Skip to main content

Zdjęcia pochodzą ze strony FB Fundacji

Sylwia Hazboun (z d. Cieślar) – Ustroniaczka, która swój drugi dom znalazła w Betlejem, skąd pochodzi jej mąż Yousef. Razem prowadzą Fundację Światło Wschodu i działają na rzecz sprawiedliwego rozwiązania konfliktu w Ziemi Świętej. Sylwia prowadzi podcast o życiu palestyńskich chrześcijan, a także śpiewa po aramejsku, czyli w języku, którym mówił Jezus.

Patrycjusz Miazgowski: Kiedy słyszymy „Palestyńczycy”, to słowo „chrześcijanie” raczej nie przychodzi nam do głowy. A przecież są tam obecni, a gdyby chrześcijaństwo można było oceniać liczbą pokoleń wstecz, to ci Palestyńczycy byliby chyba najbardziej chrześcijańskimi chrześcijanami świata.

Sylwia Hazboun: Dokładnie, to są potomkowie pierwszych wspólnot chrześcijańskich, chociaż tak naprawdę równie stare chrześcijaństwo jest też w Syrii, Libanie czy Turcji Południowej. Na Bliskim Wschodzie są chrześcijanie i to nie nawróceni z islamu, tylko chrześcijanie, którzy nigdy nie byli muzułmanami, co najwyżej byli pokolenia wcześniej albo poganami, albo Żydami. Więc to jest faktycznie dwutysiącletnia historia, dwa razy dłuższa niż historia chrześcijaństwa w Polsce.

„Palestyńscy chrześcijanie to potomkowie pierwszych wspólnot chrześcijańskich”.

„W Betlejem choinki nie przeszkadzają muzułmanom”.

PM: A jak w Palestynie wyglądają relacje chrześcijańsko-muzułmańskie?

SH: Jeżeli chodzi o Betlejem, to tam kwitnie życie sąsiedzkie z muzułmanami. Nie spotkałam się z ani jedną sytuacją, w której czuć by było dyskryminację ze strony islamu. Jest wręcz przeciwnie. Co ciekawe, w Betlejem dziś większość mieszkańców to muzułmanie, ale obowiązuje prawo jeszcze z czasów brytyjskich, mówiące, że burmistrzem ma być zawsze chrześcijanin. Kiedy są wybory na burmistrza, to to musi być chrześcijanin i muzułmanie nie protestują i idą głosować na któregoś z chrześcijańskich kandydatów. Pomimo tego, że muzułmanie są większością.

Można też powiedzieć, że ma to dla nich dobre strony. Na przykład fakt, że chrześcijański burmistrz Betlejem na pewno znajdzie więcej możliwości współpracy międzynarodowej, finansowania, np. remont bazyliki był sfinansowany z zewnątrz, albo uroczystość zapalenia świątecznej iluminacji i choinki… To może być powód, dla którego to nie denerwuje muzułmanów. Albo może po prostu tak głęboko jest w nich zakorzenione przekonanie, jak ważne jest dla chrześcijan to miasto i po prostu nie przeszkadza im to, że burmistrzem jest zawsze chrześcijanin.

Na poziomie jednostkowym znaleźć przykłady zarówno bardzo dobrej współpracy między chrześcijanami a muzułmanami, jak i napięć czy konfliktów. Dlatego wolę przytoczyć coś bardziej ogólnego – takiego jak historia z burmistrzem albo to, że obchody Bożego Narodzenia, i to trzykrotne (najpierw katolicy i protestanci, później prawosławni, a na koniec jeszcze Ormianie, którzy świętują w drugiej połowie stycznia), wiążą się z ulicznymi obchodami, czyli nie ograniczają się do wnętrz kościołów. I nie ma żadnych protestów ze strony muzułmanów. Wręcz przeciwnie – przychodzą popatrzeć, porobić sobie zdjęcia. Przy zapaleniu choinki jest tak samo. Kiedyś usłyszałam w kościele podczas ogłoszeń, jak ksiądz powiedział: „Przyjdźcie na zapalenie choinki, żeby tam nie było tylko muzułmanów”.

„W Betlejem większość mieszkańców to dziś muzułmanie, ale zgodnie z tradycją burmistrzem zawsze jest chrześcijanin – i nikomu to nie przeszkadza”.

PM: A w tym samym czasie tu, w Europie, czasem słyszy się o muzułmanach w Niemczech czy Francji, którym ponoć choinki przeszkadzają.

SH: Tak, ja już to nieraz słyszałam od palestyńskich muzułmanów. Oni się dziwią, jakie słowa można usłyszeć w meczetach w Europie. Dziwią się, że w europejskich meczetach jest o wiele większa skrajność niż u nich, a czasem głoszone są takie kazania, które u nich byłyby niedopuszczalne.

