Od 35 lat Festiwal Teatralny BEZ GRANIC łączy ludzi, kultury i artystyczne perspektywy po obu stronach Olzy. Jego historia wyrasta z idei polsko-czesko-słowackiego dialogu, ale każda kolejna edycja stawia nowe pytania o znaczenie granic, wspólnoty i spotkania z drugim człowiekiem. O idei festiwalu, jego historii oraz o tym, jak powstaje czeska część programu, rozmawiamy z Petrą Slováček Rypienovą, Stefanem Mańką i Gabrielą Cichą ze Stowarzyszenia Człowiek na Granicy, które współorganizuje wydarzenie.
Natalia Kałuża: Festiwal BEZ GRANIC odbywa się już po raz 35. To długa historia, tworzona przez kolejne osoby i pokolenia. Jaką opowieść o festiwalu zastaliście, kiedy zaczęliście się w niego angażować? Które elementy jego pierwotnej idei są dla Was dziś szczególnie ważne, a co nowego wniósł do programu i idei festiwalu Wasz obecny zespół?
Stefan Mańka: Historia zaangażowania Petry w festiwal jest znacznie dłuższa niż moja. Swoją przygodę z wydarzeniem, które wówczas nosiło nazwę „Na Granicy”, a dziś jest Festiwalem „Bez Granic”, rozpoczęła jako pracownica ośrodka kultury KaSS Strzelnica w Czeskim Cieszynie. Później nastąpiła przerwa i jej powrót do festiwalu, już w nowej roli i w innym momencie jego historii. Ja dołączyłem do zespołu w 2018 roku, po zakończeniu ponad dwunastoletniego etapu mojej pracy przy Kinie na Granicy. W festiwalu teatralnym szczególnie zainteresowała mnie szczerość intencji jego twórców oraz niezwykła konsekwencja i wytrwałość członków Solidarności Polsko-Czesko-Słowackiej w pielęgnowaniu wartości, na których wydarzenie zostało zbudowane. To właśnie ta ciągłość była dla mnie szczególnie ważna. Wartości, które przyświecały członkom Solidarności Polsko-Czesko-Słowackiej, zawsze były mi bardzo bliskie.
Chyba jednak największe zbliżenie do idei, która stała u początków festiwalu, nastąpiło w 2020 roku, kiedy wybuchła pandemia i ponownie pojawił się problem zamkniętej granicy. Walka o utrzymanie współpracy transgranicznej, możliwość swobodnego przemieszczania się i kontaktu między mieszkańcami obu części Cieszyna pokazała mi bardzo wyraźnie, jak bliskie są mi wartości, o które przed laty walczyli członkowie Solidarności Polsko-Czesko-Słowackiej. Był to dla mnie bardzo symboliczny moment. Pokazywał, że idee, które przed laty legły u podstaw festiwalu, nie są jedynie zapisem jego historii, ale nadal mogą być żywe i potrzebne.
Co natomiast wniósł do festiwalu obecny zespół? Myślę, że przede wszystkim doświadczenie zawodowe każdego z jego członków. Petra Slováček Rypienová, Gabriela Cichá i ja mamy różne doświadczenia, kompetencje i spojrzenie na kulturę, ale właśnie ich połączenie pozwala nam rozwijać festiwal w kolejnych latach. Staramy się wzmacniać przede wszystkim jego czeski wymiar, jednocześnie dbając o to, aby współpraca miała charakter rzeczywiście transgraniczny, a nie tylko symboliczny. W praktyce oznacza to rozwijanie relacji z czeskimi artystami, instytucjami i partnerami, ale także budowanie zaplecza organizacyjnego, finansowego i promocyjnego, które pozwala festiwalowi odpowiadać na współczesne wyzwania. To doświadczenie pozwala nam patrzeć na festiwal nie tylko jako na kilka dni wydarzeń artystycznych, ale jako na długofalowy projekt budowania relacji między ludźmi, instytucjami i środowiskami po obu stronach Olzy. I chyba właśnie ta ciągłość przy jednoczesnej zdolności do zmiany jest dziś dla mnie najważniejsza. Festiwal ma już 35 lat, ale nie powinien być wydarzeniem, które jedynie wspomina własną historię. Powinien nadal reagować na rzeczywistość, szukać nowych języków dialogu i odpowiadać na pytanie, co dziś oznacza być „bez granic”. Dla nas granica jest nie tylko miejscem na mapie. To także granica między językami, pokoleniami, środowiskami czy sposobami patrzenia na świat. Te granice można przekraczać właśnie poprzez kulturę, teatr i bezpośrednie spotkanie człowieka z człowiekiem.
NK: Festiwal wyrósł z idei spotkania ponad polsko-czeską granicą. Jak ta idea przekłada się na Waszą codzienną pracę i współpracę z partnerami po obu stronach Olzy? Czy po latach wspólnych działań można mówić o jednej, polsko-czeskiej publiczności?
