Skip to main content

Jakiś czas temu oglądałam w telewizji film dokumentalny o suszy w Rogu Afryki. Ludzie, których jedynym gwarantem przetrwania są zwierzęta, bezradnie patrzą na ich śmierć głodową następującą w wyniku kolejnego roku suszy. Nie spada ani kropla deszczu, nie wyrasta żadna roślina. Kozy, owce i bydło padają jedne po drugich, bo żadne bezczelne zielone źdźbło nie ośmiela się wychylić głowy ze szczeliny w skale. I to jest prawdziwa tragedia. W dosłownym, brutalnym sensie.

Żywokost lekarski

Tojeść rozesłana

Paradoks kontroli

Ale wróćmy do nas. Do Polski, do Cieszyna. Obserwując wybuchające raz na jakiś czas afery o „zaniedbane parki”, „chaszcze”, „zarośnięte trawniki” i tym podobne nieszczęścia można odnieść wrażenie, że rośliny – nasze rodzime, takie, które są tu od wieków – stanowią nie lada problem. Niejedna osoba nie zauważy zalegających w piwnicznych okienkach śmieci, petów wypełniających zardzewiałe szyny, foliowych worków w trawie. Ale ochoczo zakrzyknie, że miasto takie zaniedbane, bo rdest, bo perz, bo koniczyna! Bo nieskoszone!

I tu wkraczam ja, cała na zielono. Wielbicielka roślin z chodnika, roślin ze szczelin, roślin z piwnicznych okienek przy Stawowej i spod muru koło Elżbietanek. I owadów na tych roślinach – trzmieli, muchówek, motyli.

Dziewanny drobnokwiatowe

Kasztanowiec pospolity (biały)

klon jawor

Niezastępowalna wartość

A cóż w tym takiego niezwykłego, powiecie. To przecież zwykłe chwasty¹! Tym tekstem jednak chciałabym nieco zmienić Wasze podejście. Roślinność spontaniczna – ruderalna, synantropijna (czyli ta, która łączy się z obecnością ludzi) jest niedocenianym elementem zieleni miejskiej. Nie wymaga od nas niczego – nie trzeba jej kupować, pielęgnować, podlewać. Jest doskonale przystosowana do warunków, w których wyrosła. Jeśli nie jest to roślina inwazyjna – a często nie jest – stanowi idealną bazę pokarmową dla lokalnych owadów, której nie zastąpi absolutnie nic! Żadna najpiękniejsza i najdroższa roślina ogrodowa nie może wesprzeć bogactwa wynikającego z rodzimości. Nasze owady i nasze „chwasty” ewoluowały razem przez tysiące lat. Są jak klucz i zamek. Żadne, choćby najwspanialsze, importowane ze szkółki drzewko czy egzotyczny kwiat nie nakarmi gąsienicy rzadkiego motyla, która trawi wyłącznie sok z tego jednego, konkretnego, „brzydkiego” chwastu. Są oczywiście owady, takie jak np. pszczoła miodna, gatunek hodowlany, które mogą żerować na większości kwiatów. Ale dla wielu innych brak tego konkretnego małego kwiatka oznacza śmierć.

Koniczyna łąkowa

Krwawnik pospolity

Mniszek lekarski

Marchew zwyczajna

Komonica zwyczajna

Pogardzane samosiejki

Nie zapominajmy też o prawdziwych herosach z potencjałem – a mam tu na myśli drzewa. Miasta wydają ogromne pieniądze na nasadzenia „wysokiej jakości materiału szkółkarskiego”, który potem usycha z braku podlewania, z powodu szoku, jakim jest nagła zmiana warunków, z powodu niewłaściwego przygotowania terenu. Owszem, w ścisłej zabudowie nie ma innej możliwości. Nie pozwolimy rosnąć jesionom czy klonom przy rynnach. Ale poza gęsto wybrukowanym centrum możemy i powinniśmy chronić samosiejki. Są to drzewa idealne – wykiełkowały w najlepszym możliwym dla siebie miejscu, dobrze się zakorzeniły, same rosną, nie wymagają podlewania. Wystarczy je oznaczyć (inwazyjne usuwamy) i uznać za pełnoprawne. To wg mnie prawdziwa przyszłość miejskich nasadzeń. Jednak logika ekonomiczna jest inna – pieniądz musi krążyć, nasadzenia muszą być wykonywane (choćby zastępczo), mimo że ich stanem często nikt się nie interesuje. Dobrym przykładem jest np. cieszyńska ul. Pikiety, która po remoncie sprzed 10 lat straciła większość drzew, a nowe już przynajmniej dwa razy uschły, zostały „ulepszone” cięciami przez mieszkańców lub oblane herbicydem. Kupujemy, sadzimy, pozwalamy uschnąć, sprzątamy, kupujemy znowu. To perpetuum mobile bezdusznej procedury. Podczas gdy system bezradnie (i drogo) kręci się w kółko, natura proponuje darmowe, gotowe rozwiązanie. Ale darmowe rozwiązanie nie generuje faktur, więc w oczach systemu… nie istnieje. Nowe drzewa nie mogą się pojawić spontanicznie, bo, jak wiadomo, pobocza, nawet te, które nie stanowią żadnego wyzwania dla widoczności, muszą być koszone.

Dzielę się zdjęciami wykonanymi przez lata spacerów po mieście. Mam nadzieję, że dzięki nim komuś uda się przychylniej spojrzeć na zieleń pod stopami – tak bezbronną, nienachalną, ale często rozświetlającą brzydkie, naprawdę zaniedbane i brudne miejsca. Zapraszam też na profil Roślina z chodnika, który od niedawna prowadzę na Facebooku.

1 „Chwast” to pojęcie gospodarcze; w rzeczywistości chwastem jest tylko to, co nam przeszkadza w uprawie. Nie ma takiego gatunku rośliny, który byłby chwastem „z urodzenia”.

↑ Powrót do treści

Jasnota purpurowa i inne rośliny

Cykoria podróżnik

Dziewanna drobnokwiatowa

Petunia – uciekinierka z doniczki

Dziurawiec pospolity

Podbiał pospolity

Powój polny

Prosienicznik szorstki

Wierzbownica i pięciornik gęsi

Wilczomlecz obrotny