PM: A czy władze izraelskie w jakiś inny sposób traktują obie społeczności – palestyńskich muzułmanów i chrześcijan?

SH: Nie. Jest ta sama dyskryminacja, konieczność ubiegania się o pozwolenia, te same utrudnienia – wszystko identyczne.

PM: Co się zmieniło na Zachodnim Brzegu po 7 października? Wszyscy wiedzą o Gazie, ale jak tam jest to odczuwane?

SH: Można powiedzieć, że jest po staremu, tylko z o wiele mocniej dokręconą śrubą. Bo kiedy byłam w Betlejem po raz pierwszy, w 2014 roku, już trwała okupacja, były checkpointy i kilkaset tysięcy osadników. A dzisiaj to wszystko jest bardziej nasilone. Czyli checkpointy częściej są zamknięte, trudniej jest dostać pozwolenie na wjazd do Izraela, dłużej stoi się w kolejce przy przekraczaniu granicy.

No i przede wszystkim trwa ekspansja terytorialna Izraela na terytoriach palestyńskich. A to się wiąże z agresją osadników wobec Palestyńczyków. Osadnicy są uzbrojeni w ostrą amunicję i dodatkowo mają po swojej stronie izraelskie wojsko, które czasem (rzadziej) uniemożliwia im ataki, czasem im w nich pomaga, a czasem po prostu biernie na wszystko patrzy i ewentualnie broni ich, jeżeli faktycznie jakiś Palestyńczyk zbliżyłby się do nich np. z nożem. Czasem mówi się, że to Palestyńczycy prowokują te zamieszki, ale jest to nielogiczne. Palestyńczycy nie są uzbrojeni, a osadnicy i wojsko tak. Bardzo często za prowokację uznaje się np. to, że jakiś Palestyńczyk chciał pojechać na swoją plantację oliwną. „Sprowokował” osadnika, który akurat na niej przebywał i nie chciał mu pozwolić tam jechać. Agresja osadnicza to bardzo trudny temat. Ona może prowadzić do tego, że wiele palestyńskich rodzin podejmie decyzję o wyjeździe, czyli tak naprawdę podda się.

PM: Czym jest chrześcijański syjonizm?

SH: Chrześcijański syjonizm jest ruchem religijnym, który zakłada teologiczne połączenie między Starym Testamentem i wspieraniem współczesnego państwa Izrael. W łagodniejszej wersji sprowadza się do przekonania, że powstanie Izraela było częścią Bożego planu. Im bardziej jednak te podejścia stają się skrajne, tym częściej Palestyńczycy przedstawiani są jako intruzi albo ludzie, których można wysiedlić, ponieważ ziemia została dana Żydom przez Boga. Są też środowiska, które usprawiedliwiają dalszą ekspansję terytorialną Izraela, powołując się na biblijną wizję Ziemi Obiecanej „od Nilu po Eufrat”.

Z perspektywy Palestyńczyków, w tym palestyńskich chrześcijan, to “spełnianie się Bożych obietnic” wygląda zupełnie inaczej – dla nich to trwająca krzywda, okupacja i brak perspektywy zakończenia konfliktu. Szczególnie w Stanach Zjednoczonych chrześcijański syjonizm stał się ważnym źródłem społecznego przyzwolenia na politykę Izraela. Problem polega na tym, że fundamentalistyczne odczytywanie Biblii przenika później także do polityki. Ambasador Stanów Zjednoczonych w Izraelu, zapytany o ekspansję terytorialną Izraela, powołał się na Biblię i stwierdził, że Izrael ma prawo nawet do aneksji południowego Libanu.

„Nie chcę być ani proizraelska, ani propalestyńska”.

PM: Te najbardziej skrajne przejawy chrześcijańskiego syjonizmu kojarzy się głównie ze Stanami Zjednoczonymi, ale u nas – na Śląsku Cieszyńskim – protestanckie kościoły ewangeliczne, czyli te. powiedzmy, ze spektrum zielonoświątkowo-baptystycznego, są dużo bardziej popularne niż w reszcie kraju. Pytanie, czy wśród nich, a może i wśród katolików, zderzałaś się z przejawami właśnie tego typu myśli?

SH: W Polsce chrześcijański syjonizm jest widoczny przede wszystkim wśród części środowisk protestanckich, gdzie bardzo silny jest wpływ amerykańskiego fundamentalizmu. Paradoksalnie, rzadko słucha się przy tym głosu palestyńskich protestantów – luteranów, baptystów i innych denominacji – którzy sami bardzo mocno sprzeciwiają się takiemu podejściu i często spotykają się z wykluczeniem tylko dlatego, że są Palestyńczykami.