Petra Slováček Rypienová: Stowarzyszenie Człowiek na Granicy od początku swojego istnienia ma w swoim DNA współpracę transgraniczną – rozumianą nie tylko jako realizowanie wspólnych projektów, ale przede wszystkim jako rzeczywiste spotkanie ludzi ponad granicą. I choć historia naszego stowarzyszenia nie jest tak długa jak historia świętującego w tym roku 35-lecie Festiwalu, to moja osobista przygoda ze współpracą polsko-czeską zaczęła się znacznie wcześniej. Pamiętam jej początki i osoby, od których sama uczyłam się, czym w praktyce jest współpraca ponad granicami. Jedną z nich była Gertruda Chovanioková, była dyrektorka ośrodka kultury KaSS Strzelnica oraz wieloletnia organizatorka Festiwalu „Bez Granic” i przeglądu filmowego „Na Granicy”. To właśnie od takich osób nauczyłam się, że współpraca transgraniczna nie polega wyłącznie na realizowaniu projektów, podpisywaniu umów czy pozyskiwaniu środków. Jej fundamentem są przede wszystkim relacje, zaufanie i przekonanie, że po drugiej stronie granicy mamy partnera, z którym chcemy coś wspólnie zrobić.
Większość swojego życia zawodowego poświęciłam budowaniu polsko-czeskiej współpracy transgranicznej – przede wszystkim w Cieszynie i Czeskim Cieszynie, ale także w innych miejscach polsko-czeskiego pogranicza. I mimo upływu lat moje przekonanie o potrzebie pielęgnowania i rozwijania współpracy na polsko-czeskiej granicy nie słabnie. Wręcz przeciwnie – z każdym rokiem jestem coraz bardziej przekonana, że trzeba o nią świadomie dbać. Widzę bowiem, że projekty i partnerstwa, które nie mają za sobą osób rzeczywiście rozumiejących sens współpracy transgranicznej, z czasem mogą tracić znaczenie, a nawet znikać. Sama realizacja projektu nie gwarantuje przecież, że pozostanie po nim trwała relacja. Dlatego cały czas podejmuję działania na rzecz budowania i wzmacniania partnerstw. Staram się pokazywać, że współpracować można na wielu poziomach i w bardzo różnych obszarach. I nie zawsze potrzebne są do tego duże środki finansowe. Czasem wystarczy pomysł, chęć spotkania, wzajemne zaufanie i zaangażowanie obu stron. To właśnie z takich prostych rzeczy często powstają najtrwalsze relacje.
A czy możemy mówić o jednej, polsko-czeskiej publiczności? Po latach wspólnych działań zdecydowanie widzę, że taka publiczność istnieje. Na festiwalu spotykają się Polacy i Czesi, którzy przychodzą na te same spektakle, uczestniczą w tych samych wydarzeniach i coraz częściej nie traktują granicy jako bariery. Ale nie możemy uznać, że ten proces zakończył się sukcesem i teraz wystarczy już tylko korzystać z jego efektów. O wspólną publiczność trzeba cały czas zabiegać. Jeżeli przestaniemy zachęcać Polaków do poznawania czeskiej kultury, a Czechów do sięgania po kulturę polską, ta wspólna przestrzeń może zacząć się kurczyć. Dlatego tak ważny jest dla mnie Festiwal „Bez Granic”, ale również to, czym obecnie zajmuję się w Teatrze Cieszyńskim w Czeskim Cieszynie oraz mniejsze działania organizowane przez Człowieka na Granicy. Staram się rozwijać możliwości do spotkania się z kulturą sąsiada bez pośredników i bez stereotypów, za to z życzliwością i ciekawością.
NK: Tegoroczny program łączy spektakle polskich, czeskich, a nawet amerykańskich teatrów, a także różne formy i języki sceniczne. Jak wygląda proces wyboru przedstawień? Czy przy układaniu programu obecnej edycji szukaliście wspólnych tematów i dialogu między twórcami, czy ważniejsza była dla Was różnorodność propozycji i perspektyw?
Petra Slováček Rypienová: Mogę odpowiedzieć przede wszystkim na pytanie o proces wyboru spektakli w ramach czeskiej części programu, ponieważ za nią jako Stowarzyszenie Człowiek na Granicy, przy wsparciu Teatru Cieszyńskiego w Czeskim Cieszynie, odpowiadamy. Od kilku lat staramy się przede wszystkim bardzo uważnie obserwować to, co dzieje się wokół nas. Nie chodzi przy tym wyłącznie o repertuar czeskich teatrów. Patrzymy szerzej – na rzeczywistość społeczną, wydarzenia, emocje i tematy, którymi w danym momencie żyją ludzie. Zastanawiamy się, co nas cieszy, co niepokoi, czego się obawiamy, o czym rozmawiamy i jakie pytania stawiamy sobie jako społeczeństwo.
