Ilustracje: Hubert Tereszkiewicz
Czy Wy też czasem się zastanawiacie, kiedy to się skończy? Żyjemy w 2026 roku. Mamy smartfony i komputery, panele fotowoltaiczne tworzące prąd i reaktory atomowe – nowoczesne narzędzia, o których nie śniło się ludzkości jeszcze sto lat temu, a mimo to wciąż musimy wyciskać z siebie siódme poty. I nie, nie wynika to tylko z faktu, że ktoś sto czy dwieście lat temu w taki sposób wymyślił sobie nasz świat. Wręcz przeciwnie – to w dużej mierze kwestia naszej wypaczonej samodyscypliny, która narzuca nam taką katorżniczą doktrynę. Jesteśmy do tego stopnia wytresowani (tak, wytresowani!1), że odpoczynek stał się dla nas prawdziwą myślozbrodnią2. W 41. millenium istnieje tylko wojna3, a w XXI wieku jest tylko praca i nic poza nią.
Myśl płodzi herezję
Gdy jestem zmęczony i chcę odpocząć poprzez błogie nicnierobienie, zdarza mi się, że nagle do głowy przychodzi mi ta jedna okropna myśl. Brzmi ona mniej więcej tak: „Ileż to ja bym mógł zrobić przez tę godzinę czy dwie, zamiast tak bezwstydnie taplać się w gnuśności! Ile tekstów mogłoby powstać, ile projektów mógłbym dokończyć, ile informacji wyszukać, ile mądrych książek przeczytać, ile półek odkurzyć!” i tak dalej, i tak dalej. Pewnie sami dobrze znacie tę śpiewkę. Nic w tym dziwnego. Od najmłodszych lat jesteśmy karmieni propagandą ciężkiej pracy, która jest wartością samą w sobie.
W końcu „ciężka praca popłaca”, „bez pracy nie ma kołaczy”, a „kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje”. Nikt natomiast nie uczy nas, jak odpoczywać, a w dzisiejszych czasach jest to naprawdę trudna, ale warta zachodu sztuka.
W świecie złożonym z samych przodowników nie możemy przecież zostać uznani za śmierdzącego lenia, który tylko zbija bąki. Nie istnieje też chyba bardziej zaszczytna pochwała we współczesnych realiach, niż bycie uznanym za osobę na wskroś pracowitą. W końcu narracja głównego nurtu wciąż w kółko powtarza to samo zaklęcie: pracowici osiągają sukcesy. Jeśli coś ci się nie udało, to tylko dlatego, że za mało się starałeś_aś.
Odrabiając wirtualną pańszczyznę
Co gorsze, nawet nasz wypoczynek zaczyna być kapitalizowany jako nieświadomy wolontariat przynoszący zysk globalnym korporacjom. Każde przescrollowanie Facebooka, Instagrama czy Twittera to darmowe dane, które można zarchiwizować i sprzedać. Nawet granie w gry okazuje się pracą, bo jeśli dekadę temu daliście się wciągnąć w szukanie Pokemonów, to tak naprawdę świadczyliście bezpłatną pracę, budując mapy przestrzenne do trenowania AI w celach militarnych4.
Co prawda nie zgadzam się z publicystami piszącymi o technologicznym feudalizmie (to po prostu późny kapitalizm, który robi to, co zazwyczaj, czyli stara się wycisnąć tyle zysków, ile tylko jest w stanie), ale nie trudno zobaczyć w tej sytuacji pewnej analogii do czasów pańszczyźnianych. Kiedyś chłopi utrzymywali się przy życiu ze swojej pracy, a w ramach zorganizowanego wypoczynku obrabiali jeszcze pole szlachcica, by ten mógł czerpać zyski z ich nieodpłatnej służby. Dzisiaj, po ośmiu godzinach w ukochanym zakładzie pracy, otwierasz telefon i nabijasz kabzę dystopijnych korporacji.
Od dzisiaj lenistwo to bierny opór
Na szczęście – w przeciwieństwie do naszych chłopskich przodków – mamy większe pole manewru (żart niezamierzony). Nikt nie zakuje nas w dyby, jeśli ograniczymy naszą aktywność w mediach społecznościowych. Nikt też nie ruszy za nami w pościg, jeżeli zaczniemy migrować ku bardziej demokratycznym miejscom w internecie (na przykład takim jak Kocham Cieszyn).
Przede wszystkim musimy powrócić do nicnierobienia. Wiem, jest to trudne, kiedy kusi nas łatwa dopamina, ale trzeba próbować. A nawet jeśli już nasz wewnętrzny Hiper-Robociarz5 tak bardzo rwie się do pracy, to spróbujmy dokarmiać go czymś analogowym. Rysowaniem, czytaniem książki, oglądaniem filmu, wyjściem do ludzi czy prozdrowotnym spacerem.
Nie każdy bunt, opór czy rewolucja musi przybierać formę masowych demonstracji i strajków. Często najważniejszą i zarazem najtrudniejszą zmianę musimy przeprowadzić w nas samych. Dlatego zachęcam Was, byśmy starali się przełamywać całe to gadanie o produktywności i postarali się trochę poleniuchować. Zróbmy to w trosce o siebie, kondycję naszego świata, ale także jako swoisty rytuał sprzeciwu wobec odczłowieczającej polityce korporacji. Nasze ciała i umysły nam za to podziękują.
A uwierzcie mi: w dobie kapitalizowania, uefektywniania oraz optymalizowania wszystkiego i wszystkich – bezczynność urasta do rangi obywatelskiego nieposłuszeństwa.
Przypisy:
Przypis 1.
Ewentualnie, jeśli ktoś woli, to warunkowani niemalże tak samo jak w uniwersum Diuny, w którym istniało Najwyższe Warunkowanie Suk, albo jak w Nowym wspaniałym świecie Aldousa Huxleya, gdzie mieliśmy do czynienia z Ośrodkiem Rozrodu i Warunkowania.
Przypis 2.
Nawiązanie do pojęcia myślozbrodni (thoughtcrime) z powieści Rok 1984 George’a Orwella.
Przypis 3.
Nawiązanie do słynnego cytatu z książkowo-growego uniwersum Warhammer 40,000: „In the grim darkness of the far future, there is only war.”
Przypis 4.
Artykuł „Łapali Pokemony, karmili AI. Skanami interesuje się wojsko”
Przypis 5.
Postać z Szewców Witkacego.



