami i ludźmi, którzy tutaj handlują. Ale jednak jest to też przestrzeń, która wyzwala jakąś twórczą energię. My tę Młynówkę mamy tuż za oknem i ona tak pięknie szumi. Realizowaliśmy tu spektakle oparte na historiach mieszkańców i dawnych Zakładów Przemysłu Dziewiarskiego Juwenia. Na ten moment – przez jakiś czas na pewno tutaj nie wrócimy, ale ja będę to miejsce z dużym sentymentem wspominać.

Bogusław: Przykopa to jedno z ostatnich autentycznych miejsc. Kiedyś miało niesamowity klimat – drewniane mostki, zwierzęta, ludzie pracujący przy rzemiośle. W mieście z wyobraźnią i pomysłem powinno przywracać się takiemu miejscu historię poprzez architekturę i klimat, nad czym czuwa architekt czy zespół miejski. Tymczasem u nas oddolne inicjatywy sięgają sufitu i bez „funkcjonalnego mecenasa” nie pójdą wyżej. Nie można oczekiwać, że kultura sama na siebie zarobi w ramach hobby.

Szymon: W momencie, kiedy rozmawiamy, zbiórka, którą uruchomiliście Państwo z Fundacją Miejski Nurt, aby ratować część działalności świetlicy, jest świeżo po przebiciu dwudziestu tysięcy złotych. Czy poza wpłatami mieszkańcy są w stanie Wam jakoś pomóc?

Natalia: Teraz najbardziej potrzebujemy środków finansowych. Cel to 150 000 zł – to kwota pozwalająca na wynajęcie lokalu dostosowanego do naszej działalności teatralnej i sfinansowanie działalności merytorycznej przez cały rok – programu wydarzeń kulturalnych, warsztatów itp. To 20 000 zł bardzo cieszy i jesteśmy za te pieniądze niezwykle wdzięczni, jednak do celu jeszcze daleko i nie poddajemy się. Jeśli nie uzbieramy całej kwoty, zrobimy tyle, ile się da.

Bogusław: Myślę, że ważna też jest sama nazwa – świetlica. Z jednej strony bardzo szlachetna, a z drugiej – niebezpieczna. W takim sensie, że świetlica ludziom się kojarzy ze świetlicą wiejską, świetlicą szkolną. Jeżeli ktoś pisze „świetlica” i mówi, że potrzebuje na nią 150 000 zł, to laik powie, że na głowę upadł. Dla większości osób świetlica funkcjonuje jako pomieszczenie obok pralni w bloku, w piwnicy. A to jest instytucja kultury, społeczna instytucja kultury. I to jest chyba najważniejsze, bo to nie jest świetlica dla dzieci jako pomieszczenie, w którym można „przechować” dziecko. Nazwa została nadana z najlepszymi intencjami, ale w takim powszechnym odbiorze społecznym, niestety, nie działa ona zbyt dobrze.

Podczas rozmowy, a także w trakcie kolejnych dni, dotarła do mnie jedna, zdaje się cenna myśl: Tu nie chodzi wyłącznie o kulturę Cieszyna. Młodzi ludzie uczestniczący w zajęciach Teatru Młynówka mogą wyjechać do innych miast, a to, co wynieśli stąd, zabiorą ze sobą. Dokładnie ten sam schemat można nałożyć na inne miejscowości, w których takie inicjatywy wymierają, pozostawiając po sobie jedynie wspomnienia dla osób, które przez brak perspektyw we własnych miastach, wyjechały poza jego granice.

Jak Pomóc?

Możecie dołożyć swoją cegiełkę w celu ratowania kultury, przekazując chociażby symboliczną kwotę zbiórce na ratowanie Teatru Młynówka. Wspieranie takich inicjatyw nie tylko lokalnie, ale także w ujęciu całego kraju, może być nie tylko światłem dla zdeterminowanych, walczących o permanentną kulturę ludzi, ale też sygnałem dla władz, że takie inicjatywy są nam potrzebne.