Dlatego przez cały rok podróżujemy po czeskich scenach – zarówno tych większych, uznanych, jak i mniejszych, bardziej niezależnych. Oglądamy spektakle, rozmawiamy z twórcami, obserwujemy nowe zjawiska i szukamy przedstawień, które mogłyby zainteresować naszą publiczność. Ważne jest dla nas jednak to, aby – jeśli tylko jest to możliwe – zobaczyć na żywo wszystkie spektakle, które później proponujemy festiwalowej publiczności. To dla nas kwestia odpowiedzialności. Nie chcemy wybierać przedstawień wyłącznie na podstawie opisu, recenzji czy opinii innych osób. Jeśli rekomendujemy publiczności konkretny spektakl i zachęcamy ją do zakupu biletu, chcemy mieć pewność, że rzeczywiście sami w niego wierzymy. Dzięki temu możemy również lepiej przygotować widzów na to, co zobaczą – powiedzieć im, czego mogą się spodziewać, ale też uczciwie uprzedzić, jeśli przedstawienie może być wymagające czy kontrowersyjne. Bo czasami świadomie wybieramy do programu spektakle, o których wiemy, że mogą wywołać dyskusję, zaskoczenie, a nawet szok. I uważam, że właśnie takie miejsce powinien tworzyć festiwal. Nie chcemy, żeby publiczność przychodziła tylko po to, żeby potwierdzić swoje przekonania i zobaczyć coś, co jest jej doskonale znane. Chcemy ją czasem zaskoczyć, wytrącić z przyzwyczajeń, sprowokować do rozmowy i zostawić z pytaniami, które pojawią się dopiero po wyjściu z teatru.
Dlatego przy wyborze programu nie zakładamy z góry jednego tematu przewodniego, którego wszystkie spektakle muszą się trzymać. Ważniejsza jest dla nas różnorodność perspektyw, form i języków teatralnych. Jednocześnie bardzo często okazuje się, że po wielu miesiącach oglądania przedstawień i podczas naszych burzliwych rozmów programowych zaczynamy dostrzegać między nimi pewne połączenia. Na początku są to pojedyncze spektakle, które wybieramy dlatego, że każdy z nich z osobna wydaje nam się ważny, interesujący albo potrzebny. Dopiero później zauważamy, że kilka z nich zaczyna ze sobą dialogować. Z tej różnorodności i mnogości propozycji wyłania się jeden, a czasem kilka tematów przewodnich. I chyba właśnie to jest dla mnie najciekawsze w budowaniu programu. Nie chcemy narzucać publiczności jednej interpretacji festiwalu. Wolimy stworzyć przestrzeń, w której różne spektakle, artyści i perspektywy mogą się ze sobą spotkać, a widz sam może odnaleźć między nimi związki. Różnorodność jest zatem dla nas punktem wyjścia, ale dialog jest efektem, do którego dążymy. A jeśli po zakończeniu festiwalu widz wychodzi z teatru z emocjami, pytaniami albo potrzebą rozmowy z drugim człowiekiem, to znaczy, że udało nam się osiągnąć coś ważnego.
NK: Które spektakle prezentowane podczas tegorocznej edycji festiwalu są dla Was osobiście szczególnie ważne i dlaczego?
Gabriela Cichá: Spośród czeskich przedstawień na pierwszym miejscu z pewnością wymieniłabym Perpetuum Havel Laterny magiki. To niezwykle symboliczne, że właśnie w roku, w którym obchodzimy 90. rocznicę urodzin Václava Havla, podczas festiwalu wracamy do postaci związanej również z naszym transgranicznym wydarzeniem i jego początkami. Havel nie jest dla mnie tylko ważnym czeskim dramaturgiem i byłym prezydentem. Jego nazwisko związane jest z wartościami, na których nasz festiwal od początku się opiera – wolnością, odpowiedzialnością obywatelską, godnością człowieka i przekraczaniem granic. Perpetuum Havel jest wyjątkowe również ze względu na swoją drogę na Festiwal Teatralny „Bez Granic”. Światowa premiera odbyła się 4 lipca w ramach Festival Off Avignon na scenie La Manufacture. Była to pierwsza w historii premiera Teatru Narodowego we Francji, a przedstawienie spotkało się w Awinionie z bardzo pozytywnym odbiorem. Praska premiera odbyła się dopiero 10 września w Paláci Akropolis. Możliwość sprowadzenia tego spektaklu do Czeskiego Cieszyna zaledwie kilka tygodni po praskiej premierze jest więc naprawdę spełnieniem marzeń. Ważne jest również to, o czym Perpetuum Havel właściwie opowiada. Spektakl czerpie z libretta Havla Perpetuum mobile, które napisał na początku 1989 roku podczas swojego pobytu w więzieniu i które jest absurdalną farsą o życiu więźnia politycznego. Laterna Magika nie potraktowała go jednak wyłącznie jako materiału historycznego. Połączyła go ze świadectwami współczesnych więźniów politycznych i więźniów sumienia. To teatr pozbawiony słów, który potrafi bez jednego słowa mówić o zniewoleniu, strachu, ludzkiej godności i oporze.