Wśród katolików nie jest to nurt dominujący, ale również istnieją środowiska zafascynowane tego typu myśleniem. Często pojawia się argument: „przecież Palestyńczycy to muzułmanie”, co po pierwsze nie jest do końca prawdą, a po drugie, nie rozumiem dlaczego na interpretację Biblii ma wpływać to, że jakiś naród jest w większości muzułmański. W tej argumentacji widzę wiele niespójności i uproszczeń. Dlatego zawsze zachęcam do bezpośredniej rozmowy i spotkania z palestyńskimi chrześcijanami, żeby usłyszeć ich perspektywę, a nie tylko trzymać się ideologicznych wyobrażeń na ich temat.

Kiedy w internecie spotykam się z kimś, kto jest zwolennikiem tych idei i jest to ktoś ze Śląska Cieszyńskiego, to piszę komentarz albo nawet wiadomość z propozycją osobistego spotkania ze mną i moim mężem. Jeszcze nikt się nie zgodził. A naprawdę zachęcam.

„Chrześcijański syjonizm bardzo rzadko słucha głosu palestyńskich chrześcijan”.

PM: Ja mam wrażenie, że jest taki podział w chrześcijaństwie, to napięcie pomiędzy chrześcijańską troską o słabszych, o tych pod opresją, a określoną interpretacją Starego Testamentu, która w tym wypadku nie staje po stronie słabszych. Ale są też chrześcijanie bardziej propalestyńscy…

SH: Przede wszystkim warto pójść drogą myślenia nie proizraelskiego lub propalestyńskiego. Moim zdaniem, jeśli ktoś chce być błogosławieństwem dla tej ziemi, to musi objąć sercem oba narody.

Po pierwsze, jestem zwolenniczką rozwiązania dwupaństwowego, konfederacyjnego i do tej postawy też zachęcam. Nie do skrajności, a do szukania dobra dla wszystkich ludzi i równości, bezwarunkowej równości dla wszystkich ludzi w Ziemi Świętej. Bo argumentami można się przerzucać godzinami, ale co z tego wynika?

Po drugie, sprzeciwiam się głosom, które mówią, że konfliktu nie da się rozwiązać, bo jest zbyt skomplikowany. Takie podejście umacnia okupację i dyskryminację. Tak, sytuacja jest skomplikowana, ale jeśli założymy, że nic nie można zmienić, to nie tylko nic się nie zmieni – będzie coraz gorzej.

„Nie chcę być ani proizraelska, ani propalestyńska. Jeśli ktoś chce być błogosławieństwem dla tej ziemi, musi objąć sercem wszystkich”.

„Najtrudniej żyje się w zawieszeniu”.

PM: Jak właściwie trafiłaś do Betlejem?

SH: Do Betlejem trafiłam jeszcze podczas studiów arabistycznych. Chciałam nauczyć się języka i pracować w pomocy humanitarnej. W czasie Arabskiej Wiosny dowiedziałam się o Domu Pokoju prowadzonym przez siostry elżbietanki. Pojechałam tam pierwszy raz w 2014 roku, a rok później, podczas kolejnego pobytu w Palestynie, w Wigilię Bożego Narodzenia, poznałam mojego męża, Yousefa.

Od tamtej pory nasze życie to funkcjonowanie między Polską a Betlejem. Chcielibyśmy kiedyś pomieszkać tam dłużej, ale ze względu na realia okupacji i kwestie legalizacji pobytu jest to bardzo trudne. Mimo wszystko Palestyna pozostaje dla mnie ważnym miejscem – nie wyidealizowanym, ale bliskim, szczególnie dlatego, że widzę, jak wielu ludzi żyje tam dziś w poczuciu zawieszenia i braku perspektyw.

„Najtrudniej żyje się w zawieszeniu – bez poczucia wpływu na przyszłość”.

PM: Czym zajmuje się Fundacja Światło Wschodu? Jak można Was wesprzeć?

SH: Nasza działalność skupia się przede wszystkim na pokazywaniu chrześcijaństwa Bliskiego Wschodu, budowaniu dialogu i przypominaniu o perspektywie palestyńskich chrześcijan. Robimy to przez podcast, media społecznościowe i muzykę orientalną inspirowaną tradycją Ziemi Świętej.
Można nas wesprzeć, obserwując i udostępniając nasze działania, zapraszając nas na koncerty i spotkania albo wspierając finansowo, dzięki czemu możemy tworzyć nowe materiały (wideo, muzykę) i rozwijać kolejne projekty.

Pracuję też obecnie nad książką o codziennym życiu chrześcijan w Betlejem – o ich rodzinach, zwyczajach, wierze i próbie życia Ewangelią w realiach ciągłego konfliktu.

PM: O książkę mamy nadzieję zapytać Cię w przyszłości. Póki co, ogromne dzięki za rozmowę.