Bardzo osobiste znaczenie ma dla mnie spektakl Na pierwszy rzut oka Švandovo Divadlo z Pragi z Marią Štípkovą. Maria pochodzi z Czeskiego Cieszyna, tutaj chodziła do liceum i zaczynała swoją karierę w Teatrze Cieszyńskim. Dziś jest jedną z najbardziej wyrazistych aktorek praskiej sceny, a jej powrót do rodzinnego miasta w tak mocnym przedstawieniu jest dla mnie pięknym momentem. Jest to również monodram – a właśnie ta forma pojawia się w tegorocznym programie dość wyraźnie.
Obok Na pierwszy rzut oka są to między innymi Perníkař czy Dawno, dawno temu, a także Wszystkie wspaniałe rzeczy, które są bezpośrednio określane jako interaktywny monodram. Perpetuum Havel również zostało zbudowane wokół jednego performera. Zastanawiam się, czy nie jest to w pewnym sensie znamienne dla czasów, w których żyjemy. Żyjemy w świecie, który jest bardzo zindywidualizowany. Mówimy we własnym imieniu, poprzez własne historie i własne doświadczenia. Być może dlatego nie jest przypadkiem, że właśnie forma monodramu wybija się w tegorocznym programie tak wyraźnie. Ale właśnie teatr przypomina mi, że człowiek nigdy nie jest tylko sam dla siebie. Moim zdaniem siła nie rodzi się w izolacji, lecz w kontakcie z innymi ludźmi, w dialogu, w możliwości usłyszenia innego głosu i pozwolenia, by ten głos na nas wpłynął. W tym widzę również istotę naszego festiwalu. Nie tylko w tym, że przekraczamy granicę między Czechami a Polską, ale przede wszystkim w tym, że tworzymy przestrzeń, w której ludzie mogą się spotkać, rozmawiać ze sobą i wzajemnie się słuchać.
NK: Jaką rolę w programie festiwalu odgrywają przedstawienia zakorzenione w historii i doświadczeniach regionu?
Gabriela Cichá: Senzibil: Ciemna strona Jesioników Teatru Šumperk jest bardzo mocno związany z Jesionikami, a autorka Markéta Pilátová właśnie w tym środowisku osadziła historię. Mimo to spektakl podejmuje znacznie szersze tematy dobra i zła, tożsamości oraz ludzkich wyborów. Regionalny temat jest również bardzo mocno obecny w Perníkařu Studia G. Roman Pecha, którego prawdziwą historię przedstawienie opowiada, pochodzi z Hawierzowa. Jego historia związana jest z miejscami, które są nam tutaj bardzo dobrze znane – przede wszystkim z Hawierzowem i regionem Ostrawy. Z konkretnej, regionalnej historii powstaje bardzo mocne, uniwersalne świadectwo uzależnienia, upadku, więzienia i możliwości powrotu. To właśnie taki rodzaj przedstawienia, który moim zdaniem powinien znaleźć się na festiwalu: wyrasta z konkretnego miejsca, ale potrafi je przekroczyć. Podobnie odbieram Krzywy Kościół polskiej sceny Teatru Cieszyńskiego. Choć jest to polskie przedstawienie, jest ważne właśnie ze względu na to, jak silnie odnosi się do naszego wspólnego regionu, jego pamięci i historii.
Mamy również w tym roku niezwykle różnorodną ofertę prezentowaną na Małej Scenie Teatru Cieszyńskiego. Na przykład Kurt i Sid, Dawno, dawno temu, Grandhotel uczuć czy Jonáááš – każdy z tych tytułów jest zupełnie inny. Inny wiek widza, inny język teatralny, inna poetyka, inna historia. Jonáááš na przykład podejmuje z perspektywy młodego widza temat emocji, złości, frustracji i potrzeby posiadania bezpiecznej przystani. W tej różnorodności widzę wielką wartość tegorocznego programu. Każde przedstawienie jest wyjątkowe samo w sobie, ale razem prowadzą niezwykle silny i interesujący dialog. I właśnie ten dialog jest dla mnie najważniejszą rzeczą, jaką może zaoferować festiwal.
Uwaga KONKURS!
Wygraj bilety na spektakle Festiwalu BEZ GRANIC!
Obserwujcie nas na Facebooku! Wkrótce pojawią się konkursy, w których będzie można wygrać bilety na wydarzenia w ramach Festiwalu Teatralnego BEZ GRANIC.



